Obecność Antonia jakoś mnie uspokajała, a równocześnie jednak denerwowała..jak nigdy w życiu żadna osoba.. żadna osoba mnie tak bardzo nie denerwowała. Lubię i nie cierpię go jednocześnie.
Zamknęłam oczy, i otworzyłam je dopiero gdy poczułam jego dłoń na mojej, a na ciele przebiegło mi tysiące dreszczy. Nie mogłam tego skontrolować, każdy jego dotyk działał..właśnie tak.
-Czy to jest lek, który ci pomaga?-zapytał pokazując fiolkę z antidotum.. Myślałam że już ich nie ma..byłam tego pewna.. skąd on ją wytrzasnął? Może ja już jestem taka ślepa. Kiwnęłam na znak, iż to to. Po chwili już chłopak pomógł mi usiąść i podał mi lek. Wzięłam fiolkę i wypiłam zawartość do dna. Od razu nastąpiła długo wyczekiwana ulga. Antonio odłożył puste szkło na stolik, a ja dochodziłam już powoli do siebie. Czułam nadal tę potworne uczucie, jakby ktoś chciał nade mną zapanować..ale to już nie działało wraz z bólem.
Odetchnęłam i spojrzałam na zielonookiego.. Dlaczego on musi być..taki. Uśmiechnął się do mnie, ja złapałam się na tym, że patrzę na niego zdecydowanie za długo.
-Już lepiej...dziękuję.-powiedziałam patrząc na białą pościel.
Wstałam powoli z łóżka.
~Czy na pewno jest lepiej?-usłyszałam głos Spire.
-Tak, lepiej-powiedziałam. Kiedy się zorientowałam, że powiedziałam to na głos, dodałam.-musiałam odpowiedzieć Spire. Antonio dziękuję za pomoc, jest wszystko już dobrze, więc możesz..-przez chwilę straciłam równowagę, jednak szybko ją odzyskałam, poczułam Antonia zaraz za sobą.. Poradziłam sobie sama..nie jest mi potrzebny, czego on tu chce..
Chwilę stoimy tak, jednak odwracam się do niego i patrzę mu prosto w oczy..co było błędem bo są zbyt.. odpychające! Tak odpychające! Jednak odkleić się od nich nie mogę...
Nieświadomie, a może i świadomie pozwalam na to by Antonio położył swoje dłonie na mojej talii.
Ciągle go obserwuję, nie wiedząc czemu.
-Co robisz?-pytam w końcu.
<Antonio?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz