Obserwowałem poczynania mojej siostry, coraz więcej nie ma jej w domu. Znika na całe dnie i... noce. Nawet nie umiem sobie wyobrazić jej i tego całego... razem... w łóżku... Ohyda! Nie spuszczałem również oka z Arrow. Na samą myśl o niej na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Arrow rosła w oczach. Nasze dziecko lada dzień przyjdzie na świat. Nigdy nie myślałem o tym, by zostać ojcem. Wpadka z białowłosą owszem, była dla mnie zaskoczeniem. Na początku nie byłem przekonany. Nie byłem pewien, czy spełnię się w roli ojca... Teraz też mam wątpliwości, ale są one o wiele mniejsze, ponieważ wierzę, że będzie ok. Przyswoiłem sobie informację, że będę mieć dziecko, z kobietą, którą... chyba kocham.
Arrow boi się porodu. Wiem, że obawia się, że nasze dziecko może nie przeżyć narodzin. Arrow brak wiary. Nosi pod sercem potomka rodu Dreyar, a to zobowiązuje.
-- Jak tam, jak się czujesz? -- spytałem Arrow, wchodząc do naszej wspólnej sypialni. Dziewczyna leżała na łóżku. Zamyślona, głaskała siebie po okazałym brzuchu, lekko się przy tym uśmiechając. Usiadłem obok dziewczyny i przyłożyłem swoją rękę do jej brzucha. Nie takie już małe maleństwo dokazywało jak zwykle. Widziałem po minie białowłosej, że jest już obolała i zmęczona, ale także szczęśliwa. -- Bądź dobrej myśli. Dziecko z boską krwią nie może umrzeć. Nie moje dziecko...! -- dodałem głośniej. Zaczęliśmy się śmiać z Arrow, gdy nagle dziewczyna przestała się śmiać. Złapała się za brzuch, usiadła na materacu, po czym spojrzała na mnie. Po chwili zauważyłem jak pościel pod Arrow zaczęła się robić morka. Wody jej odeszły.
A więc zaczęło się...
< Arrow? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz