26 grudnia 2017

Od Eshii




Obudził mnie śpiew słowika.
~Zaraz będzie wschód ~ pomyślałam i wyskoczyłam spod ciepłej pościeli.
Obmyłam twarz w mosiężnej misie i rozczesałam swoje włosy kościanym grzebieniem. Na tyle ile to możliwe spięłam sterczące na wszystkie strony włosy, które po mimo moich wieloletnich starań nigdy nie chciały poddać się i dać ładnie ułożyć. Spojrzałam przelotnie w lustro z zamiarem podejścia do szafy i przywdziania mojego codziennego ubioru ale cofnęłam wzrok. W odbiciu ujrzałam wychudzoną postać z worami pod oczami oraz dziwnym, jakby nie do końca obecnym wzrokiem. Miała ona ostre szlachetne rysy podkreślające jeszcze kościotrupi wygląd osoby. Duże, błękitnawe oczy, zasnute były siateczką smutku.
Wystraszona cofnęłam się o krok, a odbicie powtórzyło ruch. Wyglądałam jak cień człowieka. Zmęczone i spracowane ręce opadały bezwładnie wzdłuż boków. Potrząsnęłam prędko głową i przywdziałam swoje dzienne odzienie, składające się z ciemnozielonej tuniki, skórzanego paska z przytroczonym doń sztyletem, czarne, przylegające do ciała spodnie oraz kaptur. Nie wspominając już o wszelakich ukrytych ostrzy czy trucizn.
Energicznym krokiem wyszłam z komnaty, kierując swoje kroki do kuchni. Tam jak co ranek przysiadłam na stołku i posiliłam się świeżym chlebem, serem i mlekiem.
Z początku kucharki nie mogły znieść myśli, że jakiś uczeń może spożywać posiłek w kuchni, jak jakiś służący, ale z czasem przyzwyczaiły się, a nawet polubiły jej milczącą obecność.
Pragnąc odpocząć dziś od codziennych treningów, postanowiłam przejść się po Akademii, odkrywając coraz to nowe zakamarki. Chwyciłam do ręki jabłko leżące na stole i ruszyłam na podbój zapomnianych komnat.
Właśnie przechodziłam obok Sali Prób, gdy zobaczyłam, że drzwi są uchylone. Nieco zaniepokojona, wsunęłam się do środka, a to co ujrzałam zmroziło mi krew w żyłach.
Jakiś obcy człowiek przechadzał się pomiędzy jajami, co chwilę, któreś z nich dotykając.

- Nie ruszaj się! Kim jesteś!?! - zakrzyknęłam, a tajemniczy mężczyzna po prostu rozpłynął się w powietrzu
- Ja oszalałam! - krzyknęłam i z płaczem, rzuciłam się na kamienną posadzkę
- Zamknij się! - wrzasnęłam pragnąc by ten głos, który mówił mi, że jestem do niczego, wyniósł się z mojego umysłu

Nagle usłyszałam ciche skrzypnięcie i to spowodowało, że uspokoiłam się i poczęłam szukać energii. Ktoś tu był i najwyraźniej nie podejrzewał mnie o Widzenie.

- Stań się widzialny tchórzu, bo inaczej posiekam cię na kawałeczki!

< Tajemniczy ktosiu nieznoszący rodzaju ludzkiego? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz