NIE! NIE! NIE!
To się NIE działo!!! To nie mogła być prawda! To tylko kolejny, cholerny i bardzo realistyczny sen! NIE! NIE! NIE!
Ona nie żyje! Ten gomi (śmieć) ją zabił! Nie daruję mu!
Zabije tego cholernego Ciernia i całą jego bandę popaprańców!
A jak mi się nie uda to pomogę każdej osobie, która zdoła mu zaszkodzić.
Chory psychol latający sobie z jednego ciała do drugiego i zabijający wszystko co się rusza w promieniu jednej galaktyki! Co go tak bawi w zabijaniu ludzi? Czy sprawia mu to jakąś radochę czy co?!
Kolejna droga mi osoba leżała martwa u moich stóp. Wnętrze paliło mnie żywym ogniem, a umysł kompletnie się wyłączył.
***
Ocknęłam się z transu tuz po zachodzie słońca. Stałam na placu ćwiczebnym, a przede mną leżała jakaś setka kukieł poćwiartowana na drzazgi. Ręce miałam całe w odciskach i fragmentach porąbanego drewna. Katana, którą do tej pory dzierżyłam w dłoni, opadła z głuchym i jakby utrudzonym dźwiękiem na kamienie. Zaraz tez upadłam na kolana zanosząc się potwornym szlochem.
Amarisy nie było. Tak samo jak wielu, wielu innych. Ale w końcu trzeba było wstać i iść na przód. Tak by nabrać sił do pokonania Ciernia. Czas rozpocząć prawdziwą bitwę. I nic, ani nikt nie powstrzyma mnie przed doszczętnym zniszczeniem tego Orokamono (durnia). A ja, nigdy się nie poddaję...
<Kto się dołącza? ^^ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz