Siedziałem z założonymi rękoma w przyciemnionym pokoju, do którego wpadało stłumione przez zasłony na oknach światło. Co chwilę ktoś przychodził i powtarzał, że ten, który mnie wezwał niedługo się zjawił. Zaczynam tracić cierpliwość. Nagle drzwi za stołem przede mną się otworzyły ze zgrzytaniem. Usłyszałem mocny, męski głos. Facet mówiąc usiadł na krześle po drugiej stronie.
- tak jak już wcześniej wspominałem, oto lista tych, których ma Pan "usunąć" - jedną dłonią przysunął w moją stronę kopertę. Nie odwracając od niego wzroku, powoli ją otworzyłem i bez słowa zerknąłem na nazwiska.
- ci ludzie nie są Cierniowi potrzebni a tylko mogą sprawić problem, dla tego Pańskim zadaniem jest pozbyć się ich jak najszybciej.
- mówi Pan to tak, jak by mnie interesowało, dla czego mam się ich pozbyć - stwierdziłem z dosyć bezczelnym uśmiechem.
- cóż... słyszałem, że ostatnio sporo czasu spędzałeś na Eter, więc... - zanim zdążył dokończyć, przerwałem mu unosząc dłoń w górę.
- od razu pragnę podkreślić, że jestem zabójcą. Nie wybieram strony po której działam, tylko tych którzy mi więcej zapłacą - powiedziawszy to ponownie spojrzałem na swego rozmówcę. - a skoro o pieniądzach mowa..
- nie musi się Pan o to martwić, czeka Pana sowita nagroda.
- mam nadzieję. Pozbawienie życia czterech osób wymaga pewnego wysiłku - mówiąc sięgnąłem po jeden z noży i obróciłem go w dłoni.
- nie dla Pana. - słysząc te słowa uśmiechnąłem się szeroko.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz