26 grudnia 2017

Od Niespodzianki




- Stań się widzialny tchórzu, bo inaczej posiekam cię na kawałeczki!- usłyszałem kobiecy głosik. Cóż za impertynencki szczeniak! I niby mnie widziała! Aż miałem ochotę się jej ukazać lecz dlaczego miałem pozwolić żeby ominęła mnie taka świetna okazja na zabawę? Wolałem ją pomęczyć niż uszkodzić od razu. Śmierć jest taka nudna... Szczególnie czyjaś. No cóż... Niestety ja umrzeć nie mogłem. Choć w zasadnie nawet nie chciałem.
Nawet jeżeli mnie wyczuła... Moja magia była w tej chwili zbyt silna. W końcu rano się pożywiłem. 
Zacząłem niespiesznie okrążać głupiutką istotę oblizując przy tym. Wspomnienie mojej porannej ofiary. I ta rozkosz, którą mi przed posiłkiem dała. Nie wiem czy uciechy cielesne były zabawniejsze czy to przerażenie na twarzy gdy w końcu zrozumiała z kim poszła do łoża. Te cudowne kształty przewracają, lecz jej energia doprowadziła mnie przez chwilę do raju.
Przekrzywiłem głowę po czym zacząłem baczniej przyglądać się szczeniakowi strojącemu nieopodal.
Ładne kształty, ale jak dla mnie za mało kobieca. Ledwo co podlotek. Moje włosy aż zrobiły się szare ze znudzenia. Długie, falowane włosy jak u większości przedstawicielek jej gatunku. Kolor taki niespecjalnie interesujący. Jednak czego miałem oczekiwać po tak podłej istocie? Choć te oczy...
Ten pewien szczególny błysk w oczach wywoływał lekkie mrowienie w palcach. Moja moc ją lubiła. Ciekawe czy tak samo polubi jej energię. 
Okrążyłem ją by zmaterializować się tuż przy jej uchu i szepnąć cicho:
-Buu słoneczko! - Jednocześnie zasłoniłem jej usta prawą ręką, a lewą przytrzymałem nadgarstki. Musiałem być niestety brutalny. Czyli pobrałem jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Oczywiście nie na tyle dużo aby zabić. Co to, to nie. Moja nowa zabaweczka jeszcze się przyda.

*** Kilka minut później, gabinet dyrektora ***
Położyłem ostrożnie kruchy pergamin na dyrektorskim biurku. Było to moje podanie jako Armaro deVries. Jakoś nie tyle chciałem spróbować zostać smoczym jeźdźcem, co wniknąć bezpieczniej w mury tej placówki. 
Wolałem w spokoju poczekać na moją kochaną siostrzyczkę. Założę się, że nadal miała czyste serce, nieskalane tym paskudnym uczuciem miłości.

Esi słonko? Całuski od Armaro :***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz