25 grudnia 2017
Od Niespodzianki
Tak szczerze powiedziawszy nie rozumiałem nigdy gatunku ludzkiego. Nie dość, że głupi to jeszcze sprzeczał się o wszystko. Byle plamka na ubraniu mogła doprowadzić między nimi do wojny. Taka żałosna rasa. Jednak... nadal żyli. Czyżby bycie wiecznym wrzodem było ich unikalną cechą? Najgorsze wśród nich było to pospólstwo mieszkające w miastach i wsiach. Albo nie wykształceni albo oszukiwali, że jakiekolwiek posiadali podczas gdy tak naprawdę nie wiedzieli nic.
I szedłem sobie właśnie przez całe zbiorowisko takiej głupoty. Wyspa Dragoso z pewnością była główną wylęgarnią tego robactwa. Tak blisko Smoczej Akademii, a jednocześnie tak bardzo od niej oddalonej pod względem rozwoju intelektualnego. Co prawda w tej placówce też mieszkali ludzie, którzy, moim zdaniem zakrawali już na potwory. Studiując historię smoczych jeźdźców odniosłem wrażenie, że wraz z zostaniem wybranym przez smoka "wybrańcy" przestawali być ludźmi. Nawet nie chodziło o umiejętności. Prędzej czy później ludzkie emocje schodziły na dalszy plan ustępując obowiązkowi. Szybko ginęli. Część nich przed przystąpieniem do próby mieli wyjątkowe umiejętności, a fakt, że moja siostra miała dołączyć do tego zacnego grona to potwierdzało.
Z tym, że Shurima nie była człowiekiem. Jak ja. Aż musiałem szeroko się uśmiechnąć na tę myśl. Głupiutka siostrunia nadal wierzyła w swoją przynależność do ludzi. Gdyby znała prawdę.
Aż zrodził się we mnie histeryczny śmiech. Ludzie, których mijałem po drodze spojrzeli się na mnie jak na szaleńca. Nie byłem nim.
Na przestrzeni wieków nasza rodzina, począwszy od wątpliwie zacnego czarnoksiężnika o tysiącu imion, ganiając za wielkością i mocą przeprowadzała różne próby - magiczne, biologiczne. Nawet prokreacja z demonami nie była naszym przodkom obca. Jednak o ironio ich moc gasła aż w końcu nikt nie posiadał dostateczniej dużej mocy nawet do tak prostych rzeczy jak otwarcie zamka czy też ożywienia zwiędłej rośliny. Za to ich szaleństwo rosło. Z pokolenia na pokolenie coraz surowiej traktowano dzieci rozpaczliwie pokładając w nich nadzieję na odbudowę dawnej potęgi. A ja wraz z Shurimą byliśmy ostatnimi żyjącymi. Reszta spłonęła ku wiecznemu potępieniu.
Żeby tylko moja siostra znała prawdę. Nawet nie wiedziała, że żyję. Może to i dobrze. Zdążę przygotować grunt pod wprowadzenie jej w prawdę. Hi hi hi... Albo inaczej umrze. Proroctwo się wypełni choćbyśmy mieli oboje umrzeć.
*** jakiś czas później ***
Wędrowałem między jajami w swojej mniej fizycznej postaci. Głaskałem każde z czułością wypisaną na twarzy. Te biedne stworzenia. Tak mądre, a jednak czekały na swoich przeznaczonych tyle wieków. A przecież mogli się nie zjawić czego ostatni niż wśród liczebności jeźdźców był dowodem. A wybrańca jak nie widać tak nie widać.
Oparłem się o jedną z kolumn. Zastanawiałem się po co to wszystko. Przecież ludzie nie byli warci zbawienia. Byli tylko szkodliwą nic nie wartą rasą. A jednak smoki nadal czuwały nad nimi. O ironio kolejny raz. Najmądrzejsza i najpotężniejsza rasa wybrała sobie za partnerów podistoty.
-Nie ruszaj się! Kim jesteś!?! - Rozległ się nagle krzyk ze strony wejścia do sali. Chyba powinienem się zbierać. Tak więc znikłem. Niech biedak myśli, że miał omamy.
Ktoś? ( Czas w końcu przestać się lenić i zrobić burdel :) )
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Zaklepuje!!!!!!
OdpowiedzUsuń~ Eshia