26 grudnia 2017

Od Matayasa Cd Bezczelny Koniowaty Pegaz




Zachowanie tego pegaza mnie lekko skołowało. Popchnął mnie kopytem na stół, a potem w swojej głowie usłyszałem nieznaną mi jak dotąd pieśń. Zapamiętałem ją od razu, dzięki mojej niezawodnej pamięci. W dłoni wziąć miałem skrawki pergaminu. Westchnąłem niezadowolony. Usiadłem przy stole, uprzednio sięgając po krzesło z boku. Zacząłem czytać to, co było napisane na kartkach.
Tempesaries...
To słowo zaciekawiło mnie, ponieważ z czymś mi się skojarzyło. Niestety, nie wiedziałem co ono, lub kogo oznacza. W myślach zacząłem powtarzać słowa piosenki, którą zaśpiewał mi pegaz nim wybył. To była... zagadka. Jako miłośnik historii i kryminologii postanowiłem ją rozwikłać. Wstałem, po czym udałem się w odpowiednią alejkę w poszukiwaniu interesującej mnie książki. Intuicja mi podpowiedziała, że powinienem szukać wskazówek w księgach o stworzeniach, może tam na coś się natknę. Potem mi się przypomniało, że tom, którego właśnie szukam leży na stole. Pacnąłem się otwartą ręką w czoło i zawróciłem pospiesznie. Jak tylko dopadłem do poszukiwanej książki od razu wziąłem się za jej wertowanie. Trochę mi zajęło znalezienie odpowiedniego wątku, aczkolwiek natrafiłem na pewną poszlakę. Zawsze coś. Byty o wielkiej sile, przypominające wróżki... Nie zdziwiło mnie to w sumie. Choć nigdy jeszcze nie widziałem żadnej takiej istoty na oczy. Syreny, elfy, owszem... ale nie wróżki. Z mizernych zapisków dowiedziałem się, że została już tylko jedna przedstawicielka tej rasy, jednak żadnej wzmianki o tym, gdzie ona teraz przebywa. Wtedy na myśl nasunęły mi się słowa tajemniczej pegaziej pieśni. Jeden z wersów udowadnia, iż ostatnim Tempesaries jest niewątpliwie kobieta. Mowa jest także o jej skrzydłach.
-- Podwalina miejsca tego, niezapomnianego.... Podwalina.... niezapomniana... Co to może być? -- spytałem samego siebie. Popatrzyłem przed siebie, potem na sufit. -- Podwalina. Chodzi o jakiś budynek. Pomieszczenie, gdzieś pod dachem. Wysoko. Dobrze zabezpieczone... Niedostępne... Zamknięte. Ale jak ma się do tego pojęcie "niezapomniane"..? Może to miejsce jest... jest zbyt ważne, by o nim zapomnieć?
Wziąłem książkę, pergaminy ze sobą i opuściłem bibliotekę. Idąc korytarzami, nawet nie spostrzegłem, jak nogi poniosły mnie w zupełnie innym kierunku niż wyjście. Tymi korytarzami nie chodziłem. Śmiało mogłem stwierdzić, iż znalazłem się tu pierwszy raz. Stanąłem przed krętymi schodami prowadzącej do obcej mi wierzy. No nic, pora przestać bujać w obłokach i wrócić do domu. Przede mną długa noc. Muszę rozwikłać tą zagadkę, inaczej nie nazywam się Dreyar. Zabrałem się w drugą stronę i tym razem bez problemu dostałem się do wyjścia z Akademii


< Matayas podejmuje wyzwanie ! >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz