Kiedy nazwał mnie nieodpowiedzialną, wiedziałam, że ma rację. Nie kłamał, taka byłam i nie mogłam tego ukryć. Dla mnie dobro każdej innej osoby lub istoty było ważniejsze od mojego własnego. Zdolna byłam poświęcić życie najmniejszemu stworzeniu, myszce. Taka byłam...
- P-Przepraszam... A-Avenku, p-przepraszam... - wyszeptałam, po czym zalałam się łzami.
Uniosłam dłonie i zaczęłam nimi wycierać swoje blade oraz zimne, jak lód, policzki. Czułam się winna, że mój kochany chłopak tak się o mnie martwił. Nadal zalewałam się mocno łzami, nie wiedziałam, co innego mogę zrobić. Jak mogę odpokutować swoje winy...? Aven nagle zabrał dłonie z mojej twarzy i lekko pocałował mnie w czoło. Sam, swoimi ciepłymi dłońmi, otarł moje policzki, a potem gładził je delikatnie.
- Już... Nie płacz. Wszystko jest dobrze, ale zadbaj następnym razem o siebie, a nie o innych. To źle się dla ciebie skończy. Nie chcę, aby cokolwiek ci się stało, Mirajane... - szepnął, patrząc mi w oczy.
Z trudem uniosłam się, aby następnie przytulić się do mojego ukochanego. Tak bardzo się bałam. Tamto miejsce, ta wizja... Nie chciałam jej. Wolałam być tutaj, przy moim tygrysie.
- A-Aven... W-Wybacz... J-Jestem g-głupia... N-Nie umiem dbać o siebie, b-bo życie innych jest dla mnie w-ważniejsze od mojego własnego... Chcę żyć, ale nie umiem o to dbać... - szepnęłam. - P-Proszę, n-nie zostawiaj mnie... N-Nie chcę być sama... C-Chcę być zawsze przy tobie... - dodałam.
<Avenku?>
<Avenku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz