26 grudnia 2017

Od Armaro cd Eisha




Jejku... Nie dość, że musiałem chwilę z dyrektorem pogadać to jeszcze Słoneczko gdzieś szlag trafił. Latałem, szukałem, a mojej zabawki jak nie było widać, tak nie było. W końcu dałem sobie spokój i wróciłem z powrotem do miasta. Może jakąś przekąskę poszukać? Choć w zasadzie nie miałem na to humoru... Tak jakoś najedzony byłem.
W końcu zdecydowałem się poszukać jakiejś rozrywki na wieczór. Na wyspie było obecnych wiele urodziwych przedstawicielek ludzkiej rasy i z pewnością, któraś była chętna na małą zabawę we dwoje.


*** jakiś czas później ***
Siedziałem w pierwszym lepszym barze dla "elit". Nawet nie wiem dlaczego akurat wybrałem to miejsce. Może po prostu było najbliżej? Żeby wejść wystarczyło użyć lekko magi przymusu, a wcześniej nieco osłabić organizm ochroniarza. Łatwe jak słodzenie herbaty. Łatwo przesadzić. Jednak... Chyba przeżyje ten człowiek. Z resztą co mnie obchodziło jego marne człowiecze życie.
W dłoni lekko obracałem szklaneczką z moim ulubionym, bursztynowym trunkiem. Jak ja kochałem whisky. Była to jedna z tych ludzkich przyjemności, którymi nie gardziłem. Tak jak dobrym seksem.
Leniwie przesuwałem wzrok z jednych kształtnych bioderek na drugie wyobrażając sobie jakby to się je cudownie pieściło. Blondynka czy brunetka? Która z miłych przyjaciółeczek przy barze by była odpowiednia? Oblizałem się lubieżnie, a moje włosy przybrały brązowy kolor. Dlaczego mam się ograniczać? Taki tam trójkącik to całkiem miły sposób na zakończenie dnia.


*** kilka minut później ***
Wpadłem do pokoju całowany namiętnie przez dwie ponętne laseczki, owe przyjaciółki z baru. Nagle okazało się, że pomyliłem pokoje i wylądowałem w już zajętym przez kogoś. Spojrzałem nieprzytomnie na parę migdalącą się na łóżku. Najwyraźniej coś im przerwałem.
-Przeprasza... Słoneczko!?! - Moje zdziwienie było ogromne gdy skumałem, że knagą kobietą przywiązaną do łóżka była moja nowa zabaweczka. No nie sądziłem iż lubowała się w takich zabawach. Z resztą jej mina przeczyła odczuwaniu przyjemności.
A ten dryblas, który nad nią się pochylał? Jeden z tych sługusów takiego tam Atiuda. Człowiek żywiący się cudzą energią. W porównaniu do mnie nie posiadał magii, a ją wykradał. Jego nędzne sługusy wysysały dla niego energię życiową przy okazji używając sobie wszystkiego co się rusza do woli. Nie żartuję. Nawet zegar potrafili wypieprz...
Wracając do zaistniałej sytuacji. Blondynka wraz z brunetką przywarły do mnie przerażone. Musiałem niestety je szybko przeprosić, wyprosić za drzwi po czym usunąć im pamięć. Nie mogło być żadnych dowodów.
Ten tępy idiota myślał, że też wyjdę. Co to, to nie. Bardziej niż ludźmi gardziłem tylko takimi złodziejskimi szumowinami bez talentu, mózgu i w ogóle czegokolwiek co należało do nich. Podejrzewałem, że nawet przyrodzenie mieli sztuczne. Kto tam wiedział tego ich szurniętego pana.
W każdym razie zmieniłem nieco swoją postać i owinąłem się wokół typa. Poczekałem do momentu aż zabraknie mu tlenu by następnie chwilę go tak pomęczyć aż wreszcie skręciłem mu kark.
Spojrzałem najpierw na upadające z głośnym hukiem zwłoki potem na Słoneczko.
-No i mu się zmarło - wzruszyłem ramionami beztrosko. Chciałem odwiązać małego szczyla, lecz ta się wyrywała.
-Nie ruszaj się głupi smarkaczu albo zostawię cię tu i zdechniesz w końcu z głodu albo od smrodu rozkładających się zwłok, a uwierz mi, ci jego pokroju wybitnie szybko wracają do matki ziemi- warknąłem. W końcu przeciąłem liny.
Nawet na nią nie spojrzałem. Musnąłem dłonią jej policzek aby zabrać jej resztki energii. Wolałem żeby była nieprzytomna.
Ściągnąłem mój ulubiony płaszcz i owinąłem dziewczynkę szczelnie. Niemal popłakałem się. Moja ukochana kurteczka! Opanuj się Armaro!

*** Akademia ***
Rzuciłem nią jak szmacianą lalką przed wrota akademii. Teraz niech ludzie się o nią martwią. Póki co przez kilka dni nie będzie w stanie na żadną z moich ulubionych zabaw. Musiałem tylko pamiętać aby ją w międzyczasie odwiedzić. Czyszczenie pamięci i takie tam. Choć patrząc na to jak była osłabiona nie będzie w stanie opisać mnie dokładnie. Chwała panie losie! Już i tak wyczerpałem limit dobrych uczynków do końca tego stulecia.
-A teraz czas wracać to baru- mruknąłem. Chociaż żeby się napić. Przyjaciółeczki raczej już grzecznie wróciły do domu.

Słoneczko małe? :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz