Spojrzałem na Sorayę uśmiechając się do niej szczerze. Od początku wiedziałem i czułem, że ona nie jest taka z resztą ja również nie jestem. Jest wyjątkowa, a to że jest typem chłopczycy pasuje mi. Nie widziałbym jej w roli księżniczkowatej, wolę typ zabójczyni, która ma swój własny styl. Objąłem ją w tali i przyciągnąłem do siebie. Zbliżyłem usta do jej ucha.
-Oczywiście-szepnąłem. Spojrzałem jej prosto w jej piękne czarne oczy i ponownie zacząłem ponownie nami kołysać w rytm muzyki, jednak bardzo delikatnie i powoli.
-To nie takie trudne, a ze mną nie masz się co stresować kruszynko-powiedziałem. -Nie myśl o tym, jak o czymś co musisz umieć, ważne byś czuła się swobodnie i miło-powiedziałem. Schwyciłem ręce Sor i położyłem je na mojej szyi, ta splotła dłonie i spojrzała na mnie. Objąłem ją ponownie i pozwoliłem jej się przytulić do mojego torsu. Po kilku minutach czułem, że czarnowłosa trochę się rozluźniła, począłem więc stawiać kroki i zapoczątkować taniec. Przez chwilę Sor nie mogła się w tym odnaleźć, ale gdy zaczęła patrzeć jak się poruszam zaczęła to powtarzać, może parę razy zdarzyło się jej mnie zdepnąć, ale to normalne. Kiedy szło jej całkiem nieźle, postanowiłem czegoś spróbować.
-Zrobię coś nowego, tylko się nie bój i nie spinaj, jeśli ci nie wyjdzie to trudno, świat się nie zawali-szepnąłem. Dziewczyna przytaknęła, a ja po chwili zakręciłem ją i zatrzymałem w swoich ramionach nadal tańcząc, po czym ją pocałowałem.
-I widzisz to nie takie straszne kochana-powiedziałem między pocałunkami.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz