Trucizna?! Ktoś chciał go otruć?! W moich oczach pojawił się strach o ukochanego oraz złość na tego, kto próbował go zabić. Spojrzałam na Bianaida, który podszedł do mnie i swoim pyskiem zbliżył się do mojej twarzy. Pogładziłam go po jego ogromnym nosie i przytuliłam się do mojej kochanej jaszczurki.
~ Bianaid... Proszę, obiecaj mi, że zajmiesz się nami. Nie pozwól, aby ktokolwiek nieznajomy i ktokolwiek o dziwnym zapachu się tutaj zbliżył. Gdyby coś się działo, powiedz mi. -rzekłam w myślach do ukochanego smoka.
Lodowa jaszczurka uniosła się, rozłożyła skrzydła, po czym Bianaid uniósł się, pozostawiając na ziemi chłód oraz szron na trawie, który do czasu ocieplenia miejsca na pewno się utrzyma. Podeszłam do Avena i przytuliłam się do niego mocno z dwóch powodów. Było mi zimno i tak bardzo byłam przerażona faktem, że był on otruty. Chłopak objął mnie, gładząc mnie po głowie. Po chwili pocałowałam go i podeszłam do smoczycy ukochanego, która od razu ulokowała spojrzenie we mnie. Pokrzepiająco się do niej uśmiechnęłam, po czym pogładziłam ją po jej pysku, aby dać jej otuchy do walki z trucizną. Nic innego przecież nie mogłam zrobić. Czułam się bezsilna.
-Tiela, nie martw się. Pomożemy ci. -szepnęła, po czym spojrzałam na Avena, nadal głaszcząc smoczycę. -Myślę, kto mógłby nam pomóc i chyba nawet już wiem. Pobiegnę po nią.
Po tym stwierdzeniu wstałam, podeszłam do Avena i pocałowałam go. Wiedziałam, że to co teraz robię będzie ogromną głupotą, ale liczy się czas. Potem miałam zamiar poprosić Bianaida, aby przeniósł mnie i Adris do Tieli. Taki miałam plan. Ale aby szybko dostać się do kobiety, miałam zamiar użyć mojej mocy. Nałożyłam na uszy słuchawki, po czym pstryknęłam, a czas zwolnił. Widziałam, że Aven był w trakcie mówienia czegoś, ale nic nie mogłam zrobić. Uśmiechnęłam się i pobiegłam po Adris. Nie minęło dużo czasu, a ja stanęłam przed kobietą.
-Smok Avena potrzebuje pomocy! -krzyknęłam.
~*~
Wraz z Adris wróciłam do Tieli. Kiedy kobieta zeszła ze smoka, ja z niego spadłam, uderzając w ziemię. Z mojego nosa i kącika ust płynęła krew, a po upadku moja skroń również zaczęła uwalniać szkarłatną ciecz. Spojrzałam pustym wzrokiem na Avena, a potem zamknęłam zmęczone oczy.
- Ona... Uratuje Tielę... -szepnęłam, a potem zaczęłam czuć się gorzej.
Moje Minimum było w nie najlepszym stanie. Ja sama też czułam się źle, a na dodatek coś jakby mnie rozsadzało w środku. Nie umrę, ale... Ale... Co jak nie będę mogła się ruszyć...
<Avenku? >
9 sierpnia 2018
Od Mirajane CD Avena
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz