Wolałam wyjść niż pytać się o cokolwiek.. Drake i Zula razem.. Tego widoku chyba nigdy nie zapomnę.. Ale od kiedy oni razem? Zula mi nic nie powiedziała? To nie w jej stylu..zawsze mi mówiła, że gdy spotka tego jedynego to mi powie..no chyba że..nie! To nie możliwe by się z ni tylko bawiła.. Zula nie szuka faceta na jeden raz, nie jest taka, więc to musi być coś poważnego między nimi. Kto by się spodziewał.. Zula i Drake. Zula od dawna ma słabość do Draka, a w sumie po pierwszym spotkaniu było widać, że się nim interesuje.. A Drake? Hmm.. Kochał podobno Sorayę..co z nim jest? Ale widać w końcu spodobała mu się moja siostrunia, no cóż, ma ona urodę po matce, a jak wiadomo nasza mama była najpiękniejszą kobietą. Na myśl o rodzinie na mojej twarzy powstał szeroki uśmiech, który oczywiście od razu skryłam.. Nie lubię wyrażać swoich uczuć otwarcie.. Ja i Zula zawsze byłyśmy dla matki jej gwiazdkami.. Najbardziej z tego wszystkiego był poszkodowany Trevor, chociaż ten to nie lubił zbytnich czułości ze strony rodziców..za to ja mogłam go "pieścić" do woli, zawsze byliśmy razem, ja i on.. Te wszystkie akcje jakie razem urządzaliśmy.. Pamiętam jak raz zdarzyło się nam, że prawie spaliliśmy cały dom..szczęście, że udało nam się to ugasić i wszystko naprawić przed powrotem rodziny..
Chwyciłam pewniej miecz pożyczony od Draka z treningów.. Miałam ochotę w tej chwili wyładować cały ten żal do świata właśnie walcząc z pomiotami. Może i nie jestem jeszcze zbyt dobra w posługiwaniu się owym mieczem, ale myślę, że z pomiotami dam sobie nim radę.
Tak więc, wybiegłam z Akademii bocznym wyjściem. Od razu na dzień dobry rzuciło się na mnie sześć pomiotów. Wystarczyło się tylko okręcić, a miecz załatwił swoje. Wokół mnie leżało sześć ciał, które zabulgotały i zmieniły się w czarny dym. Kiedy usłyszałam smoczy ryk, wiedziałam do kogo należy, wyczuwałam jego energię od początku. Spire wylądował przy mnie tym samym pozbawiając życia jakiejś piętnastce pomiotom. Pogładziłam go po pysku i spojrzałam w jego oczy lekko przymrużając swoje.
~Damy im popalić co?-posłałam mu myśl i uśmiechnęłam się szeroko.
Zaczął się mój taniec z ostrzem, partnerów miałam słabych..każdy niestety czy też stety padał na ziemię martwy. Spire sprawował się równie dobrze..wiem doskonale na ile go stać, jednak wiem również, iż wszystkich umiejętności nie rozwinął doskonale i do maximum.
Pochłonięta wirem walki nie zważałam na nic..jednak mignięcie pewnej sylwetki sprawiło iż zatrzymałam się w bezruchu.. Wysoka postać w czarnej pelerynie i czarnej masce zakrywającej twarz.. Bez wątpienia mężczyzna..
Nagle znalazł się tuż przy mnie broniąc mnie od ciosu dwóch pomiotów, powalił je z zawrotną szybkością, którą widziałam dotąd tylko u jednego człowieka..
-Trzymaj się i daj im popalić!!-zawołał i po chwili jakby wyparował..
-Tata?..-szepnęłam cicho nie mogąc uwierzyć własnym oczom.. A może to tylko w mojej głowie? Po tych moich wspominkach?? Jednak sposób w jaki walczyła ta osoba..sposób poruszania się..głos i te ciemnoniebieskie oczy.. Cechy ojca..
-Hej! Wszystko dobrze?-usłyszałam głos za sobą, kiedy się odwróciłam zobaczyłam Antonia. Nie byłam w stanie nawet odpowiedzieć.. spławić go..powiedzieć żeby się odwalił..nic.
-jest..ok-wydusiłam tylko.
<Antonio?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz