Nie kończący się ból..
Przebiegłam przez jeden z płonących już domów. Ludzie mieszkający na skraju wioski mają najgorzej, gdyż pomioty atakują bezpośrednio ich. Ręką osłoniętą specjalną rękawicą ochronną odepchnęłam pomiota.
- Już prawie! - zawołałam do siebie - Na pewno cię tu słyszałam!
Wbiegłam do nieco zawalonego pokoju, a tam moim oczom ukazała się mała dziewczynka. Siedziała skulona pod podniszczoną ścianą, zza której słychać było odgłosy walki. Wzięłam ją na ręce i wyskoczyłam przez okno.
- Ayro! Zabierz ją stąd! - zawołałam po wylądowaniu na ziemi. Po chwili moim oczom ukazał się młody gryf. Szybko się zniżył i delikatnie chwycił dziewczynkę. Całe szczęście była jedynie lekko zadrapana i wystraszona. Przekazałam jej trochę swej energii, by uleczyć drobne rany i dać jej siły. Wtedy gryf zabrał ją ze sobą.
- dosyć Angela! Za raz całkiem stracisz siły i kto wtedy pomoże tobie?
- Ty Atosie - mówiąc otarłam krew z rany, która pojawiła się na mojej twarzy - I nie mów mi jak mam żyć! Wiesz, że nie mogę przestać im pomagać! - zawołałam lecz nie uzyskałam odpowiedzi. W jednej chwili poczułam silny ból w żebrach, a po chwili uderzyłam w ścianę i osunęłam się na ziemię. Nie zagojone jeszcze rany ponownie się otworzyły. Nie miałam siły wstać. Tylko patrzyłam jak pomioty zbliżają się w moją stronę.
- Atosie... - jęknęłam - Atosie pomóż mi... - lecz nikt nie odpowiadał. On mnie nie słyszy - ktokolwiek..
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz