Spałam sobie, śniąc na jawie o tym, jakie to przewrotne bywa ludzkie życie. Innym świat wali się na głowię, gdy jeszcze innym staje on otworem. Ostatnie tygodnie mojego życia przypominały bardziej sen niż zwykłą rzeczywistość, a wszystko to za sprawą Simona. To właśnie dzięki niemu czułam się jak we śnie. Niekończącej się baśni.
Zbudziło mnie delikatne łaskotanie po skórze twarzy i szyi. Zaspana, uśmiechnęłam się jednocześnie wiercąc się w skołtunionej pościeli. Było mi niebywale ciepło i przyjemnie. Może dlatego, że po upojnej nocy pełnej uniesień, mogłam wyspać się do woli? Ostatnia noc z pewnością zapadnie w mojej pamięci na bardzo długo. Kocham cię. Te dwa słowa wciąż odbijały się w mej głowie cichym echem. Kocham cię. Jak cudownie było to słyszeć. Właśnie wtedy. Jednocześnie poczułam Simona nie tylko w sobie dosłownie, ale także w przenośni. Wygląda na to, że na stałe zamieszkał w moim sercu i głowie.
I wcale mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie! Czułam szczęście, tak wielkie. Niemal nie do opisania. Po zakomunikowaniu przez anioła, iż śniadanie już czeka na stole, otworzyłam oczy, by spojrzeć wciąż lekko zaspanym wzrokiem na boskiego syna Oromisa. Na litość boską, te rozwichrzone czarne włosy, rozpięta koszula i błyszczące oczy sprawiły, że w dwie sekundy otrzeźwiałam. Jego męskie piękno dopiero wtedy poraziło mnie najmocniej. Simon to, wraz z Orionem, najprzystojniejszy facet, jakiego dane mi było ujrzeć. Jestem prawdziwą szczęściarą mogąc patrzeć na niego właśnie w takim wydaniu. Przekręciłam się na brzuch, posyłając mu lekki rozmarzony uśmiech. takie zachowanie jest zupełnie do mnie niepodobne. Lecz co poradzę, jestem kobietą, a kobiety tak właśnie reagują na przystojnych herosów. Leżałam nago, z roztrzepanymi włosami i podpierając się prawą ręką patrzyłam na Simona. Czarnowłosy usiadł obok mnie. Uśmiechał się tak samo jak ja. Wyciągnął dłoń, by przejechać opuszkami palców po mej nagiej skórze pleców. Dojechał aż do kości ogonowej, a następnie powtórzył tą samą czynność z drugą stronę docierając aż do mojej twarzy. Wtuliłam policzek w jego rozkosznie ciepłą dłoń, przymykając na chwilkę powieki. Po tej dłuższej chwili czułości postanowiłam wstać. Postałam z łóżka, zostawiając na nim anioła. Podążyłam w stronę łazienki wolnym krokiem, zarzucając długie włosy do tyłu, by zakryły paskudne blizny pooperacyjne na plecach.
Wróciłam z łazienki umyta. Ubrałam na siebie wczorajszą koszulę Simona. Tą, którą miał podczas naszej kolacji. Do tego nałożyłam na siebie tylko dolną część bielizny, którą zgarnęłam z podłogi. Udałam się do kuchni, skąd docierał do mnie przepyszny zapach naleśników. Usiadłam naprzeciw anioła, chwytając w dłonie sztućce. Zaciągnęłam się słodkim zapachem czekolady i truskawek.
-- Bal... Na serio musimy na niego iść? -- spytałam po dłuższej chwili, w tym samym momencie sięgnęłam po szklankę z wodą. -- Nie przepada za takimi wydarzeniami. Pełno ludzi, sztywna etykieta i.. alkohol.
< Simon..?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz