26 grudnia 2017

Od Matayasa




Siedziałem w sowim pokoju, czytając książkę o temacie, który jakoś mało mnie interesował, ale na zabicie nudy okazał się idealny. W pewnym momencie przestałem śledzić wzrokiem treść, gdyż przeniosłem spojrzenie na ocean za oknem. Zaraz nastanie wieczór, a Sor jak nie ma, tak nie ma. Jednak nie martwię się, czuję, że nic jej nie grozi.
Zszedłem na dół, gdzie Tobiraya wraz z Aną zabawiali swoje pociechy. Maluchy rosły jak na drożdżach. Pożegnałem się z nimi, po czym opuściłem dom. Ruszyłem w stronę Akademii.
Gdy się już w niej znalazłem, pokierowałem się do biblioteki. Zapach książek zawsze mnie uspokajał, poza tym miałem nadzieję spotkać kogoś znajomego po drodze. Może nawet udać się na jednego kielicha..? Kto tam wie.... Jak tylko przekroczyłem próg książkowego królestwa przywitałem się z bibliotekarką. Skłoniłem się lekko, ucałowałem wierzch jej dłoni. Następnie pokierowałem się do mniej uczęszczanych uliczek między zakurzone regały. Światło tam było słabsze, jednak nie przeszkadzało mi to. Poprawiłem swoją białą koszulę, jej kołnierz, który wygiął mi się z tyłu. Spędziłem tak jakieś trzy kwadranse, aż stwierdziłem, że pora wracać. Skierowałem się zatem do wyjścia, jednak widok czarnego w pegaza mnie... Nie tylko co zdziwił, co zainteresował. Obok jego kopyt upadł pergamin. Cóż, jako dobrze wychowany człowiek, podszedłem powoli do stworzenia, które od razu wyczuło czyjąś obecność za sobą. Bardzo ostrożnie schyliłem się po papier, po czym odłożyłem go na stół.
-- Witaj pegazie -- zwróciłem się do pięknego zwierzęcia z należytym mu szacunkiem.


< Koniu? > 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz