Skupiłam się na gotowaniu. Chciałam, by moje danie, jedyne jakie potrafię przyrządzić, smakowało Simonowi. Lasagne, bo to właśnie zamierzałam przygotować, jest jedyną zjadliwą rzeczą, którą potrafię, serio. Jako beztalencie kulinarne jest to moją ujmą na honorze kobiety. Jak można nie umieć gotować? A można, wystarczy być mną. To w zupełności wystarczy.
Zajęłam się pracą, a fakt, iż stałam w samej bieliźnie w ogóle mi nie przeszkadzał, a wręcz przeciwnie. Odczuwałam pełną swobodę. Nie czułam żadnego skrępowania. Nawet, gdy anioł za mną nieprzerwanie obserwował co robię. Doskonale wyczuwałam jego spojrzenie na sobie. Lecz nagle zastygłam na moment. Simon podszedł do mnie bezszelestnie i oplótł ramionami w pasie. Szybko się rozluźniłam. Z moich ust wymsknął się cichy chichot. Bardzo rzadko mi się to zdarza, lecz przy Simonie czuję się wolnym człowiekiem. Po prostu sobą, ale także i pełnoprawną kobietą. Jeszcze nigdy tak nie miałam. To cudowne, naprawdę. Przestałam mieszać sos beszamelowy w garnku, wtuliłam się plecami w anioła. Zaciągnęłam się jego zapachem, który jak zwykle zawładnął mną bez reszty. Na Bogów, ja serio go kocham. Kocham..! Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak tym momencie...
- Simon, ogromnie się cieszę, nawet nie masz pojęcia, że cię poznałam. Że stanąłeś na mojej drodze wtedy, na plaży - szepnęłam do niego. Przypomniałam sobie tamten moment. Jak się okazało był to przełom mojego życia. Wspaniały początek czegoś... pięknego, ale i niebezpiecznego. - Naprawdę się cieszę..., ale... - Posmutniałam nieco, gdyż jedna rzecz blokowała moje pełne poczucie spełnienia. - Musisz coś wiedzieć. Nie powiedziałam ci... czegoś... - Zestawiłam gotowy już sos na bok, aby się nie przypalił, a potem wyplątałam się z objęć Simona, który to popatrzył na mnie marszcząc brwi.
- Co się stało? O czym chcesz mi powiedzieć?
- Bo... posłuchaj, ja... - zaczęłam się jąkać. - Już wcześniej chciałam ci powiedzieć, że.. - Tak chciałam mu powiedzieć jeszcze przed balem.
- No wykrztuś to z siebie, Sor.. - Anioł uśmiechnął się do mnie, zachęcając do mówienia, jednakże w jego spojrzeniu dostrzegłam, że się zmartwił.
- Chodzi o to, że... - złapałam się odruchowo za brzuch. Simon od razu zwrócił na to uwagę. Ze zdziwienia otworzył aż szerzej oczy. Chciał coś powiedzieć, ale weszłam mu w słowo. - Przepraszam, że ci tego przed naszą pierwszą wspólną nocom nie powiedziałam. Nie myślałam wtedy, że... że my... Że będziemy razem... - spojrzałam na niego poważnym wzrokiem. - Bo chyba jesteśmy razem, tak..? - Czekałam na to co mi odpowie. Nasza "sytuacja" może i była dość skomplikowana, doskonale to rozumiałam. Nie wiem jakie konsekwencje wyniknął potem. Przecież Simon to rodzony syn Oromisa, a ja jestem córką Dreyara. Oboje jesteśmy z boskiej krwi. Nie wiadomo, co z tego wyniknie. Czy nam w ogóle wolno być razem? Co, jeśli istnieją jakieś przeciwwskazania? Co wtedy?
Zajęłam się pracą, a fakt, iż stałam w samej bieliźnie w ogóle mi nie przeszkadzał, a wręcz przeciwnie. Odczuwałam pełną swobodę. Nie czułam żadnego skrępowania. Nawet, gdy anioł za mną nieprzerwanie obserwował co robię. Doskonale wyczuwałam jego spojrzenie na sobie. Lecz nagle zastygłam na moment. Simon podszedł do mnie bezszelestnie i oplótł ramionami w pasie. Szybko się rozluźniłam. Z moich ust wymsknął się cichy chichot. Bardzo rzadko mi się to zdarza, lecz przy Simonie czuję się wolnym człowiekiem. Po prostu sobą, ale także i pełnoprawną kobietą. Jeszcze nigdy tak nie miałam. To cudowne, naprawdę. Przestałam mieszać sos beszamelowy w garnku, wtuliłam się plecami w anioła. Zaciągnęłam się jego zapachem, który jak zwykle zawładnął mną bez reszty. Na Bogów, ja serio go kocham. Kocham..! Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak tym momencie...
- Simon, ogromnie się cieszę, nawet nie masz pojęcia, że cię poznałam. Że stanąłeś na mojej drodze wtedy, na plaży - szepnęłam do niego. Przypomniałam sobie tamten moment. Jak się okazało był to przełom mojego życia. Wspaniały początek czegoś... pięknego, ale i niebezpiecznego. - Naprawdę się cieszę..., ale... - Posmutniałam nieco, gdyż jedna rzecz blokowała moje pełne poczucie spełnienia. - Musisz coś wiedzieć. Nie powiedziałam ci... czegoś... - Zestawiłam gotowy już sos na bok, aby się nie przypalił, a potem wyplątałam się z objęć Simona, który to popatrzył na mnie marszcząc brwi.
- Co się stało? O czym chcesz mi powiedzieć?
- Bo... posłuchaj, ja... - zaczęłam się jąkać. - Już wcześniej chciałam ci powiedzieć, że.. - Tak chciałam mu powiedzieć jeszcze przed balem.
- No wykrztuś to z siebie, Sor.. - Anioł uśmiechnął się do mnie, zachęcając do mówienia, jednakże w jego spojrzeniu dostrzegłam, że się zmartwił.
- Chodzi o to, że... - złapałam się odruchowo za brzuch. Simon od razu zwrócił na to uwagę. Ze zdziwienia otworzył aż szerzej oczy. Chciał coś powiedzieć, ale weszłam mu w słowo. - Przepraszam, że ci tego przed naszą pierwszą wspólną nocom nie powiedziałam. Nie myślałam wtedy, że... że my... Że będziemy razem... - spojrzałam na niego poważnym wzrokiem. - Bo chyba jesteśmy razem, tak..? - Czekałam na to co mi odpowie. Nasza "sytuacja" może i była dość skomplikowana, doskonale to rozumiałam. Nie wiem jakie konsekwencje wyniknął potem. Przecież Simon to rodzony syn Oromisa, a ja jestem córką Dreyara. Oboje jesteśmy z boskiej krwi. Nie wiadomo, co z tego wyniknie. Czy nam w ogóle wolno być razem? Co, jeśli istnieją jakieś przeciwwskazania? Co wtedy?
< Simon..? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz