30 marca 2018

od ???

- dostarczyłam informacje, o które prosiliście, teraz twoja kolej - obrzuciłam mężczyznę siedzącego na przeciw mnie bez emocjonalnym spojrzeniem. Powoli wyciągnęłam w jego kierunku otwartą dłoń. Przez jego opanowaną twarz przebiegł grymas niechęci. Sięgnął ręką do szuflady biurka i wyciągnął z niej sporą sakiewkę. Chwilę jakby się namyślał po czym przekazał mi ją. Podrzuciłam worek w dłoni.
- hej, umawialiśmy się na więcej forsy, co to ma znaczyć? - w błyskawicznym tempie wyciągnęłam sztylet i unosząc się nad stołem przyłożyłam mu go do gardła - czyż nie ostrzegałam, że ze mną nie leci się w kulki, hę? - zapytałam z gniewem. Mężczyzna nawet nie drgnął. Jego twarz przyozdobił delikatny uśmiech, czym bardziej mnie rozgniewał.
- zamiast reszty pieniędzy mam dla ciebie coś, co może cię o wiele bardziej zainteresować - stwierdził.
- obyś się nie mylił.. - syknęłam. Wtedy on wyciągnął z szuflady spory kawał papieru. Rozłożył go na stole, a moim oczom ukazała się mapa.
- jakiś czas temu słyszałem, że na wyspie zwanej Eter obecnie przesiaduje ten, o którego kiedyś pytałaś, jak mu tam było? - przyjrzał mi się badawczym wzrokiem. Wycofałam się z powrotem na fotel. Z zastanowieniem przyłożyłam dłoń do twarzy i gniewnie ściągnęłam brwi.
- ...Antonio... - powiedziałam po chwili. - jesteś pewien, że to on? - zapytałam.
- tak, to na 100% on. Uczęszcza do znajdującej się w centrum wyspy Smoczej Akademii - facet dokładnie wskazał mi jak dotrzeć na Eter i wyjaśnił jeszcze kilka spraw. Tak. To rzeczywiście było warte części kasy. Po pewnym czasie opuściłam budynek. Była noc i puste ulice. Skierowałam się wprost do portu. Popłynę pierwszym statkiem by dotrzeć na Eter jak najszybciej.
- Dorwę cię gówniarzu! Jeszcze będziesz żałował tego, co mi zrobiłeś!

C.D.N.

29 marca 2018

Od Antonia CD Ariana

Czekałem na Arianę już dosyć długo. Mieliśmy jak co dzień odbyć poranny trening, lecz ona nadal się nie pojawiła. Co prawda dzisiaj wieczorem ma odbyć się bal, lecz Ariana nie jest z tych, które potrzebują całego dnia na wyszykowanie.. nie przepuściła by treningu. A może.. może to przez wczoraj? Może rzeczywiście posunąłem się za daleko? Może nie chce mnie widzieć na oczy?
W tej samej chwili usłyszałem głośny, przeraźliwy ryk smoka. Lluvia, która bawiła się z innymi smokami, mimo iż jest już dorosła, w trakcie "smoczej zabawy" oberwała. Jej skrzydło zostało przygniecione drzewem. Nie czekałem ni chwili i wezwałem Adris.

....

Minęło jeszcze trochę czasu. Dalej czekałem. Moja smoczyca została zabrana na badania. Zostałem tu tylko dla tego, że zapewniono mnie, iż nic jej nie będzie. Czekałem jeszcze na Ari, lecz nie przychodziła. Rozejrzałem się dokoła. Gdzieś w zagajniku przy którym trenowaliśmy dostrzegłem kilka kolorowych kwitów więc wstałem i poszedłem między drzewa. Kiedy przyglądałem się roślinom, ze smutkiem stwierdziwszy, że to tylko chwasty, usłyszałem szelest za plecami. Kiedy wyjrzałem zza krzaczorów dostrzegłem Arianę. Jednak przyszła! Rozglądała się. Kiedy zauważyłem, że gotowa jest odejść, szybko a za razem bezdźwięcznie dotarłem do niej i chwyciłem ją za rękę. Dziewczyna odwróciła się a nasze oczy się spotkały.
- myślałam, że.. cię nie ma.. - powiedziała po chwili. Uśmiechnąłem się do niej i pogładziłem dłonią po policzku pięknej panny.
- dla czego miało by mnie nie być? - zapytałem wpatrując się w jej oczy - Na ciebie czekał bym nawet do wieczora - stwierdziłem. Była chyba zaskoczona tą odpowiedzią. Odwróciła wzrok, jakby bała się w ogóle na mnie spojrzeć. Wtedy coś mi przyszło do głowy. Jednym szybkim ruchem odepchnąłem ją od siebie i dobyłem jednego ze swych mieczy.
- broń się! - krzyknąłem wyciągając w jej stronę rękę z bronią tak, że czubek miecza był tuż przed jej twarzą. W końcu nie ma nic bardziej orzeźwiającego niż trening!

<Ariana?>

Od Ariany CD Antonio

Każde dotknięcie Antonia powodowało u mnie falę gorąca.. dreszcze.. Kiedy schodził z pocałunkami jeszcze niżej zaczęłam pojękiwać.. A kiedy się odsónął było mi tego brak. Odszedł zostawiając mnie samą w pokoju. Stałam przez dłuższą chwilę zastanawiając się co się ze mną dzieje. Brunet powodował iż w mojej głowie powstawał mętlik.. Kiedy będę gotowa.. 
~Ari, wszystko w porządku?-usłyszałam głos Spire w mojej głowie. 
~T..tak-odpowiedziałam. Zamknęłam oczy i momentalnie wszystko do mnie dotarło.. Zakochałam się.. ja zakochana w Antonio.. 
Otrząsnęłam się i weszłam z powrotem do łóżka. Nie mogłam pojąć co ze mną robiła obecność Antonia.
---
Obudziłam się dosyć późno jak na mnie. Już dawno byłabym ogarnięta i gotowa na trening.. Trening! Właśnie.. Zapomniałam, że o dziewiątej miałam być na treningu z brunetem.
Wyskoczyłam z łóżka jak strzała i równie szybko pognałam do łazienki by się ogarnąć.
Kiedy tylko byłam gotowa wyszłam z pokoju i zakluczyłam drzwi.
Co ze mną nie tak?.. To tylko trening z Antonio. To tylko Antonio..
Tak zawsze sobie powtarzam, a w mojej głowie..sercu dzieje się zupełnie co innego.
----
Dotarłszy do miejsca spotkania byłam w lekkim zaskoczeniu, ponieważ nie było tu zielonookiego.
Chciałam odpuścić i udać się z powrotem do pokoju, lecz nagle ktoś chwycił mnie za dłoń, kiedy się odwróciłam, dostrzegłam te dobrze mi znane tęczówki, te dobrze mi znane pasma brąz włosów.
-Myślałam że..nie ma cię-odparłam patrząc na niego.
<Antonio?>

26 marca 2018

Od Armaro


[perspektywa narratora]
Zanim w ogóle brat Shurimy cokolwiek zrobił w celu przeniknięcia do akademii, upłynęło trochę czasu. Cóż... Nie śpieszyło mu się zanadto. Najedzony do syta przepiękną energią życiową oraz po udanym wieczorku rozluźniającym z jego ostatnią ofiarą złapał pewną zapobiegliwość. Poza tym, co nagle to po diable, więc wolał nieco ostrożniej wszystko zacząć. Żeby jego plany się ziściły, musiał być bardzo ostrożny. Dobra! Co ja gadam! Po prostu nagle mu się wszystkiego odechciało i zrobił sobie jeden dzień wolnego. Co w tym czasie robił? Zakupy oczywiście! 
Jak mu pewne źródła doniosły niedługo w jakże cudownej placówce zbawicieli świata, zwanej Smoczą Akademią, miał się odbyć bal, na którym pojawić się musiało z pewnością wiele ważnych osobistości. W tym główni mieszkańcy pałacu - adepci. Grzechem by było nie wykorzystać takiej cudownej okazji, w celach rozrywkowych oczywiście. Bo przecież nie zależało mu aż tak mocno na samych jeźdźcach, a tylko na Shurimie. Och, słodka czarownica jeszcze nie wiedziała co ją czeka ze strony martwego, dla niej, starszego braciszka. Chociaż przy okazji wywołanie chaosu mogło być całkiem dobrym dla niego zajęciem. 
Nie obchodził go los tych ludzi. Dla Armaro mogli równie dobrze umrzeć. Jednak byli swego rodzaju środkiem do celu. Gardził większością ich populacji, a jednocześnie potrzebował. Ot! Taki mały paradoks! Wracając jednak do jego zakupów... Jako przystojny, pełen uroku, czarujący mężczyzna musiał dobrać sobie odpowiedni strój na taką uroczystą zabawę! Przecież nie mógł niestety założyć swojego płaszcza! Do tego jeszcze musiał kupić perukę.
Idąc ulicą skrzywił się paskudnie na tą myśl. Pomimo nielubienia swoich wiecznie zmieniających kolor włosów, nie chciał ich przykrywać. pogodził się już z tą upierdliwą częścią siebie, a i nieswojo mu było w jakimkolwiek nakryciu. Zmienny jak kobieta, taki czasami był. Kapryśny, niezdecydowany - zdawał sobie z tego sprawę i to dosyć mocno. Czy mu to przeszkadzało? A skądże! Kochał siebie jak nikogo innego. No może Shurimę darzył większym uczuciem. Poza nią, nikt w całym jego życiu nie zasługiwał zdaniem mężczyzny na jego jakąś szczególnie większa uwagę. Ludzie wiadomo - robactwo. 
-Konieczność, konieczność! Ach ta potrzeba autentyczności! - Westchnął przeciągle podchodząc do jednej z licznych, przeszklonych witryn sklepowych. Jak przypuszczał po wspaniałej, kolorowej ekspozycji, był to jeden z lepszych sklepów ze specjalnymi kreacjami. Jak wcześniej wspomniałem, nie zamierzał ubierać się w byle co.

[Perspektywa Armaro]
Idąc po kreację na bal myślałem, że umrę z tego smrodu. W moje nozdrza niemal od samego przekroczenia progu pokoju uderzył paskudny odór ludzi. Pot, głupota, chytrość, nielojalność... To wszystko owinęło mnie niczym trujące pnącza, czekające tylko na moment, w którym mogłyby mnie zabić do końca. Obrzydliwa, plugawa rasa i poważna wpadka ewolucji niszcząca naszą krainę.
Mijając głupiutkie panny czy zwykłych pijaków miałem ochotę zwymiotować. 
Cudem dotarłem, do jak się zdaje, całkiem przyzwoitego sklepu z szatami na bal. Przecież nie ubiorę cudownego siebie w jakieś pospolite ubrania dla plebsu! Co to to nie! Szanuję się! Koszula, spodnie i do tego marynarka? Takie biedackie! Dla mojego umięśnionego ciała musiałem mieć coś, co podkreśliłoby jeszcze bardziej to, czym tak zawsze zachwycają się wszystkie panny. Szkoda tylko, że były takie płytkie. Chociaż raz chciałem posmakować energii oraz ciała jakiejś minimalnie rozumnej przedstawicielki podgatunku zwanego ludźmi. No nic, nie można wymagać za wiele żeby się potem nie rozczarować.
Chwyciłem za staromodną klamkę i chciałem otworzyć drzwi, gdy nagle ktoś mnie uprzedził z drugiej strony, w efekcie czego poleciałem swoim tyłkiem na ziemię. Jak tylko uniosłem wzrok na sprawcę mojego upadku moje brwi poleciały wysoko. Zagwizdałem po nosem.
-Nie spodziewałem się ciebie tutaj Nerisso!

C.D.N


25 marca 2018

od Antonia CD Ariana

Zimną dłonią zacząłem gładzić dziewczynę po plecach, przez co wyginała się do przodu i nie świadomie przysuwała bliżej mnie, czasami wydając z siebie ciche jęknięcie. Cały czas również pogłębiałem pocałunek. W pewnym momencie przygryzłem dolną wargę dziewczyny, przez co wydała z siebie głośny jęk. To była muzyka dla moich uszu. Słyszeć głos Ariany w taki sposób przekształcony. Pocałunki przeniosłem niżej, na szyję dziewczyny. Ustami zwyczajnie ją całowałem, lub delikatnie muskałem po skórze doprowadzając dziewczynę do szaleństwa. Czasem zostawiałem na jej szyi widoczne malinki. Czułem każdy jej dreszcz, każde dygnięcie. To było piękne. I wtedy do mnie dotarło. Bolesna prawda, ale prawda. Odsunąłem się od Ariany, przez co dziewczyna popatrzyła  na mnie pytająco. Jej ciemne włosy były całe rozczochrane a bluzka uniesiona w górę, odsłaniając brzuch dziewczyny.
- wybacz.. - powiedziałem opierając rękę na szyi - zadziałałem zbyt pochopnie. Ja może i bym tego chciał ale ty nie chcesz - powiedziałem i spojrzałem jej w oczy. Dalej była widocznie oszołomiona. Uśmiechnąłem się - chcę to zrobić z tobą, gdy będziesz gotowa - dodałem po czym ruszyłem w stronę drzwi. Minąłem ją jakby nigdy nic. Zatrzymałem się dopiero przy wejściu i odwróciłem głowę lekko, po to tylko by usłyszała - Dobranoc. Widzimy się jutro na balu. - po tych słowach wróciłem do swojego pokoju, zostawiając samą Arianę..

<Ariana?>

Od Sorayi ( Być może koniec...? )

Spałam sobie, śniąc na jawie o tym, jakie to przewrotne bywa ludzkie życie. Innym świat wali się na głowię, gdy jeszcze innym staje on otworem. Ostatnie tygodnie mojego życia przypominały bardziej sen niż zwykłą rzeczywistość, a wszystko to za sprawą Simona. To właśnie dzięki niemu czułam się jak we śnie. Niekończącej się baśni.
Zbudziło mnie delikatne łaskotanie po skórze twarzy i szyi. Zaspana, uśmiechnęłam się jednocześnie wiercąc się w skołtunionej pościeli. Było mi niebywale ciepło i przyjemnie. Może dlatego, że po upojnej nocy pełnej uniesień, mogłam wyspać się do woli? Ostatnia noc z pewnością zapadnie w mojej pamięci na bardzo długo. Kocham cię. Te dwa słowa wciąż odbijały się w mej głowie cichym echem. Kocham cię. Jak cudownie było to słyszeć. Właśnie wtedy. Jednocześnie poczułam Simona nie tylko w sobie dosłownie, ale także w przenośni. Wygląda na to, że na stałe zamieszkał w moim sercu i głowie. 
I wcale mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie! Czułam szczęście, tak wielkie. Niemal nie do opisania. Po zakomunikowaniu przez anioła, iż śniadanie już czeka na stole, otworzyłam oczy, by spojrzeć wciąż lekko zaspanym wzrokiem na boskiego syna Oromisa. Na litość boską, te rozwichrzone czarne włosy, rozpięta koszula i błyszczące oczy sprawiły, że w dwie sekundy otrzeźwiałam. Jego męskie piękno dopiero wtedy poraziło mnie najmocniej. Simon to, wraz z Orionem, najprzystojniejszy facet, jakiego dane mi było ujrzeć. Jestem prawdziwą szczęściarą mogąc patrzeć na niego właśnie w takim wydaniu. Przekręciłam się na brzuch, posyłając mu lekki rozmarzony uśmiech. takie zachowanie jest zupełnie do mnie niepodobne. Lecz co poradzę, jestem kobietą, a kobiety tak właśnie reagują na przystojnych herosów. Leżałam nago, z roztrzepanymi włosami i podpierając się prawą ręką patrzyłam na Simona. Czarnowłosy usiadł obok mnie. Uśmiechał się tak samo jak ja. Wyciągnął dłoń, by przejechać opuszkami palców po mej nagiej skórze pleców. Dojechał aż do  kości ogonowej, a następnie powtórzył tą samą czynność z drugą stronę docierając aż do mojej twarzy. Wtuliłam policzek w jego rozkosznie ciepłą dłoń, przymykając na chwilkę powieki. Po tej dłuższej chwili czułości postanowiłam wstać. Postałam z łóżka, zostawiając na nim anioła. Podążyłam w stronę łazienki wolnym krokiem, zarzucając długie włosy do tyłu, by zakryły paskudne blizny pooperacyjne na plecach.
Wróciłam z łazienki umyta. Ubrałam na siebie wczorajszą koszulę Simona. Tą, którą miał podczas naszej kolacji. Do tego nałożyłam na siebie tylko dolną część bielizny, którą zgarnęłam z podłogi. Udałam się do kuchni, skąd docierał do mnie przepyszny zapach naleśników. Usiadłam naprzeciw anioła, chwytając w dłonie sztućce. Zaciągnęłam się słodkim zapachem czekolady i truskawek.
-- Bal... Na serio musimy na niego iść? -- spytałam po dłuższej chwili, w tym samym momencie sięgnęłam po szklankę z wodą. -- Nie przepada za takimi wydarzeniami. Pełno ludzi, sztywna etykieta i.. alkohol. 


< Simon..?

od Angeli CD Awisin

Pewnie, że się bałam. Miałam iść w nieznane, z mężczyzną którego poznałam całkiem nie dawno.. chociaż gdy na niego patrzę zdaje mi się jak bym znała go od lat. Agata opowiadała mi w listach o  wszystkim co się u niej działo, opowiadała mi o nim, dla tego mam wrażenie jakbyśmy od dawna wiedzieli kim jesteśmy. Tak. Im dłużej patrzę w jego oczy tym mocniej to czuję. Nie boję się już.
- Oczywiście, że z wami pojadę - oznajmiłam z powagą - ale wiedz, że nie dla tego, że się boję zostać, ale dla tego, że w końcu znalazłam swoją rodzinę.. w końcu nie.. nie jestem sama - ostatnie słowa mówiłam już przez łzy. Ten temat zawsze tak na mnie działał. Zacisnęłam mocniej rękę na jego płaszczu, lecz po chwili znowu ją rozluźniłam, a drugą ręką otarłam łzy z twarzy.
- podróżować z wami to będzie dla mnie zaszczyt. - stwierdziłam.

<Awisin?>

Od Mirajane Do Avena

Zeszłam z mojego ukochanego smoka, który trącił mnie lekko swoim wielkim łbem. Zaśmiałam się, gładząc jego grzbiet. Gadzina mruknęła z przyjemnością, po czym spojrzała na mnie swoimi wielkimi, błękitnymi jak niebo oczętami.
~Uważaj tylko na siebie księżniczko.-powiedział Bianaid, a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
~Dobrze, dobrze. Jak tylko się coś stanie, od razu ciebie zawołam olbrzymie.-dodałam, po czym pobiegłam do swojego pokoju, aby się przebrać.
Już od dawna pracowałam nad tą sukienką i teraz będę mogła ją nałożyć. Pokazać się od tej strony dla Avena. Uśmiechnęłam się cholernie szeroko, po czym ubrałam sukienkę w trybie jak najszybszym. Dzisiaj miałam zamiar nie używać Minimum, aby być szczęśliwa, zdrowa, nie sprawiać kłopotów dla mojego partnera. Uśmiechnęłam się, wygładzając dół sukienki, po czym wyszłam na korytarz. Widziałam wiele idących obok siebie par i wręcz czekałam, aby wreszcie ujrzeć Avena. Uśmiechnęłam się, wchodząc do ogromniastej sali balowej. Jak tutaj pięknie. Rozejrzałam się z zachwytem, po czym weszłam w głąb pomieszczenia.
-Mira?-zapytał mnie nagle głos za mną.
Uśmiechnęłam się, odwracając się w stronę osoby, na którą tak czekałam. Uśmiechnęłam się delikatnie idąc w jego kierunku.
-Aven! I... I co sądzisz?-zapytałam, wskazując na swój ubiór.
<Aven?^^>

od Winry (BAL)


Ostatnie miesiące były dla mnie dosyć dłubie i ciężkie. Pomijając liczne treningi z Ryuu, pomagałam mieszkańcom miasta wrócić do normalnego życia po dawnych, licznych atakach. Przez to jak byłam zajęta dawno nie widziałam się z Sor. Ona pewnie też nie miała mniej obowiązków. Tęsknię za nią. 
Oto przyszedł w końcu ten dzień. W końcu w Akademii zorganizowany został bal. Kilka dni wcześniej zakończyłam pracę u ostatniej osoby w miasteczku, która mnie potrzebowała, dzięki czemu miałam trochę czasu by się przygotować. Swoje długie blond włosy upięłam specjalną wsuwką, którą kiedyś dostałam od matki i ubrałam się w nową, niebieską sukienkę. W zamian za pomoc, krawcowa uszyła ją dla mnie. Kiedy byłam już gotowa ruszyłam na salę balową. Ryuu jest już dorosłym smokiem i żałowałam, że jest za duży aby mi towarzyszyć, jednak dalej mam z nim kontakt umysłowy i wiem, że zawsze jest w pobliżu akademii. 
~ Podejdź do okna - usłyszałam głos w głowie. Bez zastanowienia wykonałam polecenie. Otworzyłam okno jak szeroko i wyjrzałam przez nie. Na przeciw mnie w powietrzu unosił się mój kochany smok. Przyglądał mi się chwilę po czym wydał z siebie cichy pomruk.
~ wyglądasz pięknie - ponownie usłyszałam głos w głowie. Zaczerwieniłam się lekko.
- Dziękuję ci Ryuu, to miłe - odpowiedziałam mu i popatrzyłam na duży zegar stojący na korytarzu. - muszę już iść, za raz zacznie się bal - oznajmiłam. Bestia podfrunęła nieco bliżej. Chwyciłam jego paszczę w dłonie i ucałowałam w nos. Po tym ruszyłam dalej korytarzem.NiceStunning Half Up Half Down Wedding Hairstyles

<Ktoś?>


Od Awisina CD Angela

Spojrzałem na kobietę, nasze oczy nie odrywały się od siebie nawet na moment.
Jej słowa były dla mnie jak prezent, była zupełnie jak Agata.. Ona też mi zaufała. Angela obdarzyła mnie zaufaniem jakby nie zwracała uwagi na to co robiłem, robię w życiu. Zaobserwowałem jak zaciska bardziej rękaw mojego płaszcza, jakby nie chciała bym odchodził.
Chwyciłem jej dłoń po czym ucałowałem jej wierzch.
-Możesz być pewna, że zawsze będziesz bezpieczna. Póki ja żyję-powiedziałem po czym uśmiechnąłem się pewnie, ukazując szereg białych jak śnieg zębów.
Patrzyłem przez chwilę w oddal, skoro mam ją chronić, musi wiedzieć i przygotować się.
-Dziś bal w akademii, w nocy planuję zebrać dziewczynki i wyruszyć do Logos, gdzie przejdą szkolenie, które powinny przejść lata temu. Mówię ci o tym, ponieważ chcę abyś również była tam z nami.-powiedziałem. Angela zwróciła swoje spojrzenie na las, po czym ponownie nasze oczy się spotkały. Widziałem, że nie była zbyt pewna, może i się bała..
-Nie będę w stanie zapewnić ci bezpieczeństwa, kiedy zostaniesz tu sama. Nalegam byś wyruszyła tam z nami.-dodałem.
<Angela?>

24 marca 2018

Od Adris CD Tsuyoshi/Lea

Martwiła mnie sprawa tej osoby.. Byłam ciekawa kim takim jest i jaką magiczną zdolność posiada skoro może być bardzo cenna dla Ciernia. Rozumiałam, że Lea zgłosiła się do mnie z tą informacją, w akademii mogli by zlecić to zadanie komuś nie odpowiedniemu. A ja wiem, iż Tsuyoshi sobie doskonale poradzi. Omówiliśmy szczegóły razem z Tsu i Leą, musiała objaśnić co i jak musi działać chłopak.
-Jesteś pewny, że w to wchodzisz? Jeśli ci się nie uda mogą być koszmarne skutki..-zapytałam patrząc na niego. Ten przez chwilę jakby zamilkł, po czym spojrzał na mnie, a w jego oczach było widać pewność.
-Jestem pewien. Dam sobie radę-powiedział. Westchnęłam lekko i podeszłam do regału, przeszukiwałam wzrokiem przedmioty, eliksiry i inne, aż w końcu odnalazłam srebrzysty pył w przezroczystym woreczku. Wróciłam do dwójki po czym podałam sakiewkę z pyłem Tsuyoshiemu.
-To pył który zapewni ci niewidzialność , wystarczy się trochę posypać. Użyj tego kiedy będziesz wychodził z osobą którą masz uratować.-powiedziałam. Chłopak przyglądał się przez chwilę pyłowi po czym schował go do kieszeni.
Kiedy w końcu zostało wszystko ustalone, wypuściłam Tsu z domku.
-Tylko proszę uważaj na siebie.-powiedziałam. 
<Tsuyoshi?>

Od Black Arrow CD Oktay

Zostałam więc matką, ja Black Arrow matką. Tak bardzo się tego bałam, a równocześnie gdy tylko dowiedziałam się o ciąży.. pragnęłam tego. Lyra, moja śliczna księżniczka, moja śliczna córeczka jest tutaj z nami. Przyszła na ten świat, a my zrobimy wszystko co w naszej mocy by żyła jak najlepiej.
Oddychałam głęboko i coraz to spokojniej..poród był bardzo wyczerpujący, ale gdy patrzę na małą w ramionach Any, wiem że warto było to wywalczyć. Kiedy Oktay na mnie patrzy widzę dumę w jego oczach i to wielkie szczęście, które nas spotkało.
Kobieta podeszła do mnie i uśmiechnęła się szeroko, podała mi małą, a ja otuliłam ją i patrzyłam na jej śliczne oczka. Gładziłam jej policzek, Lyra dotknęła mojej dłoni po czym zacisnęła piąstkę na jednym z moich palców. Po mojej twarzy spłynęły łzy szczęścia. Poczułam jak obok siada Oktay, od razu skierowałam na niego swoje spojrzenie.
-Nie wierzę, że nas to spotkało. Nie wierzę, że to jest realne..ale gdy patrzę na Lyrę, wiem że ona jest prawdziwa, nasza.-powiedziałam.
<Oktay? Reszta?>

23 marca 2018

Od Tsuyoshi cd Adris/Lea

Słuchałem nowo przybyłej dziewczyny, głaszcząc Blue. Miał bardzo miękką sierść... Nagle usłyszałem pytanie.
- Tsu, chciałbyś się tym zająć? - spojrzałem na elfkę, która właśnie odwróciła się do rudowłosej i pytała o coś. Nie chciałem teraz im przeszkadzać. Dalej głaskałem sierściucha, przysłuchując się ich rozmowie. Porwanie? Miałem nadzieję, że nie będzie już akcji, gdy wrócę do Akademii.
- Wiem tylko, że jest dla nich niezwykle ważna, oraz że mogła by być ważna dla Ciernia. Nie wiem jednak kim jest ten chłopak, lub dziewczyna... - rzekła Lea, co mnie zaskoczyło. Spojrzałem na nią, lekko się zawieszając.
- Dla Ciernia? Niby dlaczego? Po co mu ta osoba? - spytałem. Mało mu jeszcze?! Ma władze, zabił tyle smoków, ludzi w tym Alorę...
- Nie mam pojęcia - odpowiedziała. Spojrzałem po chwili na Adris - wracając do pytania, zajmę. Pomogę jak najbardziej będę umiał - rzekłem. Adris i Lea wymieniły się spojrzeniem, a potem spojrzały na mnie.
- Wiesz, że nie będzie odwrotu? - spytała Adris. Wiedziałem o tym doskonale, jednak nie patrzyłem na to. Za to co zrobił Cierń byłem gotowy na wszystko, by się zemścić.
- Wiem doskonale... - rzekłem, wstając. Otrzepałem spodnie z sierści Blue - mógłbym zacząć nawet teraz - dodałem.
<Adris? Lea?>



19 marca 2018

Od Adris CD Tsuyoshi

Szybko pojawiłam się przy Tsuyoshim i wilczym winowajcą. Kiedy ujżałam, że zostały zbite fiolki zdrowotne westchnęłam, ale chociaż nie roztłukło się ich zbyt wiele.
-Przepraszam-rzucił chłopak. Rzuciłam na wylane płyny magiczny materiał, który od razu wchłonął ciecz.
-Nie, nic się takiego nie stało. Składniki na te mikstury mam wszędzie wokoło. Blue jak każdy z jego gatunku jest nadzwyczaj ciekawski-powiedziałam i łagodnie się uśmiechnęłam. Tsuyoshi pomógł mi posprzątać cały ten bałagan. Gdy pozbywałam się szkła, ponownie dziś rozległo się pukanie. Udałam się od zaraz do drzwi, lekko je uchyliłam i spojrzałam na osobę. 
-Witaj Adris, mam wieści.-powiedziała Lea, wpuściłam ją do środka, gdzie szybko zauważyła Tsuyoshiego, przywitali się. Następnie rudowłosa zaczęła rozmawiać, wygldała na dosyć przejętą.
-Opowiedz co się stało-rzekłam.
-Wiesz gdzie są dawne ruiny zamku Erissey?-zapytała. Ta nazwa mówiła mi dużo, jednak dokładnie nie znałam położenia tych ruin.
-Ja wiem!-odparł Tsu. Spojrzałam na niego, być może będzie potrzebny.
-Dowiedziałam się, że jest to miejsce jakiejś grupy, upatrzyli sobie podziemia zamku, podobno trzymają tam magiczną osobę, która potrzebuje pomocy.. -powiedziała w końcu. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.. Przecież nasi zwiadowcy wiedzieli by o tym..a przy najmniej powinni.
-Trzeba jej pomóc to pewne, ale jak się tam dostać nie postrzeżenie?-powiedziałam.
-Ez powiedział, że prawdopodobnie cała ich grupa zawsze po drugiej w nocy odchodzi z zamku i wyrusza gdzieś.-dodała. To wiele pomagało. Spojrzałam na brązowowłosego, ciągle przysłuchiwał się rozmowie, było widać iż pojmował każdą informację na ten temat.
-Tsu, czy byłbyś w stanie się tym zająć?-zapytałam.
-Wiesz może kim jest ta osoba?-zapytałam Lee.
-Wiem tylko, że jest dla nich niezwykle ważna, oraz że mogła by być ważna dla Ciernia. Nie wiem jednak kim jest ten chłopak, lub dziewczyna..-opowiedziała. 
<Tsuyoshi?>
Ps.Tu chodzi o tę dziewczynę zamkniętą w lochu od kilku lat. O której Ci mówiłam.

18 marca 2018

Rocznica Akdemii!

Kochani Moi!!
Właśnie dziś mija rok od otworzenia Akademii Smoczych Jeźdźców!
Ten rok był przecudowny, i mimo małych przerw czy trudności poradziliśmy sobie świetnie.
Z okazji rocznicy każda postać dostaje 100 monet!
Oby kolejny rok był tak samo cudowny, i abyśmy nie tracili wiary!
Jesteśmy niesamowici.

Pozdrawiam. Wolfsitra.

Od Ariany CD Antonio

Sama nie wiem, co jest ze mną nie tak? A może raczej z nim..?
Stoję i pozwalam mu na kolejne ruchy w moją stronę. Pogładził mój policzek, a po moim ciele kolejny raz przeszedł dreszcz. Jednak to co zrobił następnie przebiło to wszystko.. W moich ustach zagościła słodycz jego ust.. Pozwoliłam na to..znowu.. Ba! Nawet odwzajemniłam pocałunek.
Przy nim jestem rozdarta.. Z jednej strony nie chcę miłości..nie chcę poznać jak to jest, chcę być nieposkromioną zabójczynią, której nie zatrzyma nic..mojego ojca to właśnie zgubiło, jego słabym punktem była rodzina. Z drugiej strony..Antonio powoduje, iż w moim brzuchu latają motyle, a świat staje się bardziej..kolorowy niż by mógł... Nienawidzę go i..i kocham jednocześnie.
Moje ręce wylądowały na jego karku, wsunęłam palce w jego włosy równocześnie pogłębiając pocałunek, angażując się w niego jeszcze bardziej. Antonio sunął dłonią w dół po moich plecach, a po chwili tknął mego ciała dając dłoń pod materiał koszulki, przy tym drugą dłonią mnie podtrzymywał jakbym nie miała uciec.
<Antonio?>

Od Antonia CD Ariana

Uśmiechnąłem się do niej, cały czas wpatrując się w piękne, ciemne oczy dziewczyny.
- ja naprawdę się cieszę, że już jest tobie lepiej - powiedziałem po czym jedną ręką pogładziłem jej jedwabne włosy. Mina Ariany zdradzała, że najchętniej uwolniła by się z mego objęcia, lecz na prawdę nic z tym nie robiła. Nie wiem co się ze mną działo. Zawsze gdy jest przy mnie nie potrafię nad sobą zapanować, nie zależnie od tego czy ona chce czy nie.
Przesunąłem dłoń na jej policzek, a następnie odgarniając za ucho kosmyki włosów dziewczyny, pocałowałem ją.
Kocham, nie, ja szaleję za tą dziewczyną. Przyznaję, że w życiu spotkałem wiele pięknych kobiet na swej drodze, jednak żadna z nich nawet w połowie, nawet odrobinę nie dorównywała Arianie. Do tego ona jest bardzo mądra i silna, nie to co inne. Chciał bym aby to właśnie ona była moja. Żadna inna kobieta, tylko Ariana i aby ona też tego chciała.

<Ariana?>

Od Ariany CD Antonio

Obecność Antonia jakoś mnie uspokajała, a równocześnie jednak denerwowała..jak nigdy w życiu żadna osoba.. żadna osoba mnie tak bardzo nie denerwowała. Lubię i nie cierpię go jednocześnie.
Zamknęłam oczy, i otworzyłam je dopiero gdy poczułam jego dłoń na mojej, a na ciele przebiegło mi tysiące dreszczy. Nie mogłam tego skontrolować, każdy jego dotyk działał..właśnie tak.
-Czy to jest lek, który ci pomaga?-zapytał pokazując fiolkę z antidotum.. Myślałam że już ich nie ma..byłam tego pewna.. skąd on ją wytrzasnął? Może ja już jestem taka ślepa. Kiwnęłam na znak, iż to to. Po chwili już chłopak pomógł mi usiąść i podał mi lek. Wzięłam fiolkę i wypiłam zawartość do dna. Od razu nastąpiła długo wyczekiwana ulga. Antonio odłożył puste szkło na stolik, a ja dochodziłam już powoli do siebie. Czułam nadal tę potworne uczucie, jakby ktoś chciał nade mną zapanować..ale to już nie działało wraz z bólem.
Odetchnęłam i spojrzałam na zielonookiego.. Dlaczego on musi być..taki. Uśmiechnął się do mnie,  ja złapałam się na tym, że patrzę na niego zdecydowanie za długo.
-Już lepiej...dziękuję.-powiedziałam patrząc na białą pościel.
Wstałam powoli z łóżka.
~Czy na pewno jest lepiej?-usłyszałam głos Spire.
-Tak, lepiej-powiedziałam. Kiedy się zorientowałam, że powiedziałam to na głos, dodałam.-musiałam odpowiedzieć Spire. Antonio dziękuję za pomoc, jest wszystko już dobrze, więc możesz..-przez chwilę straciłam równowagę, jednak szybko ją odzyskałam, poczułam Antonia zaraz za sobą.. Poradziłam sobie sama..nie jest mi potrzebny, czego on tu chce..
Chwilę stoimy tak, jednak odwracam się do niego i patrzę mu prosto w oczy..co było błędem bo są zbyt.. odpychające! Tak odpychające! Jednak odkleić się od nich nie mogę...
Nieświadomie, a może i świadomie pozwalam na to by Antonio położył swoje dłonie na mojej talii.
Ciągle go obserwuję, nie wiedząc czemu.
-Co robisz?-pytam w końcu.
<Antonio?>

Od Simona CD Soraya

Przeszedłem do następnych działań.. Jeździłem rękoma po talii czarnowłosej królowej, w tym samym czasie całowałem jej słodkie nabrzmiałe, już od pocałunków, usta. 
-Kocham Cię-szepnąłem w jej ucho, tym samym wchodząc w nią. W pokoju zagościł krzyk mojej Sor. Chciałem by wypełniał całe to pomieszczenie. Ruszałem się w niej z coraz większą szybkością, a ta jęczała i krzyczała w niebogłosy. Kiedy dotykałem jej ciała dłońmi, czułem jaka jest rozpalona, niczym ogień.. Soraya unosiła się i siadała z powrotem na mnie, sprawiając sobie jeszcze więcej przyjemności. W końcu chwyciłem ją i wylądowałem na niej, uśmiechnąłem się zadziornie pokazując rząd białych jak śnieg zębów. Przywarliśmy do siebie ciałami, wchodziłem w nią głębiej i szybciej, moja energia zamiast maleć podnosiła się.
Doszliśmy w tym samym czasie. Położyłem się obok niej, a ta położyła się na mnie. Nie wyszedłem z niej jeszcze, leżeliśmy tak przez chwilę. Po małej przerwie, zaczęła się ponowna zabawa.. jęki, krzyki mojej Sorayi wypełniały moją krainę jeszcze kilka razy tej nocy.
Dopiero gdy dotarłem do szczytu, i zmęczyłem Sor, usnęliśmy.
---
Wstałem wcześniej od niej, nie budząc jej jeszcze wyszedłem z pokoju i skierowałem się do kuchni, gdzie przyrządziłem jak zwykle coś dobrego. Tym razem były to naleśniki z czekoladą i truskawkami, miejmy nadzieję iż królowej zasmakują.
Ubrałem na siebie czarną koszulę, jednak nie zapinałem jej. Sor obudziłem moim tradycyjnym sposobem, kiedy zobaczyłem uśmiech na jej twarzy i na mojej się on pojawił.
-Witaj, śniadanie czeka,a wieczorem ruszamy na bal-powiedziałem i ucałowałem czubek jej głowy.
<Soraya?>

od Antonia CD Ariana

Objąłem ją jedną ręką, tak by Arianie było wygodniej.
- Spokojnie, ja wiem, że jesteś silniejsza niż ten demon - powiedziałem spoglądając z uśmiechem w jej stronę. Odpowiedziała mi bolesnym spojrzeniem i niemal od razu odwróciła wzrok. Zmieszałem się nieco. Mimo to kontynuowałem. - nawet jeśli demon chce przejąć nad tobą kontrolę, ja wiem że dasz sobie z nim radę - nie wiedziałem jak jej pomóc, ale wiedziałem jak ją zmotywować by się nie poddała. Ręką przytuliłem ją mocniej do siebie. Biło od niej gorąco, a to znaczyło, że rośnie jej temperatura. Prawdopodobnie zaczynała co raz bardziej tracić nad sobą kontrolę. Ułożyłem ją na łóżku i zacząłem przeszukiwać szafki w poszukiwaniu jakichkolwiek leków. Na pewno coś miała. Musiała gdzieś mieć jakieś leki, przecież miewała już ataki i radziła sobie z tym.
- dasz radę Ari, ja w ciebie wierzę - odwróciłem się i ponownie posłałem dziewczynie uśmiech. Dla czego wszystko co mogę dla niej zrobić w tej ciężkiej chwili, to się uśmiechnąć??

<Ariana?>

8 marca 2018

od Angeli CD Awisin

Na chwilę spuściłam głowę, lecz niemal od razu uniosłam ją do góry, by lepiej przyjrzeć się jego twarzy.
- a więc to ty, ty jesteś ten, o którym mówią "zabójca" - powiedziałam z początku bardzo oschle z odrobiną strachu wymalowaną na twarzy, jednak po chwili milczenia uśmiechnęłam się do niego - i ten, który sprawił, że moja siostra mogła być szczęśliwa - powiedziałam. Awisin dalej wpatrywał się w dal. Widać było, że wrócił wspomnieniem do utraconej ukochanej. Tak dobrze rozumiałam co teraz czół. Ja również straciłam wielu najbliższych. 
- i co? Nie boisz się, tego, o którym mówią "zabójca"? - mówiąc to nawet na mnie nie spojrzał. 
Dalej się uśmiechając lekko przechyliłam głowę.
- Agata ci ufała i nie bała się ciebie, tak więc i ja ci zaufam - stwierdziłam. Mężczyzna słysząc te słowa odwrócił się do mnie, a nasze oczy się spotkały. Wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu. Nieco mocniej zacisnęłam dłoń na jego rękawie, jakby miał za raz znowu zniknąć bez słowa i śladu.

<Awisin?>


7 marca 2018

Od Miguela Cd Avella


Avella spiorunowała nie wzrokiem, jednak nie zrobiło to na mnie wielkiego wrażenia. W sumie, to w ogóle go nie zrobiła. Patrzyłem jedynie na nią zaintrygowany tym, dlaczego ona nadal tu ze mną stoi i się wykłóca. Niczym małe dziecko próbujące udowodnić wszystkim dorosłym wokół, że jest już duża i potrafi sama doskonale dać sobie radę w pojedynkę. Cóż, może i tak też jest w jej przypadku, ale co mnie to obchodzi? Nie jestem tu z powodu księżniczki Dragoso stojącej przede mną, a boskiej pani mego serca. Z drugiej za strony Avella zaczęła mnie fascynować. Jej odwaga, może i podchodząca pod głupią brawurę, jest podobna do kogoś odwagi, kogo bardzo dobrze znam, aczkolwiek ona to prawdziwa mistrzyni brawury, jak się dobrze postara.
-- Niech ci będzie, mała księżniczko. Skoro twój lud cię nie zna, to czemu nie chcesz dać się mu poznać? Wojska Ciernia zostały pokonane i to bez twojej pomocy. Zrobiłaś cokolwiek, aby pomóc swemu królestwu odkąd tu jesteś? -- Popatrzyłem poważnym wzrokiem na białowłosą dziewczynę przed sobą. Schowałem obie dłonie do kieszeni spodni, czekając, aż Avella mi odpowie.
-- Jeśli tak bardzo jesteś pewna swoim umiejętności... -- Nagle wpadł mi szalony pomysł do głowy. Zapragnąłem od razu wcielić go w życie. -- To pokaż na co cię stać, wasza wysokość. Walcz ze mną. Tu i teraz.


< Avello? > 

Od Oktaya Cd Black Arrow


Było już po wszystkim. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom i uszom. Pierwszy dźwięk, jaki wydało... moje dziecko... Moje... Moja córka.... A kiedy podano mi ją na ręce, taką drobną, kruchą i bezbronną, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Niesamowite, co się dzieje z człowiekiem w takich chwilach. Cały świat zamiera. Grawitacja przestaje działać. Moja córka... Z miejsca to małe zawiniątko w moich ramionach, kwilące, takie maleńkie, stało się dla mnie najważniejszą istotą na świecie.
Spojrzałem na Arrow, która odpoczywała po długim porodzie na łóżku. Tobiraya ją badał, sprawdzał czy wszystko w porządku. Arrow to silna kobieta. Poradziła sobie wspaniale. Dała mi przepiękną córkę. Jestem z niej dumny, no po prostu dumny. Posłałem białowłosej na łóżku szeroki uśmiech. Już od bardzo dawna nie czułem takiego szczęścia jak w tamtej chwili. Jakby ostatnie siedem lat w ogóle nie istniało. Powrócił stary "ja". Oktay, który umarł wraz z bliskimi tamtego krwawego dnia...
-- Cześć Lyra, to ja, twój tatuś -- wyszeptałem do malutkiej istotki opatulonej w biały kocyk. Skóra mojej córeczki była niemal tak jasna ja materiał, w którym ją trzymałem. Jej delikatne blond włosy, ta karnacja i... rodowa barwa tęczówek Dreyarów - niezbity dowód na to, że to krew z mojej krwi. -- No popatrzcie tylko, po prostu wykapany ja!
-- Ciszej, nie krzycz bo ją wystraszysz...! -- Do pokoju weszła Ana. Podeszłą do mnie, wyciągnęła ręce i czekała, aż podam jej małą. Uczyniłem tak, ostrożnie oddałem Lyrę Anie, która ułożyła sobie niemowlę wygodniej na rękach. Cóż, jako matka bliźniąt ma w tym o wiele większą wprawę, niż ja.
-- Jest śliczna. Niczym mała laleczka -- nawet moja szwagierka nie mogła się napatrzeć na moje dziecko.
Moje dziecko.
Jak to cudownie brzmi. Uśmiechnąłem się pod nosem uświadamiając sobie, że oto ja, Oktay Dreyar, zostałem właśnie ojcem.


< Reszta? > 

2 marca 2018

Od Mirajane CD Avena

-Kocham cię... -powiedział. 
Moje serce zabiło szybciej, a na policzki wstąpił rumieniec. On mnie? Dlaczego? Ze wstydem spojrzałam mu w oczy, po czym zamrugałam bardzo zaskoczona. Jednak w jego spojrzeniu nie widziałam żartu... On mówił prawdę. W moich oczkach stanęły łzy. 
-J-Ja ciebie t-też Aven... -szepnęłam i prawie że zalewając się łzami, wtuliłam się w jego tors. 
Był taki ciepły.... Delikatnie uniósł moją głowę, po czym mnie ucałował. Odwzajemniłam to, zarzucając mu dłonie na szyję. Nadal nie wierzyłam, że to dzieje się na prawdę. Po chwili oddaliłam od niego swoją twarzyczkę, ciągle patrząc mu w oczy. Położyłam dłoń na jego policzku. 
-Dziękuję ci Aven za wszystko, a szczególnie za to, że jesteś obok mnie... -szepnęłam, kładąc swoje czoło na jego czole. 
Nadal czułam jak bije moje serce. Było ono gotowe wyskoczyć mi w piersi i rzucić się w ramiona mojej nowej miłości-Avena. Dlaczego tak go pokochałam? Cóż, tego nie wyjaśnię, bo to świeża sprawa. Jednak prosiłam, aby trwała jak najdłużej i bym mogła być przy moim księciu już na zawsze. 
<Aven? >

Od Avena CD Mirajane

Byliśmy już bezpieczni, a to najważniejsze.. Widziałem, że z Mirą nie jest najlepiej..lecz kiedy zemdlała od razu zmieniłem się w człowieka, spostrzegłem w tedy na swej dłoni znak..znak smoczego jeźdźca, a więc jednak, to jajo jest moje. Podczas tej przemiany nie czułem bólu..co dziwne.. Amulet.no przecież.
Wziąłem Mirę na ręce i skierowałem się do środka budynku, wprost do jej pokoju. Położyłem ją na łóżku, po czym na jej czoło położyłem mokry ręcznik. Jajo ułożyłem w bezpiecznym miejscu, i od razu poszedłem do skrzydła szpitalnego, gdzie po ubłaganiu dostałem leki dla Miry, chcieli ją zobaczyć, ale wiem że ta by tu minuty nie wysiedziała. Podziękowałem więc za leki i nowe opatrunki na nogę i wróciłem do dziewczyny.
Kiedy wszedłem do jej pokoju, zauważyłem że ta już się przebudziła, na szczęście.
-Wszystko będzie dobrze.-powiedziałem i usiadłem przy niej. Podałem jej leki zgodnie z zaleceniami i spowrotem wylądowałem przy niej na łóżku.
Położyłem swoją dłoń na jej policzku i lekko pogładziłem, ta uśmiechnęła się lekko, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
-udało nam się-szepnęła.
Chwyciłem ją ostrożnie i posadziłem na sobie, pozwoliłem jej by się przytuliła, również ją obejmując.
Just like that by PascalCampion.deviantart.com on @DeviantArt
 Jej ciepło, jej dotyk, jej zapach, cała jej osoba budziły we mnie takie uczucia których nigdy nie odczuwałem przy żadnej innej kobiecie.
-Kocham Cię-powiedziałem.
<Mirajane?>

Od Adris (Próba Przejścia Avena)

Gratulacje Aven przeszedł Próbę Przejścia!
Żywioł Smoka: Natura  Płeć: samica

Wygląd gdy dorośnie:

Od Mirajane CD Avena

Ciężko oddychałam i przerażona spojrzałam na potwora, który nadal ryczał na nas. Podczołgałam się z jajkiem do Avena, głaszcząc go po łbie.
-Aven? W-Wszystko w porządku?-zapytałam cichutko, po czym objęłam tygrysa.
Zamruczał na mój dotyk i otarł się o moją dłoń. Wstałam z trudem, a potem usiadłam na grzbiecie Avena. A raczej się na nim położyłam. Ciężko westchnęłam, nadal trzymając jajo. Tygrys powoli wyszedł z ruin, a ja zawołałam Bianaida. Mój lodowy smok stanął przed nami i dumnie wypiął pierś. Weszłam na jego grzbiet, po czym Aven wskoczył na niego również.
-Leć proszę powoli... -szepnęłam, a wtedy biała gadzina wzleciała w górę i ruszyła ku Akademii. Popatrzyłam na Avena, a potem na bolącą nogę. Nim się obejrzałam, byliśmy na miejscu. Pozwoliłam Bianaidowi iść i polatać. Opornie poleciał, a ja z kolei upadłam na ziemię, uważając na jajko. Czułam się bezsilna. Kręciło mi się w głowie... Nie wiedziałam co dzieje się wokół mnie.
-Aven? -szepnęłam, po czym zemdlałam, a z mojego nosa ponownie popłynęła krew.
<Aven? >

Od Avena CD Mirajane("Próba Przejścia")

Nie odpowiedziałem na prośby Miry... Ona musi się nauczyć, że tak nie można. Nawet jeśli ja mam robić za przykład..i cierpieć. Normalnie złapał bym ją i przytulił powiedział, że wszystko będzie dobrze..że nie zrobię jej tego..ale nie mogłem. Musiałem myśleć o niej. A ta musi wiedzieć jak dla mnie jest ważna.
Natknęliśmy się na drewnianymi drzwiami, Mira je otworzyła, a następnie odepchnęła mnie spod zasięgu strzały lecącej tuż na mnie..a teraz już na nią. Nie chciałem na to pozwolić..ale stało się. Mira zalała się łzami, padła na ziemię, na której widniała krew..jej krew.
-Kurwa..-rzekłem. Szybko znalazłem się przy niej. Wytargałem materiał swojej koszuli i spojrzałem na niebieskowłosą, raz po raz zamykając oczy, ponieważ mój ból był już nad wyraz silny..to nic wytrzymam..muszę. Spojrzałem na strzałę wbitą w jej udo.. rana tak bardzo krwawiła.
-Mira, posłuchaj mnie teraz uważnie. Będę musiał ją wyjąć i zabezpieczyć twoją ranę. Będzie bolało, ale wszystko będzie w porządku.-powiedziałem patrząc na nią. Pogłaskałem ją po policzku i otarłem spływające łzy. Kiedy trochę się uspokoiła przystąpiłem do działania, ale zanim to, podałem materiał koszuli Mirze.
-Najlepiej abyś go przygryzła.. będzie bolało, ale tylko przez moment.-powiedziałem. Mira przytaknęła, po czym zrobiła jak poleciłem i odwróciła wzrok od rany. Chwyciłem strzałę i delikatnie a zarazem ostrożnie ją wyjąłem, z ust niebieskowłosej wydobył by się krzyk, gdyby nie materiał który trzymała w zębach. Dziewczyna podała mi materiał, była cała zapłakana, a jej twarz była zalana czerwienią. Obwiązałem jej nogę, by zatamować krwawienie. Kiedy skończyłem spojrzałem na nią, po czym przytuliłem do siebie delikatnie.
-Wszystko już dobrze. Zagoi się. A dalej, pójdę sam.-powiedziałem.
-A..ale-zaczynała.
-Nie. Posłuchaj mnie, jesteś ranna, nie będziesz mogła chodzić przez jakiś czas, nie w tym stanie. Wiele się namęczyłaś. Pójdę i wrócę do ciebie jak najszybciej-powiedziałem. Dziewczyna westchnęła, ale chyba zrozumiała w jakim stanie się znajduje.
-Wrócę, obiecuję-powiedziałem.
Ucałowałem ją w czubek głowy i zmieniłem się w tygrysa. Popędziłem przez drzwi, zręcznie omijając strzały, których okazało się było kilkadziesiąt..cieszyłem się że Mira została tam.
----
Dotarłem do otwartej przestrzeni, całe pomieszczenie było w popielato-białych kolorach. Na prawie całej powierzchni podłogi znajdowały się białe kamienne płyty.. zapewne pułapki. Prześledziłem wzrokiem całe pomieszczenie.. Jeśli uda mi się zręcznie po przeskakiwać przez płyty uda mi się dojść do...białej skrzyni??
~Tygrys-usłyszałem głos w mojej głowie.. Skąd on? Dlaczego? Nie miałem pojęcia zielonego..
~Aven-moje imię.. co się u diabła dzieje?!
Pokręciłem głową i postanowiłem się skupić na przejściu tych pułapek.
Wyznaczyłem sobie drogę i zacząłem biec skacząc z wolnego miejsca na kolejne i tak przez następne płyty, aż znalazłem się przy skrzyni. Zmieniłem się w człowieka, a kiedy zawroty głowy zaprzestały spojrzałem na skrzynię.Przejechałem dłońmi po jej wierzchu, cała zakurzona.. Otwarłem ją z niezwykłą łatwością.. zbyt łatwą jak dla mnie. Moim oczom ukazało się ciemnoszare jajo pokryte łuskami, a na nim spoczywał kawałek medalionu. Przez chwilę nie wiedziałem co mam zrobić..
Wziąłem więc medalion i chciałem wrócić..lecz zatrzymało mnie to jajo.
~Aven, nie zostawiaj mnie samej-znowu ten głos.. Zostałem..Smoczym Jeźdźcem?!
-Ja.. dobrze-powiedziałem i sięgnąłem po jajo. Nagle ściana przestała być już ścianą, powstał kamienny..potwór! Nie czekając na nic wziąłem jajo w ręce..i i właśnie. Jak mam teraz to wszystko przeskoczyć? Kurwa.. trudno. Zacząłem przebiegać przez płyty, równocześnie słyszałem miliony aktywowanych pułapek. Nagle poczułem jak coś rzuca mnie przed siebie.. Szybko wstałem i biegłem dalej.. Potwór ponownie chciał mnie dopaść.
-Nie możesz mu powiedzieć, że jestem twoim wybrańcem?-zapytałem jajo..
---
Widziałem już drzwi i biegłem do nich jak szybko się da.. Ból z powodu ataku bestii jak i z powodu klątwy nie dawał za wygraną, ale trudno. 
Zobaczyłem Mirę w tym samym miejscu gdzie ją zostawiłem. Podałem jej jajo w ręce, a medalion zawiesiłem na swojej szyi.
-Pogadamy potem wskakuj na grzbiet i to szybko..-powiedziałem i zmieniłem się w tygrysa. Za drzwiami słychać było okropny ryk potwora. Mirajane mimo trudności z nogą wsiadła na mnie, a ja od razu zacząłem pędzić przed siebie. Przeskoczymy tę przepaść raz jeszcze!
Przeskoczyliśmy..a stwór pędzący za nami na nasze szczęście nie dał rady. Zatrzymaliśmy się na chwilę w miejscu by móc odsapnąć.
<Mirajane?>

Od Mirajane CD Avena

-Nie zmienię się z powrotem w tygrysa, choć bym nie wiem jakie katusze przechodził. Wyjdzie na to samo co nadużywanie Minimum.-rzekł, po czym ruszył przed siebie.
Lekko zmartwiona podbiegłam do niego, łapiąc jego dłoń. Spojrzałam mu w oczy, przygryzając wargę, a potem spuściłam głowę.
-A-Aven... P-Przepraszam, ale nie chcę, abyś cierpiał. Sama chciałam ci pomóc, więc proszę...
Nie zareagował w moich oczach stanęły łzy, po czym puściłam jego dłoń idąc przed siebie. Chciałam pomóc... A go skrzywdziłam. Jego musi to tak mocno boleć. Moje Minimum, niby jest wymagające, ale to nic. Przyzwyczaiłam się. Nagle stanęliśmy przed jakimiś drzwiami. Nie patrząc na chłopaka, otworzyłam je, a po chwili ujrzałam lecącą w stronę  Avena strzałkę. Natychmiast odepchnęłam chłopaka. Pisnęłam, kiedy dotknęła mojej nogi. Opadłam na kolana, cicho piszcząc. Jak to bolało... Dotknęłam krwawiącej nogi, po czym po moich policzkach popłynęło więcej łez. Dałam się złapać w pułapkę. To było oczywiste, że nie może być różowo i tak łatwo...
<Aven?>

Od Avena CD Mirajane

Ruszyliśmy przed siebie, a kiedy ujrzeliśmy przed sobą cztery korytarze zatrzymaliśmy się.
Musimy przejść je wszystkie..prócz pierwszego, który jest zapewne drugim wyjściem z tych ruin.
Zanim się spostrzegłem Mira użyła swojego Minimum i przebiegła każdy korytarz. Byłem wściekły na jej postawę, jak może tak o sobie nie myśleć?
Gdy tylko wróciła oparła się o ścianę, a z jej nosa spływały smużki krwi..chwiała się na nogach, ledwo tam stała!
-Kurwa skarbie nie rób tak więcej-rzekłem podchodząc do dziewczyny. Ta nawet na mnie nie spojrzała. Starała się ukryć krew, co jej nie wychodziło..zwłaszcza że i tak bym ją wyczuł.
-Nic mi nie jest, możemy iść dalej-stwierdziła i chciała odejść, lecz jej nogi jej na to nie pozwoliły. Zmieniłem się momentalnie w człowieka i złapałem ją w pasie przyciągając do siebie, a po chwili ponownie opierając o ścianę. Wpatrywałem się w jej oczy, które nadal unikały kontaktu.
Ująłem jej twarz, i cóż musiała na mnie popatrzeć.
-Nie masz używać minium -powiedziałem.
-Muszę ci pomóc-szepnęła. Czy ona nie rozumie jak ważna jest dla mnie?
-Jesteś ważniejsza niż pieprzony medalion!-rzekłem wściekle, ale i z troską. Nie chce przestać używać Minimum i zadbać o swój stan, to pokażę jej do czego to może dojść. 
-Nie zmienię się z powrotem w tygrysa chodź bym nie wiem jakie katusze przechodził. Wyjdzie na to samo co nadużywanie Minimum.-powiedziałem. Odwróciłem się na pięcie i poszedłem do przodu o kilka kroków.
<Mirajane?>

Od Mirajane CD Avena

Zamknęłam z przerażenia oczy, mocno wtulając się w Avena. Liczyłam do dziesięciu, aby zapomnieć o tym, że mogliśmy zginąć. Jednak bardzo ufałam dla niego i nie mogłam mu pokazać, że się boję. Oczywiście, nie udało mi się to w stu procentach, lecz kiedy znaleźliśmy się z powrotem na ziemi, rozejrzałam się. Dziwnie tutaj... Czułam lodowaty powiew wiatru. Gdzieś jest przeciąg. Ruszyłam z tygrysem u boku przed siebie. Mieliśmy kilka rozwidleń. Zaczęłam myśleć bardzo dokładnie i ostrożnie. Jeżeli skądś wieje wiatr, to znaczy, że tam jest przejście na zewnątrz. Wykluczyłam w ten sposób jedno z czterech przejść. Skupiłam na pozostałe trzy swoje spojrzenie. Jedno było bardzo jasne, aż za jasne... Coś było w nim nie tak. Kiedy Aven się rozglądał, nałożyłam na uszy słuchawki, po czym pstryknęłam, nim się skapnął, że używam Minimum. Od razu ruszyłam biegiem pierwszym korytarzem. 
---
Kiedy przebiegłam już każdy, znalazłam odpowiednie wejście. Wróciłam do Avena jak gdyby nigdy nic, starając się ukryć płynącą ciurkiem krew z nosa. Niezbyt skutecznie, ale kiedy krwawienie ustąpiło, wskazałam prawidłową drogę dla mojego towarzysza. Lekko się chwiałam na nogach.
~Mirajane...-usłyszałam mojego smoka- Miałaś nie nadużywać Minimum...
~Przepraszam Bianaid... To dla dobra Avena...
Wiedziałam, że to głupota... Ale bardzo mi na nim zależy, nie ważne jak śmiesznie by to brzmiało. Spojrzałam kątem oka na tygrysa, ciężko oddychając. Opadłam się na moment plecami o ścianę.
-P-Poczekaj chwilkę...-szepnęłam, ocierając kolejną porcję krwi cieknącą mi z nosa.
<Aven?>

Od Avena CD Mirajane

Szedłem spokojnie ciemnym korytarzem, jedynie oświetlonego przez kilka pochodni. Szukałem na ścianach, na ceglanym podłożu czegokolwiek..jakiejś poszlaki, która wskazałaby mi gdzie, czego i jak szukać.. Ale nic. Nic nie widziałem..ani nie czułem..do czasu. Zatrzymałem się i wczułem w otaczające mnie powietrze.. Aż po chwili zjawiła się prze de mną moja niebieskowłosa, a z jej nosa ponownie spływała krew. Szlag.
-A-Aven... Obiecałam ci pomóc... Proszę. Pozwól mi. Chcę, abyś mógł zdobyć ten medalion z moją pomocą... Proszę...-powiedziała i ucałowała mnie w nos. Zmieniłem się w człowieka mimo bólu, który chciał mnie odciągnąć od tego pomysłu. Ująłem jej twarzyczkę ciągle patrząc w jej niebiańskie oczy.
-Nie jest tu bezpiecznie... Ale ze mną, nic ci nie grozi...-powiedziałem. Wiedziałem, że będę musiał mieć ją na oku, nie może jej się nic stać. Ale szczerze wolę ją tu przy mnie, niż gdzieś dalej gdzie nie będę w stanie jej obronić..pomóc. Mruknąłem i zmieniłem się z powrotem w czworonożnego zwierza.
-Oczywiście, że nic mi nie grozi, skoro mój książę jest obok mnie i mnie wspiera tak bardzo... Dziękuję ci. A teraz chodź. Może uda nam się znaleźć właśnie tutaj ten medalion i wreszcie będziesz szczęśliwy...-Chciałem wyruszyć dalej, ale zatkało mnie gdy Mira powiedziała do mnie "książę".. lecz po chwili jakby ucieszył mnie ten fakt i to nawet niezmiernie, normalnie sam się nie poznawałem.
~My będziemy szczęśliwi-pomyślałem. Udałem się zaraz za Mirą by odkryć dalsze zakamarki ruin. Wyrównałem tępa i zaczęła się nasza "przygoda" w tym miejscu.
----
Zaczęliśmy biec przed siebie, oczywiście wyprzedziłem Mirę o długi kawałek. Biegnąc do przodu prawie nie zauważyłem przepaści w dół.. Szybko się zatrzymałem, popatrzyłem w kierunku Miry, która jeszcze biegła.Zaryczałem by się zatrzymała, lecz zbyt późno. W mgnieniu oka trzymałem ją w swoich ramionach pod postacią człowieka, ta drżała, a ja przytuliłem ją do siebie.. Mogłem ją stracić, stracić kogoś na kim najbardziej mi zależy.
-Już wszystko dobrze maleńka. Nic się nie stało.-powiedziałem. Spojrzałem na wyrwę w ziemi.
-Będziemy musieli to przeskoczyć, jako ludzie nie damy rady, jest to nie do pokonania. Ale jako tygrys owszem. Będziesz musiała mi zaufać.-powiedziałem. Mira wzięła parę wdechów i popatrzyła na mnie.
-Ufam-rzekła. Postawiłem ją na ziemi.
-Zmienię się w tygrysa, a ty wejdziesz mi na grzbiet. Uda się tylko musisz się mnie trzymać i nie puszczać. Jeśli nawet myślisz że mnie by to zabolało. Zrozumiałaś?-zapytałem. Mira przytaknęła w odpowiedzi, więc przemieniłem się. Chwilę jednak musiałem ustać w miejscu, ponieważ te ciągłe zmiany oraz ból nie do wytrzymania trochę mnie wykończyły. Poczułem dłonie dziewczyny i od razu wróciłem do siebie, nie chcę by się o mnie martwiła..mnie z resztą zaraz przejdzie.
Mruknąłem lekko, a po chwili miałem już niebieskowłosą na grzbiecie. Cofnąłem się o wiele od przepaści i zacząłem się rozpędzać, w końcu skoczyłem. Czułem jak Mira wbija paznokcie w moją skórę, ale nie sprawiło mi to tyle bólu, najważniejsze, że się trzyma. Opadłem tuż na krańcu, nagle grunt pod łapami się zsuwał, musiałem szybko reagować. W porę znalazłem się wraz z dziewczyną na bezpiecznym gruncie.
<Mirajane?>

Od Mirajane CD Avena/Nicolasa

Spojrzałam na biednego Avena. Nie mogłam zaprzeczyć, że przy nim zawsze biło mi tak szybko serce. Przełknęłam głośno ślinę, a kiedy odbiegł, z determinacją zacisnęłam pięści. Poczekałam chwilę, aż pobiegnie dalej, a w tym czasie uważnie patrzyłam gdzie się kieruje. Kiedy znalazł wejście do ruin, po prostu założyłam na uszy słuchawki, po czym pstryknęłam. Witaj nowy świecie. Ruszyłam biegiem przed siebie, aby znaleźć tygrysa. 
---
Znalazłam się w ruinach. Szybko go odnalazłam, stając przed nim. Zdjęłam słuchawki, patrząc mu prosto w niebieskie oczy. Mimo krwi, która płynęła mi z nosa, uklęknęłam przed nim. Położyłam delikatnie dłonie na jego tygrysich policzkach, patrząc na niego z okropnym współczuciem.
-A-Aven... Obiecałam ci pomóc... Proszę. Pozwól mi. Chcę, abyś mógł zdobyć ten medalion z moją pomocą... Proszę...-szepnęłam i mimo krwi, pocałowałam go delikatnie w nosek.
Patrzył na mnie, a po chwili przemienił się w ludzką postać. Jego ciepłe i tak miłe dla mnie dłonie spoczęły na moich policzkach.
-Nie jest tu bezpiecznie... Ale ze mną, nic ci nie grozi...-powiedział, po czym ponownie z bólem przemienił się w formę tygrysa.
Spojrzałam na niego z uśmiechem, po czym mocno go przytuliłam. Był tak ciepły, a w jego towarzystwie zawsze tak dobrze się czułam... Pocałowałam delikatnie jego futro na szyi, po czym odsunęłam się delikatnie, ocierając dłonią krew spod noska.
-Oczywiście, że nic mi nie grozi, skoro mój książę jest obok mnie i mnie wspiera tak bardzo... Dziękuję ci. A teraz chodź. Może uda nam się znaleźć właśnie tutaj ten medalion i wreszcie będziesz szczęśliwy...-szepnęłam, po czym ruszyłam przed siebie.
Słyszałam człapanie Avena obok siebie. Tak... Z nim zawsze czuję się bezpiecznie...
<Aven? To takie urocze ^^>

Od Avena CD Mirajane/Nicolas

Cała ta sytuacja stała się nie ciekawa.. Mieliśmy tu przybyć by spróbować odnaleźć kawałek amuletu..a tu niezapowiedziani goście, którzy jeszcze przyprowadzili tego gnoja, przez którego moja Mira cierpi. Schwytałem się na myśli o Mirze.."moja"? Która chciałaby być z..tygrysem? A przez tak któtki czas mieć u boku prawdziwego mężczyznę? To nie możliwe.. 
Spojrzałem na niebieskowłosą po czym przystanąłem. To nie możliwe, żebym ja.. Błękitne oczy znowu były skierowane na mnie. Przystanęli oboje, ale tylko ONA mnie interesowała. Przęłknąłem ślinę i spojrzałem raz jeszcze na dziewczynę. Skłoniłem się lekko i popatrzyłem w kierunku naszego znaleziska.. muszę znaleźć ten cholerny medalion.. Mam dodatkową motywację.. Zacząłem odchodzić w jego kierunku, ale zatrzymał mnie głos Mirajane.
-Aven, co się dzieje?-zapytała. Zmusiłem się do zmiany w człowieka i podszedłem do niej ujmując jej delikatną twarz.
-Muszę odnaleźć ten cholerny medalion..Mam dodatkową motywację.-powiedziałem. Po czym pocałowałem dziewczynę w czoło. Zmieniłem się z powrotem i pobiegłem raz jeszcze oglądając się za niebieskowłosą. 
----
Znalazłem wejście do ruin i wyczyściłem je z roślin, przedzierając je pazurami. Po chwili ukazało mi się wejście.. Schody na dół, prowadzące do istnej ciemności, na szczęście ma się ten tygrysi wzrok.
Po kilkunastu minutach schodzenia w dół, dotarłem do korytarza, a kiedy tylko wszedłem w jego dalszą część zapaliły się pochodnie.
<Mirajane?>