26 grudnia 2017

Od Devonshire do śmierdzącego dwunoga




Cuchnący Dreyar... No pięknie, że też musiałem wpadnąć na jednego z nich. Przez tygodnie nie wyliżę się z tego ich paskudnego zapachu. Moja psychika zrujnowana kochani! Zrujnowana! Wszystko przez spotkanie oko w oko z tym pucybutem psiakrew.
Chociaż okazał mi szacunek... Ale i tak pozostaje dla mnie razem z innymi samcami jego gatunku pod istotami. Dyshonor dla mnie już z takimi rozmawiać! Obcowanie z nimi... Ohyda! Największa ohyda! Żeby chociaż tak nie śmierdzieli.
Nic nie odpowiedziałem. Przyglądałem się tylko jak podnosi pergaminy. Gdy na jednym ujrzałem tylko jedno słowo aż zakrztusiłem się własną śliną. "Tempesaries" Cholera! Będę miał poważne kłopoty jeżeli to zignoruję.
Aż łezka zakręciła mi się w oku. Życie mnie nie lubi. Sczeźnij w piekle panie losu! Szybko popchnąłem kopytem dwunoga w stronę stołu szybko zanucając mu w głowie fragment pewnej pieśni.

A były one istotami pięknymi, zacnymi
Ich skrzydła przejrzyste były mrokiem, światłem
Lecz tylko jedna mała chwila, tylko małe zrządzenie losu
Upadek rasy, śmierć tysiąca
I została sama...  
Taka jest podwalina miejsca tego, niezapomnianego.

No i zwiałem.

Śmierdzący dwunogu? Jesteś w stanie dowiedzieć się prawdy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz