- Kim ty do diabła jesteś?! - wrzeszczy przerażony gdy odwracam się od niego i odchodzę. Nie zabiję go. Niech cierpi w ten sam sposób, chodź sto razy gorszy. Niech cierpi w samotności. Albowiem nikt, nigdy nie poda mu już pomocnej dłoni.
- Kim jestem? Kim byłam! Byłam twoja małą ostoja. Małym dzieckiem, które bezgranicznie ufa swojemu ojcu. Tak. Ty byłeś moim ojcem. Byłeś nim gdy zdradziłeś nasz kraj, gdy zabiłeś moją mamę, a twoja żonę, gdy zabiłeś trójkę mojego rodzeństwa. Byłam nią gdy pozbyłeś się wszystkich ktorych kochałam. Przestałeś nim być, gdy przed chwilą padłeś przedemną na kolana błagając mnie o litość!
- Ale ja nie jestem twoim ojcem! Nigdy nie miałem żony! Znalazłaś nie tego człowieka!
- Kim więc jesteś? - spytałam przykładając mu do szyi klingę
- Ja...ja...ja jestem jedynie sobowtórem! Pracuje dla Scorpiusa!
- Dlaczego? - warczę a kolesia, przecinając lekko jego skórę na szyi
- Dla pieniędzy! - wrzeszczy przerażony, trzęsąc się ze strachu
- Wystarczy - To mówiąc odchodzę, zostawiając, człowieka tak podobnego do mojego ojca, na zgliszczach wielkiego pałacu Muhdiego
< Ktoś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz