Było już po wszystkim. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom i uszom. Pierwszy dźwięk, jaki wydało... moje dziecko... Moje... Moja córka.... A kiedy podano mi ją na ręce, taką drobną, kruchą i bezbronną, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Niesamowite, co się dzieje z człowiekiem w takich chwilach. Cały świat zamiera. Grawitacja przestaje działać. Moja córka... Z miejsca to małe zawiniątko w moich ramionach, kwilące, takie maleńkie, stało się dla mnie najważniejszą istotą na świecie.
Spojrzałem na Arrow, która odpoczywała po długim porodzie na łóżku. Tobiraya ją badał, sprawdzał czy wszystko w porządku. Arrow to silna kobieta. Poradziła sobie wspaniale. Dała mi przepiękną córkę. Jestem z niej dumny, no po prostu dumny. Posłałem białowłosej na łóżku szeroki uśmiech. Już od bardzo dawna nie czułem takiego szczęścia jak w tamtej chwili. Jakby ostatnie siedem lat w ogóle nie istniało. Powrócił stary "ja". Oktay, który umarł wraz z bliskimi tamtego krwawego dnia...
-- Cześć Lyra, to ja, twój tatuś -- wyszeptałem do malutkiej istotki opatulonej w biały kocyk. Skóra mojej córeczki była niemal tak jasna ja materiał, w którym ją trzymałem. Jej delikatne blond włosy, ta karnacja i... rodowa barwa tęczówek Dreyarów - niezbity dowód na to, że to krew z mojej krwi. -- No popatrzcie tylko, po prostu wykapany ja!
-- Ciszej, nie krzycz bo ją wystraszysz...! -- Do pokoju weszła Ana. Podeszłą do mnie, wyciągnęła ręce i czekała, aż podam jej małą. Uczyniłem tak, ostrożnie oddałem Lyrę Anie, która ułożyła sobie niemowlę wygodniej na rękach. Cóż, jako matka bliźniąt ma w tym o wiele większą wprawę, niż ja.
-- Jest śliczna. Niczym mała laleczka -- nawet moja szwagierka nie mogła się napatrzeć na moje dziecko.
Moje dziecko.
Jak to cudownie brzmi. Uśmiechnąłem się pod nosem uświadamiając sobie, że oto ja, Oktay Dreyar, zostałem właśnie ojcem.
< Reszta? >
Spojrzałem na Arrow, która odpoczywała po długim porodzie na łóżku. Tobiraya ją badał, sprawdzał czy wszystko w porządku. Arrow to silna kobieta. Poradziła sobie wspaniale. Dała mi przepiękną córkę. Jestem z niej dumny, no po prostu dumny. Posłałem białowłosej na łóżku szeroki uśmiech. Już od bardzo dawna nie czułem takiego szczęścia jak w tamtej chwili. Jakby ostatnie siedem lat w ogóle nie istniało. Powrócił stary "ja". Oktay, który umarł wraz z bliskimi tamtego krwawego dnia...
-- Cześć Lyra, to ja, twój tatuś -- wyszeptałem do malutkiej istotki opatulonej w biały kocyk. Skóra mojej córeczki była niemal tak jasna ja materiał, w którym ją trzymałem. Jej delikatne blond włosy, ta karnacja i... rodowa barwa tęczówek Dreyarów - niezbity dowód na to, że to krew z mojej krwi. -- No popatrzcie tylko, po prostu wykapany ja!
-- Ciszej, nie krzycz bo ją wystraszysz...! -- Do pokoju weszła Ana. Podeszłą do mnie, wyciągnęła ręce i czekała, aż podam jej małą. Uczyniłem tak, ostrożnie oddałem Lyrę Anie, która ułożyła sobie niemowlę wygodniej na rękach. Cóż, jako matka bliźniąt ma w tym o wiele większą wprawę, niż ja.
-- Jest śliczna. Niczym mała laleczka -- nawet moja szwagierka nie mogła się napatrzeć na moje dziecko.
Moje dziecko.
Jak to cudownie brzmi. Uśmiechnąłem się pod nosem uświadamiając sobie, że oto ja, Oktay Dreyar, zostałem właśnie ojcem.
< Reszta? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz