Szedłem spokojnie ciemnym korytarzem, jedynie oświetlonego przez kilka pochodni. Szukałem na ścianach, na ceglanym podłożu czegokolwiek..jakiejś poszlaki, która wskazałaby mi gdzie, czego i jak szukać.. Ale nic. Nic nie widziałem..ani nie czułem..do czasu. Zatrzymałem się i wczułem w otaczające mnie powietrze.. Aż po chwili zjawiła się prze de mną moja niebieskowłosa, a z jej nosa ponownie spływała krew. Szlag.
-A-Aven... Obiecałam ci pomóc... Proszę. Pozwól mi. Chcę, abyś mógł zdobyć ten medalion z moją pomocą... Proszę...-powiedziała i ucałowała mnie w nos. Zmieniłem się w człowieka mimo bólu, który chciał mnie odciągnąć od tego pomysłu. Ująłem jej twarzyczkę ciągle patrząc w jej niebiańskie oczy.
-Nie jest tu bezpiecznie... Ale ze mną, nic ci nie grozi...-powiedziałem. Wiedziałem, że będę musiał mieć ją na oku, nie może jej się nic stać. Ale szczerze wolę ją tu przy mnie, niż gdzieś dalej gdzie nie będę w stanie jej obronić..pomóc. Mruknąłem i zmieniłem się z powrotem w czworonożnego zwierza.
-Oczywiście, że nic mi nie grozi, skoro mój książę jest obok mnie i mnie wspiera tak bardzo... Dziękuję ci. A teraz chodź. Może uda nam się znaleźć właśnie tutaj ten medalion i wreszcie będziesz szczęśliwy...-Chciałem wyruszyć dalej, ale zatkało mnie gdy Mira powiedziała do mnie "książę".. lecz po chwili jakby ucieszył mnie ten fakt i to nawet niezmiernie, normalnie sam się nie poznawałem.
~My będziemy szczęśliwi-pomyślałem. Udałem się zaraz za Mirą by odkryć dalsze zakamarki ruin. Wyrównałem tępa i zaczęła się nasza "przygoda" w tym miejscu.
----
Zaczęliśmy biec przed siebie, oczywiście wyprzedziłem Mirę o długi kawałek. Biegnąc do przodu prawie nie zauważyłem przepaści w dół.. Szybko się zatrzymałem, popatrzyłem w kierunku Miry, która jeszcze biegła.Zaryczałem by się zatrzymała, lecz zbyt późno. W mgnieniu oka trzymałem ją w swoich ramionach pod postacią człowieka, ta drżała, a ja przytuliłem ją do siebie.. Mogłem ją stracić, stracić kogoś na kim najbardziej mi zależy.
-Już wszystko dobrze maleńka. Nic się nie stało.-powiedziałem. Spojrzałem na wyrwę w ziemi.
-Będziemy musieli to przeskoczyć, jako ludzie nie damy rady, jest to nie do pokonania. Ale jako tygrys owszem. Będziesz musiała mi zaufać.-powiedziałem. Mira wzięła parę wdechów i popatrzyła na mnie.
-Ufam-rzekła. Postawiłem ją na ziemi.
-Zmienię się w tygrysa, a ty wejdziesz mi na grzbiet. Uda się tylko musisz się mnie trzymać i nie puszczać. Jeśli nawet myślisz że mnie by to zabolało. Zrozumiałaś?-zapytałem. Mira przytaknęła w odpowiedzi, więc przemieniłem się. Chwilę jednak musiałem ustać w miejscu, ponieważ te ciągłe zmiany oraz ból nie do wytrzymania trochę mnie wykończyły. Poczułem dłonie dziewczyny i od razu wróciłem do siebie, nie chcę by się o mnie martwiła..mnie z resztą zaraz przejdzie.
Mruknąłem lekko, a po chwili miałem już niebieskowłosą na grzbiecie. Cofnąłem się o wiele od przepaści i zacząłem się rozpędzać, w końcu skoczyłem. Czułem jak Mira wbija paznokcie w moją skórę, ale nie sprawiło mi to tyle bólu, najważniejsze, że się trzyma. Opadłem tuż na krańcu, nagle grunt pod łapami się zsuwał, musiałem szybko reagować. W porę znalazłem się wraz z dziewczyną na bezpiecznym gruncie.
<Mirajane?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz