Nie spodziewałam się nawet, że ta sztuczka wyjdzie mi za pierwszym razem. Miałam obawy co do przekazywania swojej energii. Zwłaszcza Simonowi. Nie chciałam, by stała mu się krzywda. Całe szczęście udało mi się nie za wiele przelać mu mojej energii. Nigdy nie zgłębiałam informacji o tym, co we mnie siedzi, a raczej czym jestem. Najprościej można by było powiedzieć, że jestem akumulatorem, który nie potrzebuje własnych baterii. Chodząca ładowarka... Ćwiczyłam dalej, starałam się skupić należycie, nie myśleć o tym jak cudownie jest czuć gołą skórę Simona na mojej. Jak jego dotyk przyprawia mnie o ciarki... Nie. Muszę się skoncentrować. Robię to dla niego. Dla nas.
Mijały godziny. Ani razu nie udało mi się zrobić tego, co wcześniej Simonowi. Moja energia jak na złość nie chciała się mnie słuchać. Byłam już mocno poirytowana. Lubię się uczyć nowych rzeczy, wręcz uwielbiam, ale... Kiedy coś mi nie wychodziło, jak w tym przypadku, zaczynały brać mnie nerwy.
- Zaraz mnie tu szlak jasny trafi! - krzyknęłam wkurzona, po czym z impetem usiadłam na tyłku z naburmuszoną miną. - Nie wychodzi mi to.. - mruknęłam pod nosem. - Nie ma do tego jakiejś instrukcji czy czegoś...? Dobra, jeszcze raz! - Tym razem z podłogi spróbowałam, chyba po raz milionowy. - Simon, nie pomagaj mi! - Upomniałam go. Wyczułam jak anioł próbował mi pomóc.
< Simon? >
Co dalej..?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz