7 lutego 2018

Od Eshii Cd. Mii i reszty




- "Wyschnięta trawa, moje imię, to wszystko" - z mojej krtani z trudem dobywa się głos, który brzmi jak chrzęst mielonego żwiru
Wtem czuje malutką rączkę dziecka zaciśniętą na moich trzech palcach. Dotknęła mnie. Potrząsam głową wybudzając się z dziwnego amoku. Odrzucam washikazi jak najdalej od siebie i porywam małą dziewczynkę na ręce.
- Watashi no inochi o sukutte kurete arigatō! Arigatō! Watashi wa anata no saimu-shadesu!* - z wykrzyknieniem padam na twarz przed dziewczynką

Całe moje ciało drży, a po policzkach płyną nieskrywane łzy. Czoło mam przyciśnięte bezpośrednio do podłogi. Jest to najwyższy szacunek i podziękowanie jakie można pokazać w gestach.
Po chwili ponownie czuje malutką rączkę na moim ciele. Delikatnie głaszcze mnie i szepcze, że wszystko będzie dobrze. A ja łkam jak ta sierota, tuląc się do jej stup. W końcu małej udaje się mnie uspokoić.
Nadal w głębokim ukłonie mówię do dziewczynki

- Pani, uratowałaś mi życie, dlatego też, mam dożywotni przywilej chronienia Pani. Jak każe tradycja są tylko trzy sposoby na zdjęcie obowiązku. Jest to śmierć uratowanego lub ratującego. Trzecim sposobem jest uratowanie od nieuchronnej zguby, osoby, która wcześniej uratowała nas. Tak więc związana tym świętym obowiązkiem wykonam każdy rozkaz jaki mi zlecisz. Jeśli tego nie uczynię, splamię swój ród hańbą, którą zmyje jedynie moja własna krew. Słucham twych rozkazów, Pani.

* - Znaczy to mniej więcej "Dziękuję za uratowanie życia! Dzięki ci! Jestem twoją dłużniczką!"

< Przepraszam... Jakieś totalne bezwenie >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz