Mój plan, jeśli w ogóle można było to tak nazywać, był doprawdy szalony. W końcu pchałem się w sam środek nieprzyjacielskich szeregów! Zanim to wszystko zrobiłem powinienem naprawdę mocno walnąć się w łeb. Teraz było już za późno. Co się stało, to się nie odstanie…
Cały spięty wyszedłem poza tarczę stworzoną przez smoki. Oby moje przeczucie się sprawdziło.
Uspokoiłem oddech i wszedłem między pomioty z groźnym, a zarazem pogardliwym wyrazem twarzy. Stwory, o dziwo wcale nie próbowały mnie atakować. Tylko na samym początku musiałem na parę z nich warknąć. Nagle zdałem sobie sprawę, że kompletnie nie mam pomysłu w którą stronę do Xoda. Chwyciłem pierwszego lepszego pomiota i przybliżyłem groźnie twarz
- Gdzie Xodo?
- Już prowadzę, Najjaśniejszej Panie! - wrzasnął przerażony stwór i zaraz zaczął prowadzić mnie w nieznanym mi kierunku
C. D. N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz