31 grudnia 2017

Od Ariany






Obudziłam się cała mokra.. Moje całe ciało, pokryte dreszczami drżało, nie umiałam tego powstrzymać.. Nie wiedziałam co się dzieje ze mną od kilku dni.
Moja klatka piersiowa szybko się podnosiła, jak i szybko opadała, miałam bardzo nierównomierny oddech.. A serce..serce biło jak młot.
W mojej głowie ciągle krążyły myśli o tym co może mi być, jak i niestety pojawiał się jeden ktoś.. szatyn z zielonymi oczyma..nadal w moich myślach, pojawiał się niepostrzeżenie i zostawał na bardzo długi czas. W sumie dawno go nie widziałam..ciekawe co się z nim dzieje.
Spokój kobieto! To tylko Antonio!.. Tylko?
Pokręciłam niedorzecznie głową i wstałam.. Kiedy tylko usiadłam poczułam jakby ktoś walnął mnie młotem w głowę. Chwyciłam się materaca i mocno ścisnęłam by utrzymać świadomość.
Z moich oczu wydostały się niepożądane łzy.. Ból był niesamowicie silny..
~Ari co się dzieje? Znowu te bóle? Co mogę zrobić? Powiedz-usłyszałam głos Spire. Westchnęłam lekko i przymknęłam oczy.
~Nic nie da się zrobić..-odpowiedziałam.
Po chwili usłyszałam pukanie w drzwi.. Postanowiłam udawać, że mnie nie ma.. Jednak ten ktoś nie dawał za wygraną.
-Idę!-krzyknęłam i podeszłam do drzwi ledwo stojąc na nogach. Kiedy tylko otworzyłam drzwi zaczęłam lecieć na podłogę.. Czułam jak moje ciało rozrywa coś na kawałki.. Ból którego nie życzę nikomu.. Złapały mnie czyjeś silne dłonie.. Oddychałam ciężko..a kiedy znalazłam się w jego ramionach spojrzałam na mojego "wybawiciela". Kiedy znalazłam błysk zielonych oczu w moim gardle powstała gula.. Nie mogłam wydusić ani słowa. Ale czułam się źle, iż Antonio zobaczył mnie w takim stanie.. Bezbronną..
<Antonio?>

27 grudnia 2017

Od Eshi Cd. Armaro (Wyklucie Smoka)




Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Spróbowałam wstać ale po chwili upadłam na podłogę. Wszystko mi się przypomniało. Podniosłam głowę i rozejrzałam  się dookoła. Byłam w Akademii. A dokładniej w Sali Uzdrowicielskiej. Czyli to jednak nie był sen. Z trudem uniosłam się na łokciach. Wtem o czymś sobie przypomniałam.


Mimo potwornego bólu spowodowanego wyssaniem mojego Ki poderwałam się na równe nogi. Zrobiłam parę chwiejnych kroków, po czym musiałam podeprzeć się o ścianę. Następnie rozpoczęłam rzmudną wędrówkę do mojej komnaty.
Po jakiejś godzinie wreszcie dotarłam do pokoju. Doszczętnie wyczerpana otworzyłam drzwi i zwaliłam się na posłanie. Chciałam teraz tylko zasnąć. Ale nie mogłam. Z jękiem protestu wstałam z miękkiego łóżka i podeszłam do smoczego jaja leżącego po drugiej stronie. Wzięłam je w ramiona, ponownie rzucając się na łóżko.

- Już jestem. Przepraszam, że musiałeś czekać - szeptałam delikatnie gładząc ciepłą powierzchnię jaja.


Nagle w pokoju rozległ się cichy dźwięk "chrup". Rozejrzałam się bacznie, ale niczego niepokojącego nie dostrzegłam. Po chwili ponownie dało się słyszeć "chrup". Tym razem odgłos był głośniejszy, a skorupa jaja, które trzymałam w objęciach, powoli zaczęła pękać. Najpierw pojawiła się jedna rysa. Następnie druga. I nagle zgrzyt! I cała powierzchnia jaja pokryła się siateczką pęknięć. Patrzyłam na te narodziny uważnie, bacząc czy maluchowi nie przyda się jakaś pomoc.
Wtem rozległ się głośny trzask i pojawiła się pierwsza dziura, z której zaraz zaczęło wydobywać się oślepiające światło. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Jajo pękło na pół, a ze środka, z trudem wyczołgał się mały, uroczy smoczek. Ziewnął szeroko, a z jego otwartego pyszczka wydobył się strumień światła. Maluch w pierwszej chwili wystraszył się tego, ale nie minęła minuta, a już hasał w najlepsze po całym moim łóżku, bawiąc się wytwarzanym przez siebie snopem światła.

* Dwa dni później *

Właśnie leżałam na moim łóżku ze smoczkiem na brzuchu, który podgryzał moje palce gdy poczułam znajome Ki. Facet pewnie przyszedł tu, żeby usunąć mi pamięć. Oj ze mną tak łatwo ci nie pójdzie. Byłam Ishiki. Co oznacza, że praktycznie nie możliwe było skasowanie mojej pamięci. A w szczególności jeśli chodzi o Ki. Usiadłam więc spokojnie po turecku i czekałam na tchórza.

< Tchórzu? >

26 grudnia 2017

Od Armaro cd Eisha




Jejku... Nie dość, że musiałem chwilę z dyrektorem pogadać to jeszcze Słoneczko gdzieś szlag trafił. Latałem, szukałem, a mojej zabawki jak nie było widać, tak nie było. W końcu dałem sobie spokój i wróciłem z powrotem do miasta. Może jakąś przekąskę poszukać? Choć w zasadzie nie miałem na to humoru... Tak jakoś najedzony byłem.
W końcu zdecydowałem się poszukać jakiejś rozrywki na wieczór. Na wyspie było obecnych wiele urodziwych przedstawicielek ludzkiej rasy i z pewnością, któraś była chętna na małą zabawę we dwoje.


*** jakiś czas później ***
Siedziałem w pierwszym lepszym barze dla "elit". Nawet nie wiem dlaczego akurat wybrałem to miejsce. Może po prostu było najbliżej? Żeby wejść wystarczyło użyć lekko magi przymusu, a wcześniej nieco osłabić organizm ochroniarza. Łatwe jak słodzenie herbaty. Łatwo przesadzić. Jednak... Chyba przeżyje ten człowiek. Z resztą co mnie obchodziło jego marne człowiecze życie.
W dłoni lekko obracałem szklaneczką z moim ulubionym, bursztynowym trunkiem. Jak ja kochałem whisky. Była to jedna z tych ludzkich przyjemności, którymi nie gardziłem. Tak jak dobrym seksem.
Leniwie przesuwałem wzrok z jednych kształtnych bioderek na drugie wyobrażając sobie jakby to się je cudownie pieściło. Blondynka czy brunetka? Która z miłych przyjaciółeczek przy barze by była odpowiednia? Oblizałem się lubieżnie, a moje włosy przybrały brązowy kolor. Dlaczego mam się ograniczać? Taki tam trójkącik to całkiem miły sposób na zakończenie dnia.


*** kilka minut później ***
Wpadłem do pokoju całowany namiętnie przez dwie ponętne laseczki, owe przyjaciółki z baru. Nagle okazało się, że pomyliłem pokoje i wylądowałem w już zajętym przez kogoś. Spojrzałem nieprzytomnie na parę migdalącą się na łóżku. Najwyraźniej coś im przerwałem.
-Przeprasza... Słoneczko!?! - Moje zdziwienie było ogromne gdy skumałem, że knagą kobietą przywiązaną do łóżka była moja nowa zabaweczka. No nie sądziłem iż lubowała się w takich zabawach. Z resztą jej mina przeczyła odczuwaniu przyjemności.
A ten dryblas, który nad nią się pochylał? Jeden z tych sługusów takiego tam Atiuda. Człowiek żywiący się cudzą energią. W porównaniu do mnie nie posiadał magii, a ją wykradał. Jego nędzne sługusy wysysały dla niego energię życiową przy okazji używając sobie wszystkiego co się rusza do woli. Nie żartuję. Nawet zegar potrafili wypieprz...
Wracając do zaistniałej sytuacji. Blondynka wraz z brunetką przywarły do mnie przerażone. Musiałem niestety je szybko przeprosić, wyprosić za drzwi po czym usunąć im pamięć. Nie mogło być żadnych dowodów.
Ten tępy idiota myślał, że też wyjdę. Co to, to nie. Bardziej niż ludźmi gardziłem tylko takimi złodziejskimi szumowinami bez talentu, mózgu i w ogóle czegokolwiek co należało do nich. Podejrzewałem, że nawet przyrodzenie mieli sztuczne. Kto tam wiedział tego ich szurniętego pana.
W każdym razie zmieniłem nieco swoją postać i owinąłem się wokół typa. Poczekałem do momentu aż zabraknie mu tlenu by następnie chwilę go tak pomęczyć aż wreszcie skręciłem mu kark.
Spojrzałem najpierw na upadające z głośnym hukiem zwłoki potem na Słoneczko.
-No i mu się zmarło - wzruszyłem ramionami beztrosko. Chciałem odwiązać małego szczyla, lecz ta się wyrywała.
-Nie ruszaj się głupi smarkaczu albo zostawię cię tu i zdechniesz w końcu z głodu albo od smrodu rozkładających się zwłok, a uwierz mi, ci jego pokroju wybitnie szybko wracają do matki ziemi- warknąłem. W końcu przeciąłem liny.
Nawet na nią nie spojrzałem. Musnąłem dłonią jej policzek aby zabrać jej resztki energii. Wolałem żeby była nieprzytomna.
Ściągnąłem mój ulubiony płaszcz i owinąłem dziewczynkę szczelnie. Niemal popłakałem się. Moja ukochana kurteczka! Opanuj się Armaro!

*** Akademia ***
Rzuciłem nią jak szmacianą lalką przed wrota akademii. Teraz niech ludzie się o nią martwią. Póki co przez kilka dni nie będzie w stanie na żadną z moich ulubionych zabaw. Musiałem tylko pamiętać aby ją w międzyczasie odwiedzić. Czyszczenie pamięci i takie tam. Choć patrząc na to jak była osłabiona nie będzie w stanie opisać mnie dokładnie. Chwała panie losie! Już i tak wyczerpałem limit dobrych uczynków do końca tego stulecia.
-A teraz czas wracać to baru- mruknąłem. Chociaż żeby się napić. Przyjaciółeczki raczej już grzecznie wróciły do domu.

Słoneczko małe? :*

Od Dantego Cd Dorian




Dzisiaj stwierdziłem kategorycznie, iż mój najlepszy przyjaciel, niejaki Dorian Axall, to zwykły prostak oraz  pieprzony idiota i farciarz. Jak mógł polecieć do miasta, w biały dzień, wydać fortunę na jedzenie i chlanie, i nie zostać zauważonym przez nikogo?! Zazwyczaj puszy się niczym paw, zwraca uwagę wszystkich tylko na siebie, mając jednocześnie innych głęboko w poważaniu. Cały Dorian... Ja się tylko kurwa zastanawiam, jak Mercy mogła za niego wyjść?! Jak, się pytam?! To już chyba pozostanie dla mnie gorzko słodką tajemnicą na wieki.
Kolejny fakt, który wpędził mnie w stan dzikiej furii to to, iż moja siostrzenica Soraya prowadzi się z upadłym aniołem. Pewnie ten gad ją omotał. Biedna cierpiała po stracie tego całego Oriona, a ten.. jak mu tam.. Szymon..? Simon! O, właśnie. Znalazł się pocieszyciel. Na bank zaciągnął ją do łóżka. Dziewczyna do brzydkich nie należy, a śmiało mogę stwierdzić, iż jest na co popatrzeć. Gdybym nie był jej wujem, sam zakręciłbym się wokół takiej sztuki. Ma dziewczyna kształty! O matko, te piersi... Usta, pełne i ciemno malinowe... I nogi, takie zgrabne... Oooo, stop Dante, stop! To twoja siostrzenica, stary baranie. Pamiętaj! Musisz ją chronić przed takimi, jak ty. Dziewczyna jeszcze nie zna życia.
-- To co, idziemy do Akademii? -- spytał Dorian, gdy skończył poić swego konia.
-- Tak. Nadszedł czas działać....


< Pryki idą... Idą...! > 

Niespodzianki 3 (Od Eshii)




W chwili gdy mężczyzna dotknął mnie, poczułam jak całe moje Ki ucieka ode mnie i przechodzi do tego obcego.
Z początku szamotałam się ale w pewnym momencie odeszły wszystkie siły. Chciałam upaść ale intruz trzymał mnie mocno, nadal kradnąc moje Ki. Jęknęłam głucho w jego dłoń zaciśniętą na moich ustach i zapadłam się w ciemność.


***


Obudziłam się w jakimś opustoszałym pokoju. Próbowałam wstać z łóżka, na którym leżałam, ale skutecznie uniemożliwiły mi to więzy, którymi zostałam przywiązania do nogi posłania. Chciałam rozciąć sznury, którymś z moich ukrytych ostrzy, ale zamarłam.
Byłam naga. Ktoś mnie rozebrał. Spanikowana rozejrzałam się dookoła. Byłam sama. Na chwilę odetchnęłam, po czym spróbowałam uwolnić się z pęt. Niestety jedynym tego skutkiem były krwawiące nadgarstki.
Uspokiłam oddech i spróbowałam przeanalizować wszystko od początku.
Byłam w Sali Prób. Ktoś niepowołany też tam był. Chciałam go wygonić, ale on zniknął. Poczułam jego energię i nagle Puf! i zjawił się przede mną. Następnie bez zbędnych ceregieli po prostu skradł moje Ki. Zabiję drania!
Wtem drzwi cicho skrzypnęł, a do komnaty wszedł mój porywacz. Spojrzałam na niego z pogardą. Chyba mu się to nie spodobało, bo w sekundę zjawił się przy mnie i uderzył mocno w twarz. Oczywiście nie zrobił tego ręką. Jeszcze by się "pobrudził" wykorzystał do tego swoją moc. Syknęłam cicho ale nie zmieniłam sposobu patrzenia na tego gnojka.
Ten chyba jeszcze bardziej się wkurzył. Zawisł nade mną i chwycił moją twarz w dwa palce i nakierował ją na swoją. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że jestem sam na sam, naga, z mężczyzną w jednym pokoju...

< Co zrobisz? >

Pseudo: Szczur Kryształowy part 4




Nie rozumiem zachowania Sorayi, jednak nie zmienia to faktu, że bardzo się o nią martwię. Nikt nie czuję i nie wie tego, co ja. Bo to właśnie JA mam z nią najsilniejszą mentalną i duchową więź. Nasze połączenie nie jest takie jak w przypadku innych jeźdźców. Reszta czerpie moc ze swoich smoków, natomiast u nas jest zupełnie odwrotnie. Dreyarowie to jedyni ludzie, którzy bez przeszkód mogą obdarzać innych swoją energią. Ci wyjątkowi, tacy jak Soraya, nie wzmacniają mocy swoich smoków. Oni je potęgują. Dzięki mojej jeźdźczyni, moje kryształy są absolutnie niezniszczalne! Mogę im nadać jaką tylko chcę właściwość. Moje możliwości stały się niemal nieskończone... Soraya już zaczęła prace nad kryształami. Trening, choć nie jest on jakoś wybitnie złożony, przebiega bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Już niedługo wszyscy się przekonają o potędze czarnego kryształu...

Czas mija nieubłaganie szybko. Soraya i ten cały Simon zbliżyli się do siebie, co niekoniecznie mi się podoba. Uważam, że kiedyś z tej relacji wynikną problemy, a Soraya będzie cierpieć. Nie daruję nikomu, kto przyczyni się do uronienia przez nią jej bezcennych łez. Postanowiłam bacznie obserwować Simona. Tylko ja będę w stanie ją ochronić, gdy temu osobnikowi znowu coś odbije. Nie wątpię w to, iż moja Soraya sama sobie poradzi. W końcu to bogini uwięziona w ludzkim ciele. Sama nie zdaje sobie sprawy ze swojej siły i wartości. Ale przyjdzie kiedyś czas, kiedy w końcu to zrozumie.
Wszyscy to zrozumieją.

Moja Soraya... Nawet nie wiem kiedy dokładnie zaczęłam tak ją nazywać. Oczywiście, nigdy jej tak nie nazwałam w rozmowie z nią. Jestem zbyt dumnym smokiem. Moja duma nie pozwala mi na to, by okazywać, nawet własnemu człowiekowi, takie uczucia. Ale i tak wiem, że ona wie, że jest dla mnie najważniejsza i wreszcie zaczęłam czuć, iż ja też dla niej coś znaczę. A to wszystko za sprawą upadłego anioła. Z niechęcią przyznaję, że ma on na nią pozytywny wpływ. Po zniknięciu Oriona, Soraya zmarkotniała do reszty, jednak Simon wyzwala w niej same dobre uczucia. Ciekawa jestem, jak długo to potrwa. Osobiście uważam, że ten cały białas lepiej do niej pasuje. Potrafił ją utemperować, sprawić, by mu uległa, a Simon... Cóż, on też potrafi sprawić, iż młoda przy nim mięknie, ale to nie jest... to nie TO. Mimo, iż jestem smokiem i nie znam się zbytnio na ludziach, to z moich własnych obserwacji stwierdzam, iż z pary Soraya/Simon dzieci raczej nie będzie. Choć kto wie? Jeśli Soraya wybierze anioła na swego towarzysza życia mnie nie pozostanie nic innego, jak zaakceptować jej wybór. Pragnę dla niej szczęścia, niczego innego. Zobaczymy, który z tych dwóch jej to zapewni...

Od Matayasa Cd Bezczelny Koniowaty Pegaz




Zachowanie tego pegaza mnie lekko skołowało. Popchnął mnie kopytem na stół, a potem w swojej głowie usłyszałem nieznaną mi jak dotąd pieśń. Zapamiętałem ją od razu, dzięki mojej niezawodnej pamięci. W dłoni wziąć miałem skrawki pergaminu. Westchnąłem niezadowolony. Usiadłem przy stole, uprzednio sięgając po krzesło z boku. Zacząłem czytać to, co było napisane na kartkach.
Tempesaries...
To słowo zaciekawiło mnie, ponieważ z czymś mi się skojarzyło. Niestety, nie wiedziałem co ono, lub kogo oznacza. W myślach zacząłem powtarzać słowa piosenki, którą zaśpiewał mi pegaz nim wybył. To była... zagadka. Jako miłośnik historii i kryminologii postanowiłem ją rozwikłać. Wstałem, po czym udałem się w odpowiednią alejkę w poszukiwaniu interesującej mnie książki. Intuicja mi podpowiedziała, że powinienem szukać wskazówek w księgach o stworzeniach, może tam na coś się natknę. Potem mi się przypomniało, że tom, którego właśnie szukam leży na stole. Pacnąłem się otwartą ręką w czoło i zawróciłem pospiesznie. Jak tylko dopadłem do poszukiwanej książki od razu wziąłem się za jej wertowanie. Trochę mi zajęło znalezienie odpowiedniego wątku, aczkolwiek natrafiłem na pewną poszlakę. Zawsze coś. Byty o wielkiej sile, przypominające wróżki... Nie zdziwiło mnie to w sumie. Choć nigdy jeszcze nie widziałem żadnej takiej istoty na oczy. Syreny, elfy, owszem... ale nie wróżki. Z mizernych zapisków dowiedziałem się, że została już tylko jedna przedstawicielka tej rasy, jednak żadnej wzmianki o tym, gdzie ona teraz przebywa. Wtedy na myśl nasunęły mi się słowa tajemniczej pegaziej pieśni. Jeden z wersów udowadnia, iż ostatnim Tempesaries jest niewątpliwie kobieta. Mowa jest także o jej skrzydłach.
-- Podwalina miejsca tego, niezapomnianego.... Podwalina.... niezapomniana... Co to może być? -- spytałem samego siebie. Popatrzyłem przed siebie, potem na sufit. -- Podwalina. Chodzi o jakiś budynek. Pomieszczenie, gdzieś pod dachem. Wysoko. Dobrze zabezpieczone... Niedostępne... Zamknięte. Ale jak ma się do tego pojęcie "niezapomniane"..? Może to miejsce jest... jest zbyt ważne, by o nim zapomnieć?
Wziąłem książkę, pergaminy ze sobą i opuściłem bibliotekę. Idąc korytarzami, nawet nie spostrzegłem, jak nogi poniosły mnie w zupełnie innym kierunku niż wyjście. Tymi korytarzami nie chodziłem. Śmiało mogłem stwierdzić, iż znalazłem się tu pierwszy raz. Stanąłem przed krętymi schodami prowadzącej do obcej mi wierzy. No nic, pora przestać bujać w obłokach i wrócić do domu. Przede mną długa noc. Muszę rozwikłać tą zagadkę, inaczej nie nazywam się Dreyar. Zabrałem się w drugą stronę i tym razem bez problemu dostałem się do wyjścia z Akademii


< Matayas podejmuje wyzwanie ! >

Od Niespodzianki




- Stań się widzialny tchórzu, bo inaczej posiekam cię na kawałeczki!- usłyszałem kobiecy głosik. Cóż za impertynencki szczeniak! I niby mnie widziała! Aż miałem ochotę się jej ukazać lecz dlaczego miałem pozwolić żeby ominęła mnie taka świetna okazja na zabawę? Wolałem ją pomęczyć niż uszkodzić od razu. Śmierć jest taka nudna... Szczególnie czyjaś. No cóż... Niestety ja umrzeć nie mogłem. Choć w zasadnie nawet nie chciałem.
Nawet jeżeli mnie wyczuła... Moja magia była w tej chwili zbyt silna. W końcu rano się pożywiłem. 
Zacząłem niespiesznie okrążać głupiutką istotę oblizując przy tym. Wspomnienie mojej porannej ofiary. I ta rozkosz, którą mi przed posiłkiem dała. Nie wiem czy uciechy cielesne były zabawniejsze czy to przerażenie na twarzy gdy w końcu zrozumiała z kim poszła do łoża. Te cudowne kształty przewracają, lecz jej energia doprowadziła mnie przez chwilę do raju.
Przekrzywiłem głowę po czym zacząłem baczniej przyglądać się szczeniakowi strojącemu nieopodal.
Ładne kształty, ale jak dla mnie za mało kobieca. Ledwo co podlotek. Moje włosy aż zrobiły się szare ze znudzenia. Długie, falowane włosy jak u większości przedstawicielek jej gatunku. Kolor taki niespecjalnie interesujący. Jednak czego miałem oczekiwać po tak podłej istocie? Choć te oczy...
Ten pewien szczególny błysk w oczach wywoływał lekkie mrowienie w palcach. Moja moc ją lubiła. Ciekawe czy tak samo polubi jej energię. 
Okrążyłem ją by zmaterializować się tuż przy jej uchu i szepnąć cicho:
-Buu słoneczko! - Jednocześnie zasłoniłem jej usta prawą ręką, a lewą przytrzymałem nadgarstki. Musiałem być niestety brutalny. Czyli pobrałem jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Oczywiście nie na tyle dużo aby zabić. Co to, to nie. Moja nowa zabaweczka jeszcze się przyda.

*** Kilka minut później, gabinet dyrektora ***
Położyłem ostrożnie kruchy pergamin na dyrektorskim biurku. Było to moje podanie jako Armaro deVries. Jakoś nie tyle chciałem spróbować zostać smoczym jeźdźcem, co wniknąć bezpieczniej w mury tej placówki. 
Wolałem w spokoju poczekać na moją kochaną siostrzyczkę. Założę się, że nadal miała czyste serce, nieskalane tym paskudnym uczuciem miłości.

Esi słonko? Całuski od Armaro :***

Od Devonshire do śmierdzącego dwunoga




Cuchnący Dreyar... No pięknie, że też musiałem wpadnąć na jednego z nich. Przez tygodnie nie wyliżę się z tego ich paskudnego zapachu. Moja psychika zrujnowana kochani! Zrujnowana! Wszystko przez spotkanie oko w oko z tym pucybutem psiakrew.
Chociaż okazał mi szacunek... Ale i tak pozostaje dla mnie razem z innymi samcami jego gatunku pod istotami. Dyshonor dla mnie już z takimi rozmawiać! Obcowanie z nimi... Ohyda! Największa ohyda! Żeby chociaż tak nie śmierdzieli.
Nic nie odpowiedziałem. Przyglądałem się tylko jak podnosi pergaminy. Gdy na jednym ujrzałem tylko jedno słowo aż zakrztusiłem się własną śliną. "Tempesaries" Cholera! Będę miał poważne kłopoty jeżeli to zignoruję.
Aż łezka zakręciła mi się w oku. Życie mnie nie lubi. Sczeźnij w piekle panie losu! Szybko popchnąłem kopytem dwunoga w stronę stołu szybko zanucając mu w głowie fragment pewnej pieśni.

A były one istotami pięknymi, zacnymi
Ich skrzydła przejrzyste były mrokiem, światłem
Lecz tylko jedna mała chwila, tylko małe zrządzenie losu
Upadek rasy, śmierć tysiąca
I została sama...  
Taka jest podwalina miejsca tego, niezapomnianego.

No i zwiałem.

Śmierdzący dwunogu? Jesteś w stanie dowiedzieć się prawdy?

Od Matayasa




Siedziałem w sowim pokoju, czytając książkę o temacie, który jakoś mało mnie interesował, ale na zabicie nudy okazał się idealny. W pewnym momencie przestałem śledzić wzrokiem treść, gdyż przeniosłem spojrzenie na ocean za oknem. Zaraz nastanie wieczór, a Sor jak nie ma, tak nie ma. Jednak nie martwię się, czuję, że nic jej nie grozi.
Zszedłem na dół, gdzie Tobiraya wraz z Aną zabawiali swoje pociechy. Maluchy rosły jak na drożdżach. Pożegnałem się z nimi, po czym opuściłem dom. Ruszyłem w stronę Akademii.
Gdy się już w niej znalazłem, pokierowałem się do biblioteki. Zapach książek zawsze mnie uspokajał, poza tym miałem nadzieję spotkać kogoś znajomego po drodze. Może nawet udać się na jednego kielicha..? Kto tam wie.... Jak tylko przekroczyłem próg książkowego królestwa przywitałem się z bibliotekarką. Skłoniłem się lekko, ucałowałem wierzch jej dłoni. Następnie pokierowałem się do mniej uczęszczanych uliczek między zakurzone regały. Światło tam było słabsze, jednak nie przeszkadzało mi to. Poprawiłem swoją białą koszulę, jej kołnierz, który wygiął mi się z tyłu. Spędziłem tak jakieś trzy kwadranse, aż stwierdziłem, że pora wracać. Skierowałem się zatem do wyjścia, jednak widok czarnego w pegaza mnie... Nie tylko co zdziwił, co zainteresował. Obok jego kopyt upadł pergamin. Cóż, jako dobrze wychowany człowiek, podszedłem powoli do stworzenia, które od razu wyczuło czyjąś obecność za sobą. Bardzo ostrożnie schyliłem się po papier, po czym odłożyłem go na stół.
-- Witaj pegazie -- zwróciłem się do pięknego zwierzęcia z należytym mu szacunkiem.


< Koniu? > 

Od Devonshire




Dawno mnie nie było prawda? Wiem, że tęskniliście za zajebistym i cudownym mną. Szkoda, że nie mogę powiedzieć tego w waszą stronę śmierdzące dwunogi. Jednak przejdźmy do rzeczy.
Odkąd białas gdzieś zniknął, a moja Pani i Pan razem z nim, ja także odszedłem. Nie ważne gdzie, po co i dlaczego. Najważniejsze jest to, że wróciłem do Akademii. Miałem swoje rzeczy do zrobienia. A tak trochę zostałem porzucony. Smutno mi się zrobiło wiecie? Odeszły łajzy tak bez słowa.
Wiecie jak bardzo mnie zaskoczyło to co zastałem w placówce ludzi? GÓWNIAK! Jakaś całkiem zgrabna dwunożna urodziła wstrętną, zasuszoną śliwkę. Fuj, ohyda. Po prosty tylko takie wrzucić do kotła i ugotować.
Przez to paskudztwo, a także wiele innych, równie hałaśliwych czynników nabawiłem się strasznej migreny. Nawet jedzenie mi nie pomagało!
Dlatego też skończyłem na tym, że całymi dniami i nocami przesiadywałem w bibliotece. Tak! Umiem czytać! Niezłe zaskoczenie prawda?
Wracając... Zamieszkałem tam. Tylko co jakiś czas, ale to rzadko wychodziłem za potrzebą czy to siknąć czy coś zjeść. Za narobienie przy książkach nieźle bym oberwał po uszach od tej sexy bibliotekarki. Całkiem ładna była ta dwunoga, mroczna kobieta. Nawet co nieco miała w głowie.
Dzisiaj zostawiła mnie wyjątkowo samego. Stwierdziła, że w razie czego jak ktoś będzie czegoś szukał będę potrafił pomóc. Jeszcze czego! Niech sobie sami śmierdziele radzą!
Mimo wszystko... miałem dobry dzień. Dlatego też wiedziony przeczuciem zostawiłem na najbliższym stole dwie książki. Przeczuwałem, że komuś się przydadzą. Pierwsza, całkiem sporych rozmiarów oprawiona w skórę zabarwioną na zielono zawierała wszelkie informacje o magicznych istotach humanoidalnych. Czyli podobne do dwunogów. Dwie ręce, dwie nogi, jedna głowa. Rozumiecie? Druga była znacznie okazalsza i w @%#%##$^ ciężka. Zawierała najdalsze spisane dzieje akademii.
Kiedy skończyłem odwróciłem się w stronę wyjścia. Musiałem się przewietrzyć. Nawet nie zauważyłem jak na podłogę spadły dwa kawałki pergaminu.

(Dla ciekawskiego co wejdzie do biblioteki)

GWIEZDNE SPOTKANIE part 9




Uśmiechnęłam się promiennie do Różowej, ukazując swoje kosmicznie lśniące zęby.
-- Oczywiście. Pytaj o co tylko chcesz. Nauczę cię wszystkiego! Na początek sprawdzimy twój pył.., ale to może lepiej na górze. -- Wyciągnęłam rękę w stronę dziewczyny, nadal szeroko się uśmiechając. -- Chodź, pokażę ci coś. Dowód, że mówię prawdę.
Gdy Hoshiko ujęła moją bladą dłoń pociągnęłam ją ku sobie, po czym razem ruszyłyśmy w stronę gwiazd. Do naszego wspólnego domu. Ten gad na jej ramieniu zaczął żywo protestować, jednak dzięki mojemu pyłowi jego pyszczek się zamknął. Zachichotałam pod nosem. Docierałyśmy do granicy, zaraz miałyśmy przejść linię, która oddzielała śmiertelnych od Gwiezdnych. Przynajmniej w moim wymiarze tak jest. Jak tylko grawitacja przestała nas ograniczać puściłam Różową i popędziłam gwiazdom na przywitanie. Zawołałam wesoło w gwiezdnym języku pozdrowienie na całe gardło. W odpowiedzi usłyszałam szept miliardów gwiazd. Ich łagodna łuna otuliła mnie i Hoshi, witając się z nami na  swój sposób. Tak jak myślałam, to nie były MOJE gwiazdy, a mimo to czułam, że ucieszyły się na mój widok. Uniosłam dłonie przed sobą. Między nimi zabłyszczał potężnym blaskiem gwiezdny pył wraz z światłem. Gdy złączyłam obie ręce blask zniknął, aczkolwiek, jak tylko otworzyłam szeroko dłonie światło jaśniejsze od słońca wypełniło pół galaktyki. Nowo zrodzona gwiazda wstąpiła między swoje siostry, jaśniejąc wraz z nimi. 
-- Daję ci imię Ayu. Obyś lśniła jak najdłużej. No dalej Różowa! Ścigamy się na ciemną stronę księżyca? -- krzyknęłam zaczepnie do dziewczyny. Korona na mojej głowie zniknęła, tak samo jak okulary przeciwsłoneczne. -- Lekcja pierwsza! Latanie z prędkością światła! -- rzuciłam wesoło i... już mnie nie było.


< AKIRA? > 

GWIEZDNE SPOTKANIE part 8




Nadal się obawiałam. Zawsze bezgranicznie ufałam Eiju, więc nie mogłabym go zdradzić. To on mnie podtrzymuje przy życiu. Pogłaskałam go delikatnie po głowie. Swój łuk znowu przemieniłam w malutką różę i przyczepiłam ją mocno do paska. Popatrzyłam na kobietę.
-Hoshiko Igarashi. Jestem Lalkarką Gwiazd. Ten kryształ, który wisi na mojej szyi to Kamień Duszy. Jest w nim zaklęta moja dusza i gdyby został zniszczony lub oddalił się ode mnie na 5 metrów, zachowywałabym się jak nieumarła. Nie miałabym zdolności myślenia.-powiedziałam i palcami złapałam za mój klejnot.
Eiju po chwili delikatnie mnie uderzył łapką. Pokręcił głową.
-Nie mów jej tego. Skąd wiesz, czy to nie oszust. Pamiętasz jak ci mówiłem o Podmieńcach... Ona może być jedną z nich...-szepnął mi do ucha.
Ufałam mu, ale ona... Wydawała się miła i dziwnie mi bliska. Przegryzłam wargę. Kou otuliła mnie swoimi magicznymi wstążkami i przywołała mi wspomnienie poznania jej i Miette. To było piękne. Uśmiechnęłam się delikatnie i znowu otrzepałam ze skrzydeł gwiezdny pył. Czułam, że ona nie kłamie...Coś mi mówiło, że to po prostu nie może być oszustwem.
-M-Mam pytanie... Możesz mi więcej opowiedzieć o tym, kim jesteś... I czy, mogłabyś mnie czegoś nauczyć...-zapytałam cicho

<Moon? Bidne to moje opo ;-;>

GWIEZDNE SPOTKANIE part 7




Zwierzak przemówił do mnie nie okazując mi należytego szacunku. Postanowiłam mu to jednak wybaczyć. Z pewnością jest to gwiezdne stworzenie. Pierwszy raz widzę takie na oczy, aczkolwiek to nie usprawiedliwia go. Powinien znać swoje miejsce. Obróciłam się przodem do zwierzęcia, zdjęłam z nosa ciemne okulary, obdarzając mojego "rozmówcę" twardym spojrzeniem. Kotopodobne coś również tak na mnie spojrzało. Bez problemu wyczułam jego gwiezdną aurę. Tak samo jak tą sztuczną należącą do Różowej. Młoda oddaliła się ode mnie, było widać gołym okiem, że się mnie boi. Cała ta sytuacja i mnie wydała się dziwna, to trzeba przyznać rację.
-- Irytujesz mnie -- rzuciłam zimnym tonem do kotopsa. Następnie swoją cenną uwagę przeniosłam na Różową, do której uśmiechnęłam się przyjaźnie. -- Wygląda na to, że przeniosłam się do innego wymiaru. Musiałam aktywować portal, gdy rzuciłam książką o ścianę. Moja magia podziałała na zaklęcia w księdze... No nic, jakoś to będzie. --Machnęłam ręką niedbale, kompletnie nie przejmując się tym, że znowu nawywijałam. -- A co się tyczy ciebie... podejrzana łasico... Uważaj do kogo mówisz...  Tą chwilową niesubordynację ci wybaczam, jednak drugi raz nie licz na moją łaskę -- rzekłam zarzucając włosami do tyłu. Ich blask oślepił mini mutanta, co było moim zamiarem. -- Oczywiście, że to nie jest rodowa Gwiezdna i doskonale to wiem. W przeciwieństwie do mnie ona jest tylko w połowie gwiezdnym bytem. Prawdziwi Gwiezdni rodzą się w kosmosie, wśród gwiazd i sami poniekąd nimi są. A co do ciebie, Różowa, w moim wymiarze to ja układam gwiazdozbiory. I to nie tylko kilka, ale wszystkie w całej galaktyce. Tworzą tarczę, którą kontroluję wraz z moim bratem, Tsarem Lunarem. -- Znowu spojrzałam na zwierzaka. Tym razem jednak z wyższością. -- Twoim królem, zwierzaku. Także radziłabym ci się zamknąć, bo inaczej ci w tym pomogę, i skoro mówię, że Różowa to moja siostra, to tak właśnie jest. A dokładniej mówiąc, jest moim pobratymcem poprzez magię.
Rozejrzałam się po niebie jeszcze raz. Chyba będę musiała tej dziewczynie wszystko opowiedzieć. Wyjaśnić, kim tak w rzeczywistości jest. I jak potężna może być, jeśli zacznie się uczyć. Lecz najpierw, muszę zdobyć jej zaufanie. Pokazać, że nie jestem dla niej zagrożeniem. Nigdy bym nie skrzywdziła kogoś mnie podobnego.
-- No dobrze. Zacznijmy jeszcze raz... -- oddaliłam się od Różowej na odległość dwóch metrów. Uniosłam dłonie tak, by ich otwarte wnętrza były widoczne dla dziewczyny. -- Możesz mi mówić Mo, lub Manen. Jak wolisz. Moje prawdziwe imię jednak to Stellarum. -- Pstryknęłam palcami, a na mojej głowie pojawiła się gwiezdna korona z dwunastu gwiazd zodiakalnych. -- Tam, skąd pochodzę, jestem Tsariną. Władam wszystkimi gwiazdami w galaktyce, a także tymi poza nią. Strzegę planety i ludzi, chroniąc ich życie od wielu wieków. Nie musisz się mnie obawiać. Trafiłam tu przez przypadek. A ty? Jak masz na imię? Może chcesz się udać na ciemniejszą stronę księżyca, tam opowiem ci wszystko co tylko zechcesz i pokażę, że mówię prawdę.


< AKIRA? > 

GWIEZDNE SPOTKANIE part 6




-J-Jak to nie tak je ułożyłaś... Nie rozumiem. Od kiedy tutaj jestem, to ja odpowiadam za kilka gwiazdozbiorów. Nie spotkałam innych gwiezdnych, ale widzę, że ktoś jeszcze zajmuje się niebem. Eiju? -zapytałam, patrząc na pupila.
Zwierzak spiorunował spojrzeniem kobietę, a potem przeniósł wzrok na mnie. Jego czerwone oczy rozbłysły, a ja? Poczułam powrót do wspomnień, które były zaklęte w moim Kamieniu Duszy. Moje źrenice zaczęły skrzyć kolorami.
---
-Dlaczego tutaj jestem?!-krzyknęłam w niebo.
Przestrzeń kosmiczna. Jako gigantyczna ja, wisiałam nad drogą mleczną, a przede mną był mały stworek. Biały z pięknymi, szkarłatnymi źrenicami. Wyglądał jak kotopies, ale... Czym to było?
-Witaj Hoshiko. Teraz, twoja dusza jest zaklęta tutaj.-wskazał na przedmiot w moich dłoniach, który po chwili podleciał do mojej szyi i zaczepił się o naszyjnik.
Zamrugałam z niedowierzaniem.
-Z-Zaklęta? Jak to?-zapytałam, ale nie otrzymałam odpowiedzi.
W mych dłoniach znalazła się niewielka, skrząca różem kuleczka.
-To, jest twoje życzenie. Od teraz, będziesz podtrzymywała gwiazdy przy życiu. Nie możesz odmówić, bo jak to zrobisz, będę musiał zniszczyć twój Kamień Duszy, a ty umrzesz. Takie są zasady...-rzekł mały, biały stworek.
Przerażona popatrzyłam na kuleczkę i zrezygnowana westchnęłam. Zamknęłam oczy, a po moich policzkach spłynęły łzy.
-Chcę, aby moja rodzina... Była szczęśliwa...
Uśmiechnęłam się, widząc odlatującą kulkę światła. Czułam jednak nadal łzy na moich policzkach...


---
-Jaka siostra!? Zostaw mnie!-krzyknęłam, nagle otrząsając się z transu.
Zadowolony Eiju popatrzył na osobniczkę płci żeńskiej. Nie wiedziałam co mu siedzi w głowie...
-To nie jest twoja siostra kobieto. Została zrodzona jak każdy i to ja władam nad tym, co się z nią stanie. Nic o niej nie wiesz, a to, że jesteście dość podobne nic nie znaczy...-warknął mój biały towarzysz i wskoczył mi na ramię.

<Moon? ^^>

GWIEZDNE SPOTKANIE part 5




Jeszcze tego brakowało, by to urocze dziewczę mi groziło. Westchnęłam zrezygnowana, wciąż mając uniesione dłonie na wysokości głowy. Jednak szybko mi one opadły, gdy dostrzegłam lekko mieniący się pył... gwiezdny pył. Musiałam zareagować natychmiastowo. Machnęłam ręką szybko, zalśniło moje gwiezdne światło, przez co bańka, która miała mnie uwięzić, pękła. Dzięki memu ukochanemu światłu okolica pojaśniała. Zdjęłam pospiesznie kaptur z głowy ukazując swoje nieludzkie włosy. W mgnieniu oka znalazłam się przy tej Różowej. I tak jak ona, właśnie unosiłam się w powietrzu. Jej cudaczne zwierzaki chciały ją bronić przede mną, jednak odepchnęła je fala mojego gwiezdnego pyłu.
-- Niemożliwe... -- szepnęłam cicho, nie dowierzając. -- Jesteś... jesteś... -- wtedy moje oczy spoczęły na kamieniu u jej szyi. Na gwieździe. Ponownie spojrzałam w oczy dziewczynie, która i na mnie patrzyła zaskoczona. Jednak oniemiała całkowicie, gdy przytuliłam ją. Tak po prostu. Jak... Siostra.
-- Siostro... siostro... Niemożliwe. Kolejny Gwiezdny.! Co prawda z odzysku, ale zawsze... O, na Artemisę..! Lunar mi nie uwierzy..! -- Oddaliłam dziewczynkę od siebie. Jej delikatny pył zaczął mieszać się z moim, na co oczywiście pozwoliłam. Po chwili jednak posmutniałam, przez co me światło osłabło. Zwróciłam spojrzenie ku księżycowi, potem na gwiazdozbiory nad nami. Ich położenie... Zaniepokoiło mnie. -- Nie tak je ułożyłam...


< AKIRA? > 

GWIEZDNE SPOTKANIE part 4




Widząc zbliżającą się w moją stronę osobniczkę płci kobiecej, naciągnęłam cięciwę jeszcze mocniej. Spiorunowałam ją spojrzeniem. Skoro Kyubey był niespokojny, coś było na rzeczy, a ona ma coś z tym wspólnego.
-Nie zbliżaj się! -powiedziałam donośnie.
Ta podniosła dłonie do góry, patrząc na mnie. Kątem oka popatrzyłam na Miette i głową wskazałam na kobietę. Kotopodobne stworzenie po chwili zamknęło ją w bańce ochronnej, którą rozbić mogła wyłącznie ona. Delikatnie opuściłam łuk.
-Odpowiem na twoje pytanie. Tak, jesteśmy w Układzie Słonecznym. A teraz ty odpowiesz na moje pytanie. Kim jesteś i skąd się tu wzięłaś? -zapytałam.
Eiju nadal bardzo niespokojnie przyglądał się dla niej. Zmrużyłam lekko oczy i odgarnęłam włosy na plecy. Przez to, że zmieniłam swoją formę, moje włosy dotykały ziemi. Ba! Nawet lekko się po niej sunęły. Kou niespokojnie podeszła obok mnie. Była gotowa by mnie chronić w razie czego. No bo kto wie, jakie są jej zamiary. Delikatnie poruszyłam swoimi skrzydłami, a z tych posypało się trochę gwiezdnego pyłu. Zawsze na nich zalegał.  Widząc, że osobniczka w środku się poruszyła, ponownie uniosłam łuk, kierując strzałę w jej kierunku.
-Nie ruszaj się z miejsca. Odpowiedz na moje pytanie. Kim jesteś i skąd się tu wzięłaś? -powiedziałam ponownie.
<Moon? >

GWIEZDNE SPOTKANIE part 3




Rzucało mną na wszystkie strony. Mimo starań nie udało mi się opanować "turbulencji", jednak moja dzika podróż nie trwała długo. Po dwóch minutach portal postanowił mnie wypluć, przez co wypadłam z niego niczym kula wystrzelona z armaty. Z głośnym krzykiem poszybowałam w powietrze. Zaczęłam spadać, aczkolwiek w ostatniej sekundzie przypomniałam sobie, że potrafię latać. Zawisłam metr nad ziemią, zasłaniając się przy tym rękami. Gdy upewniłam się, że na pewno nie jestem już w pracowni strażnika czasu, nadal będąc w powietrzu wyprostowałam się, poprawiłam włosy, które dzięki nocnym ciemnością lśniły magicznie jeszcze mocniej niż w dzień. Ich, tym razem delikatnie złotawy blask rozjaśnił nieco przestrzeni wokół mnie. Strzepnęłam niewidzialny kurz ze skórzanej kurtki, po czym wylądowałam na trawiastym podłożu. Moje bose stopy dotknęły gęsto rosnącej trawy. Gdy uspokoiłam się w miarę, rozejrzałam się po miejscu, do którego przyszło mi trafić. W powietrzu wyczułam coś niezwykle dziwnego i... potężnego. Cała ziemia emanowała magią, co mnie po prostu zszokowało. Profilaktycznie ubrałam kaptur na głowę, by zakryć magicznie lśniące włosy. Choć, chyba było to już zbędne. Okręciłam do tyłu i wtedy ujrzałam, na tle przecudnego nocnego, jak i zarazem obcego mi nieba, różową dziewczynę. Wyciągnęłam prawą dłoń, w której pojawiły się moje okulary przeciwsłoneczne. Ubrałam je powoli na nos, nadal bacznie przyglądając się różowemu aniołkowi, mierzącego do mnie z łuku. Nie bałam się jej, dlatego zaczęłam iść w jej stronę. Powoli stawiając krok za krokiem.
-- Heeej... Co to za miejsce? Nadal jesteśmy w układzie słonecznym? 


< AKIRA? > 

GWIEZDNE SPOTKANIE part 2




Latałam pośród nocnego nieba z Kou i Miette. Zaspany Kyubey wisiał na moim ramieniu. Wiedziałam, że dla niego jest już pora snu, więc nie miałam zamiaru dzisiaj szaleć. Kou stała na moich plecach, a różowy, kotopodobny zwierzak leciał obok mnie, pozostawiając za sobą gwieździstą drogę jak ja. Nagle zatrzymałam się przy wzgórzu, patrząc na księżyc. Taki piękny, ale... Coś dzisiaj wisiało w powietrzu. Miette i Kou wtuliły się we mnie, co wywołało lekki uśmiech na mojej twarzy. Usiadłam na wysokiej skale. Eiju nagle jak oparzony podniósł głowę i zaczął wymachiwać swoim ogonem. Coś było nie tak. Zaczął się rozglądać.
-Hoshiko... Coś jest nie tak... -powiedział i zaczepił się o mnie swoimi pazurami. -Leć, poprowadzę cię, ale miej łuk w pogotowiu.
Złapałam za niewielką, kryształową różę przypiętą przy moim pasie, a ta przemieniła się w piękny łuk, bez którego czułam się jak bez ręki. Kyubey wskazał mi drogę, a ja naciągając cięciwę magicznego łuku, ruszyłam w kierunku pokazanym przez mojego towarzysza. Coś musiało być na rzeczy, skoro Eiju był taki czujny...
---
Stanęłam w bliżej nieokreślonym miejscu. Mimo braku chmur i dużym świetle rzucanym przez księżyc, nie udało mi się dojrzeć gdzie jestem. Moje pupile stanęły za mną, a Kyubey nadal czatował obok. Miette była gotowa użyć swoich magicznych, ochronnych baniek. Z przygotowanym i "naładowanym" łukiem zbliżyłam się do dziwnego portalu, który pojawił się tu znikąd. Przynajmniej tak podejrzewałam, bo takie przejście na pewno nie zostałoby niedostrzeżone. Przyglądałam się lekko zdenerwowana. Na moich plecach pojawiły się białe skrzydła. Przybrałam wygląd bardziej agresywnej czarodziejki. Spojrzałam na swój Kryształ Duszy, modląc się, aby temu nic się nie stało.
<Moon?>

Od Eshii




Obudził mnie śpiew słowika.
~Zaraz będzie wschód ~ pomyślałam i wyskoczyłam spod ciepłej pościeli.
Obmyłam twarz w mosiężnej misie i rozczesałam swoje włosy kościanym grzebieniem. Na tyle ile to możliwe spięłam sterczące na wszystkie strony włosy, które po mimo moich wieloletnich starań nigdy nie chciały poddać się i dać ładnie ułożyć. Spojrzałam przelotnie w lustro z zamiarem podejścia do szafy i przywdziania mojego codziennego ubioru ale cofnęłam wzrok. W odbiciu ujrzałam wychudzoną postać z worami pod oczami oraz dziwnym, jakby nie do końca obecnym wzrokiem. Miała ona ostre szlachetne rysy podkreślające jeszcze kościotrupi wygląd osoby. Duże, błękitnawe oczy, zasnute były siateczką smutku.
Wystraszona cofnęłam się o krok, a odbicie powtórzyło ruch. Wyglądałam jak cień człowieka. Zmęczone i spracowane ręce opadały bezwładnie wzdłuż boków. Potrząsnęłam prędko głową i przywdziałam swoje dzienne odzienie, składające się z ciemnozielonej tuniki, skórzanego paska z przytroczonym doń sztyletem, czarne, przylegające do ciała spodnie oraz kaptur. Nie wspominając już o wszelakich ukrytych ostrzy czy trucizn.
Energicznym krokiem wyszłam z komnaty, kierując swoje kroki do kuchni. Tam jak co ranek przysiadłam na stołku i posiliłam się świeżym chlebem, serem i mlekiem.
Z początku kucharki nie mogły znieść myśli, że jakiś uczeń może spożywać posiłek w kuchni, jak jakiś służący, ale z czasem przyzwyczaiły się, a nawet polubiły jej milczącą obecność.
Pragnąc odpocząć dziś od codziennych treningów, postanowiłam przejść się po Akademii, odkrywając coraz to nowe zakamarki. Chwyciłam do ręki jabłko leżące na stole i ruszyłam na podbój zapomnianych komnat.
Właśnie przechodziłam obok Sali Prób, gdy zobaczyłam, że drzwi są uchylone. Nieco zaniepokojona, wsunęłam się do środka, a to co ujrzałam zmroziło mi krew w żyłach.
Jakiś obcy człowiek przechadzał się pomiędzy jajami, co chwilę, któreś z nich dotykając.

- Nie ruszaj się! Kim jesteś!?! - zakrzyknęłam, a tajemniczy mężczyzna po prostu rozpłynął się w powietrzu
- Ja oszalałam! - krzyknęłam i z płaczem, rzuciłam się na kamienną posadzkę
- Zamknij się! - wrzasnęłam pragnąc by ten głos, który mówił mi, że jestem do niczego, wyniósł się z mojego umysłu

Nagle usłyszałam ciche skrzypnięcie i to spowodowało, że uspokoiłam się i poczęłam szukać energii. Ktoś tu był i najwyraźniej nie podejrzewał mnie o Widzenie.

- Stań się widzialny tchórzu, bo inaczej posiekam cię na kawałeczki!

< Tajemniczy ktosiu nieznoszący rodzaju ludzkiego? >

25 grudnia 2017

GWIEZDNE SPOTKANIE -- Świąteczny Special





Przeglądam chyba już setny papier, a tego gówna jak nie ma, tak nie ma! Normalnie przepadł, niczym kamfora. Zaczyna mnie to powoli denerwować. Gdybym mogła użyć tu swojej magii, już dawno by mnie tu nie było. Ta przeklęta graciarnia to jedno wielkie wysypisko! Dlaczego Dziadziuś nie zrobi tu wreszcie porządku? Jak to on mówi, to jego prywatna samotnia. Miejsce, przed którym może się schować przede mną, Amorem... głównie to przede mną, ale kto by tam się rozdrabniał.
Wzniosłam się w górę, przeleciałam powoli nad stertą porozrzucanych papirusów, ksiąg i map. Pracownia strażnika czasu zawsze wydawała mi się odosobnionym miejscem. Jego urok i... magia są tu niepowtarzalne. Jako dziecko bawiłam się tutaj w chowanego, doprowadzając tym samym Dziadziusia do białej gorączki. Zaklęcia tutaj ukryte, tajne gwiazdozbiory, które zostały odkryte na przestrzeni wieków, są zbyt niebezpieczne. Niewłaściwie użyte mogłyby zniszczyć połowę wszechświata. A co w tym wszystkim jest najlepsze?
Ponad połowę z tych śmiercionośnych broni stworzyła moja rodzina. Zabawne!
Mijały kolejne minuty, a ja... no cóż... straciłam cierpliwość. Z wrzaskiem kopnęłam stertę drogocennych antyków sprzed kilku tysięcy lat. Użyłam trochę więcej siły niż zamierzałam. Jakaś książka, na pierwszy rzut oka nie wyglądała na jakąś niezwykłą, uderzyła o ścianę. Wypadło z niej kilka pożółkłych stronic. Westchnęłam rozeźlona, zarzuciłam błyszczącymi włosami do tyłu. Gdy moje nagie stopy dotknęły zakurzonej podłogi, jak tylko wylądowałam obok zniszczonej książki, aż się wzdrygnęłam z obrzydzeniem. Nienawidzę brudu! Czas, taki porządny, przestrzegający wszelkich zasad, ale o higienie to nie pomyśli. Stary pierdziel... Poprawiłam swoją szarą, skórzaną kurtkę i schyliłam się po wolumin. Kiedy moje palce musnęły okładkę, poczułam niewyobrażalną moc drzemiącą w tym starociu. Zaskoczyło mnie to trochę, dlatego szybko złapałam książkę, wyprostowałam się i zaczęłam dokładnie przyglądać się owej księdze. Przejechałam opuszkami palców po zniszczonej okładce, starłam z niej kurz i moim oczom ukazał się dobrze mi znany wizerunek księżyca – herb mojego rodu, Księżycowych Tsarów. Pospiesznie zaczęłam wertować stronice, aż światło pochodzące z wnętrza tomu oślepiło mnie. Moje wewnętrzne światło zareagowało na nie w odpowiedzi i nim spostrzegłam, co się dzieje, wokół mnie zaczęło wiać. Podmuchy wiatru stawały się coraz silniejsze i silniejsze. Tarmosiły moim ubraniem, moimi długimi, srebrzystymi włosami. Próbowałam jakoś uspokoić magiczną zawieruchę, okiełznać ją swoimi mocami, ale ona wcale mnie nie słuchała.


No co jest, do cholery?! – krzyknęłam w przestrzeń. Wtedy portal do grobowca Artemisy, mojej babki i jednocześnie pierwszej Tsariny, otworzył się. Szafa, w której znajdowało się przejście nie wyglądało tak, jak powinna. Coś było nie tak. Książka, ciągle trzymana przeze mnie, wyrwała się z mojej ręki. Wniosła się na wysokość moich oczu. Jej strony w zastraszającym tempie same się przewertowały. Kiedy się zatrzymały, litery, jedna po drugiej, zaczęły lśnić. Moje włosy, teraz w koszmarnym nieładzie, utrudniały mi widoczność, a potem... poczułam, jak coś mnie... wsysa. Tak, to dobre słowo. Wessało mnie do otwartego portalu. Przywołałam do siebie moje berło, aby jakoś zablokować się w wejściu, ale siła wiru okazała się zbyt wielka. Z krzykiem zostałam pochłonięta przez magiczny portal....



< Twoja kolej, Akira! > 

Od Niespodzianki




Tak szczerze powiedziawszy nie rozumiałem nigdy gatunku ludzkiego. Nie dość, że głupi to jeszcze sprzeczał się o wszystko. Byle plamka na ubraniu mogła doprowadzić między nimi do wojny. Taka żałosna rasa. Jednak... nadal żyli. Czyżby bycie wiecznym wrzodem było ich unikalną cechą? Najgorsze wśród nich było to pospólstwo mieszkające w miastach i wsiach. Albo nie wykształceni albo oszukiwali, że jakiekolwiek posiadali podczas gdy tak naprawdę nie wiedzieli nic.
I szedłem sobie właśnie przez całe zbiorowisko takiej głupoty. Wyspa Dragoso z pewnością była główną wylęgarnią tego robactwa. Tak blisko Smoczej Akademii, a jednocześnie tak bardzo od niej oddalonej pod względem rozwoju intelektualnego. Co prawda w tej placówce też mieszkali ludzie, którzy, moim zdaniem zakrawali już na potwory. Studiując historię smoczych jeźdźców odniosłem wrażenie, że wraz z zostaniem wybranym przez smoka "wybrańcy" przestawali być ludźmi. Nawet nie chodziło o umiejętności. Prędzej czy później ludzkie emocje schodziły na dalszy plan ustępując obowiązkowi. Szybko ginęli. Część nich przed przystąpieniem do próby mieli wyjątkowe umiejętności, a fakt, że moja siostra miała dołączyć do tego zacnego grona to potwierdzało.
Z tym, że Shurima nie była człowiekiem. Jak ja. Aż musiałem szeroko się uśmiechnąć na tę myśl. Głupiutka siostrunia nadal wierzyła w swoją przynależność do ludzi. Gdyby znała prawdę.
Aż zrodził się we mnie histeryczny śmiech. Ludzie, których mijałem po drodze spojrzeli się na mnie jak na szaleńca. Nie byłem nim.
Na przestrzeni wieków nasza rodzina, począwszy od wątpliwie zacnego czarnoksiężnika o tysiącu imion, ganiając za wielkością i mocą przeprowadzała różne próby - magiczne, biologiczne. Nawet prokreacja z demonami nie była naszym przodkom obca. Jednak o ironio ich moc gasła aż w końcu nikt nie posiadał dostateczniej dużej mocy nawet do tak prostych rzeczy jak otwarcie zamka czy też ożywienia zwiędłej rośliny. Za to ich szaleństwo rosło. Z pokolenia na pokolenie coraz surowiej traktowano dzieci rozpaczliwie pokładając w nich nadzieję na odbudowę dawnej potęgi. A ja wraz z Shurimą byliśmy ostatnimi żyjącymi. Reszta spłonęła ku wiecznemu potępieniu.
Żeby tylko moja siostra znała prawdę. Nawet nie wiedziała, że żyję. Może to i dobrze. Zdążę przygotować grunt pod wprowadzenie jej w prawdę. Hi hi hi... Albo inaczej umrze. Proroctwo się wypełni choćbyśmy mieli oboje umrzeć.
*** jakiś czas później ***
Wędrowałem między jajami w swojej mniej fizycznej postaci. Głaskałem każde z czułością wypisaną na twarzy. Te biedne stworzenia. Tak mądre, a jednak czekały na swoich przeznaczonych tyle wieków. A przecież mogli się nie zjawić czego ostatni niż wśród liczebności jeźdźców był dowodem. A wybrańca jak nie widać tak nie widać.
Oparłem się o jedną z kolumn. Zastanawiałem się po co to wszystko. Przecież ludzie nie byli warci zbawienia. Byli tylko szkodliwą nic nie wartą rasą. A jednak smoki nadal czuwały nad nimi. O ironio kolejny raz. Najmądrzejsza i najpotężniejsza rasa wybrała sobie za partnerów podistoty.
-Nie ruszaj się! Kim jesteś!?! - Rozległ się nagle krzyk ze strony wejścia do sali. Chyba powinienem się zbierać. Tak więc znikłem. Niech biedak myśli, że miał omamy.

Ktoś? ( Czas w końcu przestać się lenić i zrobić burdel :) )

21 grudnia 2017

Od Sorayi Cd Simon




Całowaliśmy się coraz odważniej. Simon pozwalał sobie na coraz więcej, zaś ja nie protestowałam. Jego usta, dłonie przyprawiały mnie o niesamowite doznania. Było mi tak dobrze... A zrobiło się jeszcze lepiej, gdy Simon znienacka złapał mnie za pupę i podniósł do góry. Nie potrafiłam się powstrzymać przed krótkimi i cichymi jękami. Wyrwało mi się jego imię, kiedy mocniej mnie ścisnął. Wtuliłam się lekko w jego szeroką pierś, ukrywając twarz w zagłębieniu szyjnym. Skóra chłopaka była taka ciepła. I pachniała tak... męsko i zniewalająco. Upoiła mnie niczym najlepszy alkohol. Nosem jeździłam lekko po jego karku, zaciągając się wonią Simona. Nawet nie zauważyłam w którym momencie nasze usta ponownie się ze sobą połączyły. Nasze pocałunki różniły się od tych i to znacznie, jakimi obdarzaliśmy się na samym początku. Te były przede wszystkim prawdziwe.
Ile bym oddała aby móc tak pocałować Oriona...
Muszę go odnaleźć. Po prostu muszę. Coś, głęboko w środku każe mi to zrobić. Chcę się przekonać, zobaczyć na własne oczy, czy jest cały, bezpieczny i... czy jest żywy.
Simon zaprowadził nas aż do swojego mieszkania. Gdy opuścił mnie na podłogę, złapałam go za rękę i zaczęłam ciągnąć w stronę sypialni. Anioł rozpalił we mnie pragnienia rodem z piekła. Moja piekielna dusza na nowo zaczynała się we mnie budzić, lecz nagle Simon zatrzymał się. Siłą zmusił mnie, bym i ja się zatrzymała, po czym sekundę później znalazłam się w jego objęciach. Takich ciepłych i silnych męskich ramionach. Domyśliłam się, iż chciał przejąć nad sytuacją kontrolę. Mieć władze nade mną, ale nie dam się od tak posiąść. Nade mną trzeba długo pracować. Gdy anioł schylił się by móc mnie kolejny raz pocałować, ja odchyliłam głowę do tyłu, uśmiechając się zadziornie. Posłałam mu również wyzywające spojrzenie. Wyswobodziłam się z jego uścisku. Nadal będąc do niego przodem zaczęłam się powoli cofać. Nie spuszczałam oka z chłopaka. Jego czarne oczy, przepełnione pożądaniem pożerały mnie kawałek po kawałku. Aniołek chce pobawić się z diabełkiem? Załatwione. W mojej głowie zrodził iście szatański plan. Aż uśmiechnęłam się szerzej pod nosem. Spojrzałam leniwie w stronę łóżka. Leżało na nim stare ubranie Simona, które zamierzałam bezszczelnie wykorzystać.
-- Zanim znowu wylądujemy w łóżku, co niewątpliwie się dzisiaj stanie, pozwól, że teraz ja poszczycę się tańcem przed tobą...
Podeszłam do ciemnowłosego bardzo powoli, kręcąc przy tym zmysłowo biodrami. Objęłam go za szyję, zbliżyłam swoje usta do jego ust. Simon nie wytrzymał i sam wpił się w moje usta. Ja w międzyczasie wzięłam się za powolne odpinanie jego czarnej koszuli. Widok jego boskiej klaty podnieca mnie niesamowicie. Normalnie mam ochotę rzucić się na niego, gdy ją widzę. Nie przeszkadzają mi jego liczne okaleczenia. Jest niesamowicie przystojny, a te blizny jedynie dodają mu męskiego seksapilu. Po minucie wszystkie guziki jego koszuli były odpięte. Złapałam jego ręce, które szalały po niemal całym moim ciele i szybko je unieruchomiłam za pomocą mojej czerwonej wstążki. Anioł popatrzył na mnie zdziwiony, próbował rozerwać supły, jednak na nic są jego starania. Pchnęłam go w stronę najbliższego krzesła. Simon upadł na nie lekko dysząc. Tymczasem ja zgarnęłam jego inną czarną koszulę z łóżka i pognałam do łazienki. Tam przebrałam się w ekspresowym tempie.

Piosenka dla klimatu ;)

Gdy wyszłam z łazienki włączyłam nieco głośniej muzykę i... zaczęłam swój pokaz. Moje ciało powoli odzyskiwało swoją dawną sprawność. Przy bardziej wymagających ewolucjach czułam ból na plecach, ale ignorowałam go. Pozwoliłam pochłonąć się muzyce. Moje ciało przypomniało sobie dawne figury. Pole dance zawsze sprawiaj mi frajdę, a jako wymagająca dyscyplina sportowa okazała się strzałem w dziesiątkę. Dzięki tańcu na rurze moje ciało zawsze posiadało idealną sprawność fizyczną. Ma on też inne zalety i korzyści. Oktay zawsze twierdził, że jestem w tym dobra, że potrafię, jeśli tylko chcę, uwieść każdego. Przetestuję te słowa na Simonie, poza tym... Chcę się odwdzięczyć za wszystko co dla mnie zrobił. Za to, że jest.
Pozbyłam się ubrań w tańcu, zostając jedynie w czarnej bieliźnie. Gdy piosenka zwolniła znalazłam się przy aniele, który oddychał coraz mniej miarowo. Jego klatka piersiowa unosiła się chaotycznie w górę i w dół. Jego energia szalała, wypełnia całe jego mieszkanie... Usiadłam na nim okrakiem. Dłońmi przejechałam po jego gołej skórze na torsie, doprowadzając go do białej gorączki. Widziałam to w jego oczach, był na granicy. Otarłam się o jego kroczę, niebezpiecznie zbliżał się do "końca". Ujęłam jego twarz w obie dłonie, nasze usta dzieliły milimetry. Moje kolejne otarcie sprawiło, że chłopak zajęczał, a jego nie taki mały przyjaciel w spodniach domagał się wyjścia na świat. Czułam go przez materiał, mnie również było dobrze. Świadomość tego, że już za dobre kilka chwil będę mieć go w sobie sprawiała, że napędzałam się do dalszej gry. Diabły uwielbiają męczyć swoje ofiary, a dzisiaj Simon jest moją ofiarą. Ale... gdyby i Simon stracił nad sobą kontrolę, gdyby pokazał na go stać, gdy w ogóle siebie nie kontroluje, wtedy i ja pozwoliłabym sobie utratę swojej.
-- Chcesz mnie spróbować? -- szepnęłam, przez co i nasze usta się o siebie otarły. Sięgnęłam do jego związanych rąk. Poluźniłam więzy. -- Spróbuj mnie, Simon...


< Simon? > 

20 grudnia 2017

Od Akiry CD Moyra




Popatrzyłem na te jej zagubione oczęta. Czułem, jakby odebrano mi część tego, co kochałem... Rękojeść przeklętej katany drżała, chcąc, aby uwolnić jej moc, ale nie mogłem tego zrobić. Szczególnie w tej chwili. 
-Wybacz mi Księżniczko... Ja... Ty naprawdę nie wiesz kim jestem?-rzekłem widocznie drżącym i przerażonym głosem.
Czułem, jak mój smok grzebie mi w myślach, starając się dowiedzieć co się dzieje. Wtedy od strony Akademii nadleciał czarny gad i stanął za moimi plecami, patrząc na blondynkę. Jej długi ogon zaczął się machać, a stworzenie przyglądało się dziewczynie jak w obrazek.
~Akira! Akira! To Moyra! Widzisz?! Widzisz?!~krzyczała z entuzjazmem Sannass.
Delikatnie się uśmiechnąłem i zbliżyłem do blondynki. Swoje skrzydła ponownie złożyłem, aby nikomu nie zrobić krzywdy. Klęknąłem przed nią, kłaniając głowę.
-Jestem Akira. Twój wierny rycerz, który kiedyś był dla ciebie ważną osobą.-powiedziałem i nie podniosłem głowy.
Myślałem, że zaraz pęknę i też to się stało. Na trawę skapnęły dwie, samotne łzy, które były jedyne i ostatnie jakie chciałem jej pokazać. Przegryzłem mocno wargę, a po chwili poczułem metaliczny smak krwi, która delikatnie spłynęła mi po brodzie. Nigdy nie czułem takiego przerażenia. Modliłem się w myślach, aby błękitnooka sobie o mnie przypomniała. Nie mógłbym żyć z myślą, że mnie nie pamięta...
<Moyra?>

Od Moyry CD Akira




W mojej celi znalazł się czarnowłosy chłopak z..zielonymi oczyma..jeszcze te czarne skrzydła. Wyglądał tak znajomo, a równocześnie tak obco. Nie spuszczałam go z oczu.. Nie wiedziałam, czy chce zrobić mi krzywdę, czy może pomóc, czy być może przybył tutaj aby wyśmiać mój los.
Jednak to, iż zwrócił się do mnie moim imieniem..wyprowadziło mnie z równowagi.. Skąd on zna moje imię?!
-Nie pamiętasz mnie? To ja. Akira...-szepnął podchodząc bliżej mnie. Akira.. to imię odbijało się w moich myślach przez kolejne sekundy.. Skądś je znam..ale nie wiem skąd.
Przyjrzałam się mężczyźnie raz jeszcze..te zielone oczy wskazywały tylko jedno moje wspomnienie..ale nie jestem pewna czy to on. Wiem jedno. Nie mogę ufać nikomu.
-Czego tu chcesz?-zapytałam ostrzej.. Czarnowłosy westchnął lekko, nadal nie spuszczając ze mnie wzroku.. Lekko mnie to irytowało.. Znienacka pojawił się zaraz przy mnie łapiąc mnie w talii, rozwinął swoje czarne jak heban skrzydła i wzlecieliśmy w górę. Zamknęłam oczy i waliłam pięściami po jego plecach..jednak nic mi to nie pomogło.. Nie chciał mnie puścić.
Kiedy dotknęłam stopami trawy od razu wyszarpałam się z jego objęć.
-Co ty sobie wyobra..-chciałam go zwyzywać..ale zorientowałam się, że jestem wolna..to on mi pomógł uciec.-Ja..ja przepraszam.-dokończyłam.
<Akira?>

19 grudnia 2017

Od Simon'a CD Soraya




Staliśmy tak przez dobrą chwilę, która mogłaby nie kończyć się nigdy. Wyczuwałem jej zmieniającą się energię, tak dobrze..jej szybkie bicie serca..jej przyspieszone tętno.. Objawy takie same jak u mnie w tej chwili.. W każdej chwili kiedy Soraya jest przy mnie. Rumieńce na jej delikatnych policzkach, dodawały jej uroku, którego w sumie nigdy nie jest jej brak. Zamknąłem na chwilę oczy, nadal jednak pocierałem lekko materiał sukienki na jej biodrach. Kiedy poczułem jak Sor wpiła we mnie usta, dołączyłem się z równie silnym pożądaniem. Pocałunków nie było widać końca.. Każdy z nich przyprawiał nas o przyjemne uczucie, wypełnione namiętnością oraz..miłością. Zjechałem z pocałunkami niżej, a kiedy tylko musnąłem szyję ciemnowłosej, ta odchyliła ją dając mi lepszy dostęp. Doprowadziłem ją do błogiej przyjemności..jej pojedyncze jęki były dla mnie tak cudowne. Ponownie wpiłem się w jej usta, równocześnie chwytając ją za pośladki i unosząc do góry.
-Simon!-zawołała jęcząc i wtuliła się w mój tors, jej dłonie jeździły lekko po moich plecach. Nie myślałem za wiele.. Skierowałem nas z powrotem do domu..do sypialni.
---
Ledwo zdołałem złapać za klamkę, ponieważ byliśmy zajęci sobą bardziej niż czymkolwiek innym. Kiedy tylko postawiłem Sor na ziemi, ta zaczęła prowadzić mnie w stronę sypialnianą. Ja jednak postanowiłem przejąć kontrolę i obróciłem ją w swoją stronę, po czym pochwyciłem ją w ramiona.
<Soraya?>

18 grudnia 2017

Od Akiry CD Moyra




Latałem sobie po niebie, aby móc poukładać myśli. Naprawdę ciężko było mi się pogodzić z tym faktem, że teraz ponownie zostałem sam. Straciłem rodzinę, dom, a teraz ukochaną. Wiem, że nie zasłużyłem sobie na szczęście, ale na takie piekło chyba też... Czułem, że znowu zamykam się w swoich problemach. Ashuramaru rósł w siłę dzięki temu.
~Akira... Czemu tak nieładnie myślisz?~zapytała mnie moja smoczyca Sannass przez telepatię.
~Przepraszam cię, ale naprawdę chcę być sam. Nie grzeb mi w głowie.
Ucichło. Teraz byłem tylko ja i otaczający mnie świat. Dlaczego tak bardzo się tym przejmuję? Przecież nie powinienem... Wziąłem głęboki oddech i trzymając rękojeść katany ruszyłem dalej przed siebie. Latałem nad lasami, jakimiś polankami. Czasami dostrzegłem jakiegoś człowieka, kroczącego polnymi ścieżkami. Niebo było jasne i bezchmurne. Przyjemne. Choć jedna rzecz była dobra. Zamknąłem na jakiś czas oczy, aby całkowicie zapomnieć o wszystkim. Zapomnij... Zapomnij... Zapomnij...
---
Nagle w oknie jednego z jakichś budynków ujrzałem tak bardzo znajomą mi czuprynę. Ale moje przeczucie mówiło mi, że ta osoba nie jest sama w tym miejscu. Bardzo cicho ruszyłem ku framudze okna. Było otwarte. Stanąłem kuckiem na parapecie i mnie wmurowało.
-M-Moyra...?-zapytałem z widocznym zaskoczeniem i niedowierzaniem.
Dziewczyna popatrzyła w moim kierunku. To ona. Te piękne blond włosy, skrzące niebieskie oczęta, widocznie gładka, blada cera. Myślałem, że serce wyskoczy mi z piersi. Moja kochana Księżniczka.
-Kim jesteś?-zapytała.
To był jak grom z jasnego nieba. Tak bardzo zabolało. Jednak... Czy powinienem się poddać? Nie. W moich oczach nadal tkwił płomień nadziei. Był nieduży, ale i tak istniał. Wszedłem do pomieszczenia i złożyłem skrzydła.
-Nie pamiętasz mnie? To ja. Akira...-szepnąłem, podchodząc bliżej.
Czy to sen? Ona mnie naprawdę nie pamięta? Wbiłem zielone spojrzenie w blondynkę, mając nadzieję, że to jednak nie jest prawdą...
<Moyra? ^^>

Od Moyry




-Spisałeś się świetnie panie. Unieszkodliwienie dziewczyny z mocą Qunaris i zamknięcie jej tutaj było szefa najlepszym pomysłem- słyszałam ich rozmowę i nie mogłam pojąć dlaczego tak się dzieje.. Do czego jest im potrzebna moja moc, której w ogóle nie mogę kontrolować?
Nie zdążyłam się niczego nauczyć.. To porwanie nastąpiło tak szybko.. A Jasper.. Jasper nie żyje.. Zginął by mnie ratować.. Nigdy sobie tego nie wybaczę, że nie potrafiłam użyć mocy by go uratować. Czułam jak we mnie coś znika..jakaś cząstka.. Pamiętam nie dużo z mojego dawnego życia. Po przemianie w Qunaris moja pamięć, tak jak tłumaczył Jasper, zanikła prawie że cała.
Pamiętam jednak zielonookiego chłopaka, jego imię..imię.. Nie pamiętam go.. Ale jestem pewna, że łączyło nas coś wyjątkowego. Jednak nie wiem nic o nim..nie pamiętam zupełnie niczego.
Pustka w głowie.. Nie lubię tak się czuć.
Odgarnęłam swoje blond włosy i raz jeszcze spróbowałam jakoś wspiąć się do góry do okna.. Jednak byłam na to zdecydowanie za słaba. Wszystko co mi dają do jedzenia zostaje prze ze mnie nietknięte..co jeśli chcą mnie otruć?
~Moyra-ponownie usłyszałam swoje imię.. Nie wiem kto mnie woła..i jak ta osoba znalazła się w mojej głowie.. Wiem jednak że to człowiek nie jest..
<Ktoś?>
Pięknie pięknie.. Wzięło mnie jak nigdy.
Mam nadzieję, że Akira będzie zadowolony, iż Mo nie umarła.




11 grudnia 2017

Od Oktaya Cd Arrow




Obserwowałem poczynania mojej siostry, coraz więcej nie ma jej w domu. Znika na całe dnie i... noce. Nawet nie umiem sobie wyobrazić jej i tego całego... razem... w łóżku... Ohyda! Nie spuszczałem również oka z Arrow. Na samą myśl o niej na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Arrow rosła w oczach. Nasze dziecko lada dzień przyjdzie na świat. Nigdy nie myślałem o tym, by zostać ojcem. Wpadka z białowłosą owszem, była dla mnie zaskoczeniem. Na początku nie byłem przekonany. Nie byłem pewien, czy spełnię się w roli ojca... Teraz też mam wątpliwości, ale są one o wiele mniejsze, ponieważ wierzę, że będzie ok. Przyswoiłem sobie informację, że będę mieć dziecko, z kobietą, którą... chyba kocham.
Arrow boi się porodu. Wiem, że obawia się, że nasze dziecko może nie przeżyć narodzin. Arrow brak wiary. Nosi pod sercem potomka rodu Dreyar, a to zobowiązuje.
-- Jak tam, jak się czujesz? -- spytałem Arrow, wchodząc do naszej wspólnej sypialni. Dziewczyna leżała na łóżku. Zamyślona, głaskała siebie po okazałym brzuchu, lekko się przy tym uśmiechając. Usiadłem obok dziewczyny i przyłożyłem swoją rękę do jej brzucha. Nie takie już małe maleństwo dokazywało jak zwykle. Widziałem po minie białowłosej, że jest już obolała i zmęczona, ale także szczęśliwa. -- Bądź dobrej myśli. Dziecko z boską krwią nie może umrzeć. Nie moje dziecko...! -- dodałem głośniej. Zaczęliśmy się śmiać z Arrow, gdy nagle dziewczyna przestała się śmiać. Złapała się za brzuch, usiadła na materacu, po czym spojrzała na mnie. Po chwili zauważyłem jak pościel pod Arrow zaczęła się robić morka. Wody jej odeszły.
A więc zaczęło się...


< Arrow? > 

Od Akiry CD Nerona




Moyra. Moyra. Moyra. To jest jedyna rzecz, która w tej chwili zajmowała mój umysł. Zło, rozczarowanie, brak miłości. Jednak... Słyszałem co do mnie mówił Neron. Słyszałem każde słowo. Moja cała kamienna skóra była teraz złem w czystej postaci, jednak serce? Ono nadal cierpiało. Krzyczało o wyzwolenie od smutku.

---

-Ej! Akira! Wiesz, że nadal należysz do mnie i te słowa, które słyszysz od tego cudaka to kłamstwa?


-Uspokój się Ashuramaru! Nigdy się nie zakochałeś i nigdy do tego nie dojdzie! Zniknij i przepadnij cholerny gnoju!-wrzasnąłem i zamachnąłem się, aby go uderzyć.
Ten jednak się uśmiechnął i tuż przed moim uderzeniem go, zmienił swoją postać na moją ukochaną Księżniczkę.
-Mnie uderzysz? Swoją kochaną Moyrę?-rzekł przemieniony Ashura.
Otworzyłem szeroko oczy, a sam zamarłem. Po chwili demon ponownie się przemienił i popatrzył na mnie.
-Jesteś nikim, ale uwielbiam się żywić twoim gniewem, smutkiem i innymi negatywnymi emocjami. Jesteś ich pełen. Tutaj nie będę głodował. Uwielbiam potężne osoby. Uwielbiam potężne pragnienia. Jak chcesz się zemścić sam, to dam ci nieograniczoną moc. Ale... To nie wszystko Akira. Zrobisz więcej. Musisz żyć dla zemsty. Oddaj swoją miłość. To zbędna moc. Zemsta jest silniejsza niż wszystko. Jestem jak chciwość. Nie znoszę miłości. Astaroth? Behemoth? Shura? Kogo obchodzi rodzina. Beze mnie, nic nie zrobisz. Poza tym... To nie fair Akira. Tylko ty przeżyłeś ze swojej bezużytecznej rodziny.

---

-Mo...Yra...-powiedziałem zmodulowanym głosem, a po chwili opadłem na ziemię bez życia.
Nie miałem siły. Wszystko mnie bolało. Najbardziej bolała mnie głowa i serce. Cholerny Ashuramaru... Przepraszam. Jestem bezużyteczny. Oddałem się demonowi. Tuż przed zemdleniem, usłyszałem kroki idące w moją stronę.

<Neron?>

Od Mirajane CD Aven/Nicolas/Mia




Widząc chłopaka, zmrużyłam oczy i przyglądałam się dla niego. Po chwili ujrzałam małą dziewczynkę w jego dłoniach, a na moją twarz wstąpił uśmiech. Pogłaskałam Avena po głowie, a ten spojrzał na mnie. Kiwnęłam głową, więc tygrys się uspokoił. Poprawiłam swoje włosy.
-Kim jesteś?-zapytałam z lekką podejrzliwością chłopaka.
Założyłam dłonie na piersi, bo widziałam niepokój w oczach blondyna. Czy ja na prawdę byłam aż tak przerażająca? Chyba nie. W słuchawkach słyszałam bardzo cicho grającą muzykę, do której delikatnie przytupywałam. Uśmiechnęłam się, całkowicie zapominając o bożym świecie. Dopiero po chwili się otrząsnęłam, ponownie patrząc na blondyna.
-Nicolas...-powiedział cicho, ale jak dla mnie było to dostatecznie głośne.
-Miło mi. To Aven.-powiedziałam wskazując na tygrysa.-Czemu jesteś taki przestraszony? Gonią was? Skąd się tutaj wzięliście?-zalałam go pytaniami.
Coś jednak mi nie grało. Ten las jest pełen roślin i zwierząt, ale czuję kogoś jeszcze. I to nie jest ta nowopoznana dwójka. Nie wiedziałam dokładnie na czym stoję, ale wiem jedno... To dopiero początek tego, co nas z pewnością czeka.
<Aven? Reszta?>

Od Nerona CD Akira




Akira wpadł w szał, nie mogłem nic na to poradzić.. Czułem, że tak będzie.. On na prawdę kochał Moyrę.. Moje serce przyspieszało z każdą chwilą.. wiedziałem doskonale co to oznacza.. Jeśli z nikim się nie połączę ponownie.. umrę. Straciłem połowę duszy wraz ze śmiercią Mo..
Zmieniłem się w człowieka i stanąłem przed Akirą, który w tej chwili był w w swojej mrocznej postaci..
-Akira.. wiem doskonale co czujesz.. Strata Mo.. boli mnie tak samo jak ciebie.-mówiłem.
Chciałem by się uspokoił.. By przejął kontrolę nad sobą..by pomyślał.
-Nie rób nikomu krzywdy bo nic tym nie zdziałasz.-rzekłem. Czarnowłosy warknął na mnie i zezłościł się.. w jego oczach widać było ból, żal, żądzę zemsty i zranione serce..
-Pomyśl! Moyra na pewno nie była by szczęśliwa, że się tak zachowujesz-mówiłem dalej. Akira gdy to usłyszał zamilkł i znieruchomiał, jakby przyjął to do wiadomości.
-Właśnie..uspokój się. Mo była by nieszczęśliwa gdybyś zrobił komuś i sobie krzywdę.. Gdybyś oddał kontrolę tej złej stronie siebie.. Moyra kochała cię całym sercem..wiem to bo czułem wszystko to co ona. Nie bądź głupi i pomyśl o niej.-mówiłem.
<Akira?>

Od Nicolas'a CD Mirajane/Aven/Mia




Szlajaliśmy się po zaroślach.. Miałem wielką nadzieję na to, iż zgubimy gościa, który nam groził. Poradziłbym z nim sobie, jednak.. nie mogę robić masakry przy Mii.. Moja mała siostrzyczka nie może patrzeć na takie sceny. Ma być bezpieczna i to jest najważniejsze, ona jest najważniejsza dla mnie. 
-Nico! Nico! zimno mi..-zawołała Mia. Objąłem ją bardziej w swoich ramionach.
-Wiem wiem..siostra. Ale musimy uciec, pamiętasz? Bawimy się w berka-powiedziałem. Nie będę jej mówił, że goni nas ktoś kto chce nas zabić.
Wyczułem kogoś w pobliżu, a po chwili przez zarośla było widać błękitne włosy.. Błękitnowłosa dziewczyna z tygrysem u boku. Odwróciłem się na chwilę za siebie, gościa już nie było, a przynajmniej taką nadzieję miałem. Postanowiłem zbliżyć się do nieznajomej, miałem tylko nadzieję, że tygrys nie będzie problemem.
Zniknęli mi z oczu.. Jednak po chwili usłyszałem ryk za sobą, a Mia w moich ramionach się przestraszyła.
-Wszystko ok.-szepnąłem. I spojrzałem za siebie, stał tam tygrys wraz z dziewczyną..
<Mirajane? Aven?>

Wygląd Nicolasa
Wygląd Mii

Od Aven'a CD Mirajane/Nicolas/Mia





Ta dziewczyna mnie zadziwiała z każdą chwilą. Dopiero co znaleźliśmy wskazówki, myśleliśmy nad tym wszystkim, a ona już chce więcej. Mira jest gotowa natychmiast ruszyć i mi pomóc.
Uśmiechnąłem się w duchu i po chwili wstałem, po czym poczłapałem do niej i otarłem się o nią.
Ryknąłem cicho i oparłem się o drzwi.
-Rozumiem, że idziemy-powiedziała z uśmiechem. Wzięła parę rzeczy, między innymi torbę i otworzyła drzwi. Ja jednak przystanąłem obok szafy i czekałem. Dziewczyna odwróciła się i spojrzała pytająco. Otworzyła szafę, a ja tknąłem nosem płaszcza.
-Jest cie..-urwała bo ryknąłem i złapałem lekko za płaszcz, dzięki czemu spadł.
-Dobrze, już wezmę.-rzekła i wzięła płaszcz w ręce. Zadowolony z siebie wyszedłem z jej pokoju.
----
Słońce wisiało nad nami dając ciepło. Lekki wiatr owiewał nas, dając przyjemne uczucie świeżości.
Kierowaliśmy się do wschodniego lasu, miałem nadzieję, że tam znajdzie się albo przejście do podziemi, albo ruiny. Świadomość tego, iż jesteśmy na tropie części amuletu..sprawiała we mnie pewnego rodzaju radość, ale również strach i stres, bo co jeśli się nie uda?
W kryjówkach na pewno będą różne pułapki, niebezpieczeństwa.. a ja ciągnę ze sobą Mirajane?!
Ale prawda jest taka, że mogę tylko na nią liczyć.
Szliśmy ze spokojem..jednak mnie ciągle wydawało się, iż ktoś za nami kroczy..bądź jest gdzieś nieopodal.. A nawet dwa ktosie.. Jeden z zapachów był dosyć ostry i wskazywało wszystko iż jest to mężczyzna, za to drugi zapach był bardzo delikatny..można by powiedzieć, że taki sam jak u Miry tylko delikatniejszy.. Czyżby dziecko?
<Mirajane? Nicolas? Mia?>
Ps.Mira nie odpisuj jeszcze. Napiszę Nicolasem ;)

7 grudnia 2017

Od Sorayi Cd Simon




Z każdym kolejnym krokiem, dźwiękiem muzyki odprężałam się coraz bardziej. Simon miał rację, wystarczyło się wyluzować, przestać przejmować i oczyścić umysł. Słodkie pocałunki czy zalotne uśmiechy... Gesty jakimi się obdarzaliśmy wzajemnie tylko wzmagały w nas pozytywne uczucia. Simon doskonale radził sobie w tańcu, co mnie ani trochę nie zdziwiło. Jak na razie wygląda na to, że ten chłopak potrafi wszystko.
Muzyka grała już dobrych kilka chwil. Szło mi coraz lepiej, nawet piruety nie były już mi takie straszne. Pozwalałam aniołowi na coraz trudniejsze figury. Już nawet nie musiałam patrzeć pod nogi! Dobrze, że byłam na bosaka, bo z pewnością bym zaliczyła glebę i to nie raz, a tak. zgrabnie na palcach wiruję w silnych i czułych ramionach ciemnowłosego anioła.
Minęło dobrych kilkanaście minut, a my nadal tańczyliśmy, wpatrzeni w siebie, jednak piosenka w pewnej chwili dobiegła końca, a my zatrzymaliśmy się na środku pomostu. Wokół zrobiło się już nieco ciemno, lecz zewsząd docierało do nas wystarczająco dużo światła, by widzieć siebie bez przeszkód. Nie przestawałam patrzeć Simonowi w oczy. Czułam jak moje serce ponownie przyspiesza. Jak zaczyna walić o żebra, jakby chciało się ze mnie wydostać. Krew zaszumiała mi w uszach. Ujęłam Simona za twarz, potem powoli sunęłam po jego rozgrzanej skórze na kark, potem na barki. Pod materiałem czarnej koszuli wyczułam twarde niczym stal mięśnie chłopaka. Simon nie przestawał się uśmiechać, wręcz przeciwnie. Z każdym moim dotknięciem jego uśmiech stawał się coraz większy. Gołym okiem było widać, iż mój dotyk sprawia mu ogromną przyjemność.
Oderwałam od niego wzrok, który spoczął na jego guzikach od seksownie opinającej jego klatę koszuli. Mocniejszy podmuch wiatru wprawił moje rozpuszczone włosy, jak i zwiewną czerwoną suknię w ruch. Przymknęłam na krótki moment swoje oczy. Wczułam się w energię Simona, pod opuszkami palców wyczułam jego szybsze bicie serca. Jego dłonie nadal spoczywały na moich biodrach. Palcami lekko pocierał materiał, przyprawiając mnie o leciutkie dreszcze i wprawiając w rosnące pożądanie. Temperatura mojego ciała rosła, czego dowodem były dość mocno widoczne rumieńce na mych zazwyczaj lekko zaróżowionych policzkach.
 Ta chwila na zawsze zapadła mi w pamięci. Po raz pierwszy odkąd pamiętam, udało mi się zapomnieć absolutnie o wszystkim i o wszystkich, chociaż nie... Echo głosu pewnego białowłosego mężczyzny wciąż dudniło gdzieś z tyłu mojej głowy. 


< Simon? > 

6 grudnia 2017

Od Simon'a CD Soraya



Spojrzałem na Sorayę uśmiechając się do niej szczerze. Od początku wiedziałem i czułem, że ona nie jest taka z resztą ja również nie jestem. Jest wyjątkowa, a to że jest typem chłopczycy pasuje mi. Nie widziałbym jej w roli księżniczkowatej, wolę typ zabójczyni, która ma swój własny styl. Objąłem ją w tali i przyciągnąłem do siebie. Zbliżyłem usta do jej ucha.
-Oczywiście-szepnąłem. Spojrzałem jej prosto w jej piękne czarne oczy i ponownie zacząłem ponownie nami kołysać w rytm muzyki, jednak bardzo delikatnie i powoli. 
-To nie takie trudne, a ze mną nie masz się co stresować kruszynko-powiedziałem. -Nie myśl o tym, jak o czymś co musisz umieć, ważne byś czuła się swobodnie i miło-powiedziałem. Schwyciłem ręce Sor i położyłem je na mojej szyi, ta splotła dłonie i spojrzała na mnie. Objąłem ją ponownie i pozwoliłem jej się przytulić do mojego torsu. Po kilku minutach czułem, że czarnowłosa trochę się rozluźniła, począłem więc stawiać kroki i zapoczątkować taniec. Przez chwilę Sor nie mogła się w tym odnaleźć, ale gdy zaczęła patrzeć jak się poruszam zaczęła to powtarzać, może parę razy zdarzyło się jej mnie zdepnąć, ale to normalne. Kiedy szło jej całkiem nieźle, postanowiłem czegoś spróbować.
-Zrobię coś nowego, tylko się nie bój i nie spinaj, jeśli ci nie wyjdzie to trudno, świat się nie zawali-szepnąłem. Dziewczyna przytaknęła, a ja po chwili zakręciłem ją i zatrzymałem w swoich ramionach nadal tańcząc, po czym ją pocałowałem. 
-I widzisz to nie takie straszne kochana-powiedziałem między pocałunkami.
<Soraya?>