Uderzyłem otwartą dłonią w twarz. Nie dość, że facet wcale nie był Smoczym Jeźdźcem. To na dodatek jeden z głównych celów Ciernia, właśnie postanowił wziąć nogi za pas! Ci ludzie byli takim nieogarami!
W tym wypadku pozostało mi jedno… Oby tylko nikt się nie połapał.
- Dobra! Nie mam żadnego dobrego pomysłu! - nie kłamałem. Ten był naprawdę kiepski - Muszę na chwilę odejść na bok w mam nadzieję wiadomej sprawie…
- Idę z tobą - powiedział blondas i bez zbędnych ceregieli pociągnął mnie na bok
Westchnęłam z irytacją. Czy ten człowiek nie da mi spokoju?!
- Okej! Tylko się obróć! - zarządałem. Facet obrócił się z ociąganiem
Załatwiłem swoje potrzeby i już mieliśmy wracać. Poprosiłem jeszcze żebym mógł się o niego oprzeć i poprawić but. Tym razem również spojrzał podejrzliwie ale się zgodził. Na to tylko czekałem. Lekko nadusiłem parę mięśni na ramieniu a blondyna zwalił mi się pod nogi. Przeturlałem go w bezpieczniejsze miejsce i powiedziałem
- Wybacz kolego. Muszę pójść pozałatwiać pewne osobiste sprawy. Na razie nie możesz się ruszyć. Za pół godziny wszystko wróci do normy. Postaraj się przeżyć tę wojnę
To mówiąc ruszyłem samotnie w kierunku armii podmiotów. Miałem niedokończone sprawy z panem Xodo. Najwyższa pora by je rozwiązać.
< Matayas? Mam pewien pomysł… Daj iść Alvarowi do Xodo >
Załatwiłaś mojego Matusia?! Nie... pozostaje mi tylko jedno wyjście.. .
OdpowiedzUsuńTylko go unieruchomiłam!
OdpowiedzUsuńDobra dobra... Matayas sobie poradzi. Nie tylko na równaniach i całkach się zna.. :P
Usuń