Zamknęłam z przerażenia oczy, mocno wtulając się w Avena. Liczyłam do dziesięciu, aby zapomnieć o tym, że mogliśmy zginąć. Jednak bardzo ufałam dla niego i nie mogłam mu pokazać, że się boję. Oczywiście, nie udało mi się to w stu procentach, lecz kiedy znaleźliśmy się z powrotem na ziemi, rozejrzałam się. Dziwnie tutaj... Czułam lodowaty powiew wiatru. Gdzieś jest przeciąg. Ruszyłam z tygrysem u boku przed siebie. Mieliśmy kilka rozwidleń. Zaczęłam myśleć bardzo dokładnie i ostrożnie. Jeżeli skądś wieje wiatr, to znaczy, że tam jest przejście na zewnątrz. Wykluczyłam w ten sposób jedno z czterech przejść. Skupiłam na pozostałe trzy swoje spojrzenie. Jedno było bardzo jasne, aż za jasne... Coś było w nim nie tak. Kiedy Aven się rozglądał, nałożyłam na uszy słuchawki, po czym pstryknęłam, nim się skapnął, że używam Minimum. Od razu ruszyłam biegiem pierwszym korytarzem.
---
Kiedy przebiegłam już każdy, znalazłam odpowiednie wejście. Wróciłam do Avena jak gdyby nigdy nic, starając się ukryć płynącą ciurkiem krew z nosa. Niezbyt skutecznie, ale kiedy krwawienie ustąpiło, wskazałam prawidłową drogę dla mojego towarzysza. Lekko się chwiałam na nogach.
~Mirajane...-usłyszałam mojego smoka- Miałaś nie nadużywać Minimum...
~Przepraszam Bianaid... To dla dobra Avena...
Wiedziałam, że to głupota... Ale bardzo mi na nim zależy, nie ważne jak śmiesznie by to brzmiało. Spojrzałam kątem oka na tygrysa, ciężko oddychając. Opadłam się na moment plecami o ścianę.
-P-Poczekaj chwilkę...-szepnęłam, ocierając kolejną porcję krwi cieknącą mi z nosa.
<Aven?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz