8 lutego 2018

Od Angeli




Całe szczęście po walce z pomiotami mój dom nie ucierpiał tak bardzo i mogłam wrócić do niego, gdy większość rzeczy wróciła do normy. Był tylko jeden mały problem. Od tamtego czasu czułam pewnego rodzaju pustkę. Kogoś mi jakby brakowało. No tak, głosu w głowie, który dawno się do mnie nie odzywał.. Czyżby się obraził? Nie chciał odzywać i wrócić? Popatrzyłam na gryfa, który siedział przy mojej nodze. Przynajmniej on tu został. Spojrzałam na zapas ziół w szafce i zrozumiałam, że trzeba będzie je uzupełnić. Kazałam więc zwierzęciu zostać w domu i wyszłam, oczywiście ubierając na siebie pelerynę z kapturem.
Nie minęło wiele czasu mojej przechadzki, a poczułam coś dziwnego. Czy ja to czułam wcześniej? To dziwne uczucie, chęć położenia się na ziemi i zaśnięcia. To zmęczenie.. W jednej chwili zatrzymałam się i po prostu runęłam w stronę ziemi, lecz nie upadłam na nią, gdyż ktoś mnie złapał.

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz