Soraya robiła się coraz to bardziej poirytowana, co nie sprzyjało kontroli nad energią, a tym bardziej poprawą umiejętności. Dałem jej spróbować raz jeszcze, jednak jak dotychczas, po prostu nie wyszło. Czarnowłosa mruknęła coś pod nosem i tupnęła nogą, była zrezygnowana.
-Hej, spokojnie. Nic nie udaje się od razu. To pierwszy dzień treningu, nie ma się co denerwować.-powiedziałem. Soraya nawet nie spojrzała, była na siebie i na to zła. Odwróciłem się do jednej z altanek, w tej znajdywały się akurat dwa miecze, wziąłem je więc i wróciłem do Sor, przed tym jednak zabezpieczyłem miecze by nas nie skrzywdziły.
-Walczmy!-zawołałem. Musiałem jakoś rozładować jej złość. Dziewczyna popatrzyła na mnie chwilę, po czym zrezygnowana chwyciła miecz. Stanąłem naprzeciwko niej i ustawiłem się do walki, ta zrobiła to samo. Pierwsza zaczęła mnie atakować, oczywiście że każdy cios blokowałem, Sorayi to nie przeszkadzało, że nie mogła mnie trafić, teraz chodziło o wyładowanie się. Po kilku minutach zauważyłem, że uspokoiła się, cieszyło mnie to. Kiedy próbowała mi zadać cios, nagle obkręciłem się tak, że złapałem ją od tyłu za jej dłonie i upuściła miecz.
-Dobrze się dziś spisałaś-pochwaliłem.
-Ale nie wyszło przecież..-wtrąciła.
-Mówiłem ci, że nie wyjdzie od razu. W końcu któregoś dnia ci się uda-powiedziałem.
~Simon'ie wróciłem, twój skarbiec został wzbogacony-usłyszałem głos Risara.
~Dobrze, dziękuję Ci. Na pewno się nam to przyda-podziękowałem smokowi i wróciłem do rzeczywistości.
-Chodź pokażę ci coś-rzekłem i podałem jej dłoń, złapała ją i poszła za mną.
Trafiliśmy do mojego gabinetu, gdzie zwykle Soraya się nie kręciła, tak na prawdę nie wie co tu się kryje. Podeszliśmy do regału, puściłem w tedy Sor i dłonią przesunąłem jedną z ksiąg, wtedy jedna z półek zniknęła i pojawiła się skrzynia. Otworzyłem ją i wyjąłem księgę, zaniosłem ją na biurko.
-Ta księga pomoże ci zrozumieć trochę twoją energię. Przeczytasz to co możesz wiedzieć, reszty nie ujrzysz.-wyjaśniłem.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz