Byliśmy już bezpieczni, a to najważniejsze.. Widziałem, że z Mirą nie jest najlepiej..lecz kiedy zemdlała od razu zmieniłem się w człowieka, spostrzegłem w tedy na swej dłoni znak..znak smoczego jeźdźca, a więc jednak, to jajo jest moje. Podczas tej przemiany nie czułem bólu..co dziwne.. Amulet.no przecież.
Wziąłem Mirę na ręce i skierowałem się do środka budynku, wprost do jej pokoju. Położyłem ją na łóżku, po czym na jej czoło położyłem mokry ręcznik. Jajo ułożyłem w bezpiecznym miejscu, i od razu poszedłem do skrzydła szpitalnego, gdzie po ubłaganiu dostałem leki dla Miry, chcieli ją zobaczyć, ale wiem że ta by tu minuty nie wysiedziała. Podziękowałem więc za leki i nowe opatrunki na nogę i wróciłem do dziewczyny.
Kiedy wszedłem do jej pokoju, zauważyłem że ta już się przebudziła, na szczęście.
-Wszystko będzie dobrze.-powiedziałem i usiadłem przy niej. Podałem jej leki zgodnie z zaleceniami i spowrotem wylądowałem przy niej na łóżku.
Położyłem swoją dłoń na jej policzku i lekko pogładziłem, ta uśmiechnęła się lekko, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
-udało nam się-szepnęła.
Chwyciłem ją ostrożnie i posadziłem na sobie, pozwoliłem jej by się przytuliła, również ją obejmując.

Jej ciepło, jej dotyk, jej zapach, cała jej osoba budziły we mnie takie uczucia których nigdy nie odczuwałem przy żadnej innej kobiecie.
-Kocham Cię-powiedziałem.
<Mirajane?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz