23 kwietnia 2018

Od Sorayi CD Simon (BAL)

Gdy Simon zaczął rozczesywać mi włosy odprężyłam się i pozwoliłam mu działać. Delikatnymi ruchami sunął grzebieniem po moich włosach, co przyprawiało mnie o miłe doznania. Od dziecka to uwielbiam, jak ktoś grzebie mi we włosach. Po skończonym fryzjerskim zabiegu pożegnałam się z Simonem i wróciłam do domu.
Minęło kilka godzin. Powoli nastawał czas aby wyszykować się na ten nieszczęsny bal. Gdybym tylko mogła sobie go odpuścić... No ale nie, nie mogę. Wszyscy tam będą. Z pewnością nie obędzie się też bez żadnej wtopy czy kompromitacji, jak to zwykle bywa na tego typu wydarzeniach. Gdy nastała godzina dwudziesta, ja wciąż nie byłam gotowa. Ba! Nawet nie zaczęłam się szykować! Bo co niby miałam ze sobą zrobić? Przecież ja kompletnie nie znam się na dobieraniu stroju, butach, biżuterii czy tam makijażu. Błądziłam po swoim pokoju i bawiłam się z siostrzeńcami. Nawet się nie obejrzałam, a nastała godzina dwudziesta druga trzydzieści. Panika uderzyła mi do głowy. Wyrzuciłam wszystkie swoje ubrania w poszukiwaniu czegoś stosownego na tego typu wydarzenie, lecz nic nie znalazłam. Zbiegłam jak błyskawica na dół i o mało co, a bym stratowała na swojej drodze Anę, która wyglądała jak żywe milion dolarów. Pozazdrościłam jej nagle tego, że jest taka.. kobieca. Nie wiedzieć czemu, ale zachciało mi się ryczeć w pierwszej chwili.
-- Siostro, jeszcze nie gotowa? Simon już na ciebie czeka, wiesz? Wszyscy pewnie już są na miejscu -- Ana zaczęła robić mi wyrzuty. Po chwili jednak westchnęła zrezygnowana. Podparła się pod boki i spojrzała na mnie z litością. -- Wiedziałam. Wiedziałam, że tak to się skończy -- rzekła, a po chwili złapała mnie za rękę i zaciągnęła do swojej sypialni, którą dzieliła z mężem. -- Zawsze jest z tobą tak samo.. No ja nie wiem..! Zaraz wezmę cię w swoje obroty..
-- Ana, daj spokój, ja... Ja nie jestem taka jak ty... -- wymamrotałam zrezygnowana.  -- Ja nie jestem dziewczęca... Nie lubię...
-- Przestań pierdolić! -- krzyknęła moja szwagierka. -- Udowodnię ci, że jesteś. Masz wypaczone zdanie na swój temat. Ale dzisiaj... -- Ana podeszła do swojej ogromnej szafy, otworzyła ją i wyciągnęła z niej ciemno bordową, niemal czarną suknię balową godnej królowej. Od razu rozpoznałam tę suknię. Podeszłam do brunetki powoli, nie dowierzając swoim oczom.
-- Skąd ją masz, to... -- spytałam, jednak Ana uśmiechnęła się widząc moją reakcję i nim skończyłam swoje pytanie weszła mi w słowo.
-- Znalazłam ją w rzeczach twojej matki. Chyba się nie gniewasz za to, co..? Poza tym, musiałam ją wziąć. Taka kiecka miałaby się zmarnować? Po moim trupie..!
-- Nie, nie gniewam się. -- Nagle przed oczami pojawił mi się w głowie obraz mamy ubranej w ten krawiecki majstersztyk. -- Wyglądała w niej cudowne, po prostu pięknie...
-- Ty też będziesz, zaufaj mi -- Ana spojrzała na mnie, w jej oczach zapłonęły dobrze znane mi ogniki. -- No, a teraz ściągaj te swoje łachy. Musimy cię wyszykować! Tak! -- Ana wykrzyczała to tak entuzjastycznie, że niemal się przeraziłam. Powoli zaczęło do mnie docierać, w co ja się właśnie dałam wpakować...
Minęła dobra godzina. Ana właśnie kończyła układać mi włosy, które postanowiła zostawić mi rozpuszczone. Zakręciła je w lekkie fale tak, aby kaskadami padały mi na ramiona i plecy. Były takie miłe w dotyku, lśniące i.. takie ładne. Ale to jeszcze nic. Stałam przed dużym lustrem. Obok mnie stała Ana, uśmiechała się triumfalnie pod nosem. Ja natomiast patrzyłam na swoje odbicie. Wyglądałam jak nie ja. Owszem rozpoznałam siebie ale...
-- To ja...?
-- Mówiłam, że wydobędę z siebie kobietę. Kochana... -- Ana podeszła do mnie, odgarnęła mi włosy na plecy i popatrzyła jeszcze raz na mnie z dumą. -- Tylko spójrz na siebie. Jesteś piękna. Warta miana półbogini, a nawet i pełnokrwistej. Faceci będą wielbić ziemię po której będziesz stąpać, zobaczysz. Gwarantuję ci to.
Zapierająca dech w piersiach piękność uśmiechnęła się na słowa Any, lecz zaraz zdałam sobie sprawę, ze przecież to ja się uśmiecham. To ja jestem tą pięknością w lustrze.
Zaraz miała wybić dwunasta. Byłam już mocno spóźniona, a mimo to szłam ciemnym korytarzem Akademii do miejsca, skąd docierała do mnie muzyka. Po drodze dopadł mnie lekki kaszel, lecz zignorowałam go i zawroty głowy. Postanowiłam to zignorować.

champagne & pizza: can't stop looking at this

Wreszcie dotarłam na miejsce. Lekko zdyszana, ale zdążyłam, przed ostatnim biciem zegara. Stanęłam u szczytu schodów i rozejrzałam się po ogromnej sali balowej. Wyczułam gdzieś obecność Simona. Poprawiłam czarną maskę na twarzy i powoli, sunąc po schodach w tych śmiercionośnych butach zaczęłam schodzić na dół.


wine red prom dress,ball gown evening dress,long prom dresses 2018,formal evening gowns,burgundy prom dress,burgundy evening dress,

Pokonałam schody. W tłumie dostrzegłam mojego partnera. Stał pośród tłumu i patrzył w moją stronę. Zaczęłam iść w jego kierunku...


< Simon ^^ ? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz