Gdybym miał cofnąć się w czasie i tak skradłbym jej serce, a ona skradłaby moje, nie wyobrażam sobie inaczej. Miałem w ramionach teraz swoją ukochaną, i kto mógłby to przewidzieć, iż ja się zakocham? Pokocham kogoś tak prawdziwie jak ją?
Nasze pocałunki stawały się bardziej namiętne, pobudzała mnie każdym dotknięciem, każdym podmuchem jej oddechu, które czułem na swoim policzku. Rękoma rozpocząłem wędrówkę po jej ciele, które tak bardzo chciałbym zobaczyć.. tak bardzo chciałbym rozpalić ją do szaleństwa.
Kiedy jej dłonie błądziły po moim torsie i wsunęły się pod materiał mojej koszuli wiedziałem co się święci.. Pragnąłem jej odkąd tylko ją poznałem, ale nie mam zamiaru się spieszyć. Nie chciałbym by prze ze mnie cierpiała w jakikolwiek sposób. Zaczęła ciągnąć nas w stronę łóżka, lecz ja zatrzymałem się, chwyciłem ją za dłonie splatając nasze palce razem i oderwałem się od jej ust.
-Nie zrobię nic czego byś nie chciała-powiedziałem patrząc w jej przepiękne niebieskie oczy.
-Ja..-rzekła ale jej przerwałem.
-W niczym się nie spieszmy kruszynko-rzekłem. Ta uśmiechnęła się dosyć nieśmiało po czym zarzuciła swoje dłonie na moją szyję. Podniosłem ją, pocałowałem i okręciłem nas, postawiłem ją na ziemi kiedy usłyszałem głos Tieli.
~Aven, wybacz że przerywam, ale potrzebuję Cię-powiedziała. Czułem w sobie, że coś jest nie tak jak powinno. Popatrzyłem na Mirę i poprawiłem swoją koszulę.
-Moja smoczyca ma kłopoty-wyjaśniłem. Od razu oboje wyruszyliśmy do miejsca, w którym była smoczyca. Kiedy dotarliśmy do polany, zauważyłem Tielę, leżała przy wielkim drzewie, które w porównaniu z nią było tylko troszkę większe od niej. Smok Miry Bianaid siedział przy niej i obserwował ją z uwagą, kiedy podeszliśmy bliżej dopiero w tedy na nas spojrzał.
-Co się dzieje?-zapytałem zwracając się do smoków.
~Trucizna-odparła Tiela.
-Kurwa.. nie. To ja ją zażyłem nie Ty..-powiedziałem. Byłem w szoku.. nie wiedziałem co robić..
-Co zażyłeś?-zapytała Mira. Mać!.. Nie umiem trzymać języka za zębami.
-Na balu ktoś podał mi w kieliszku truciznę. Mój organizm jakoś sobie poradził, ale Tiela inaczej reaguje.-wytłumaczyłem.
<Mirajane?>
Nasze pocałunki stawały się bardziej namiętne, pobudzała mnie każdym dotknięciem, każdym podmuchem jej oddechu, które czułem na swoim policzku. Rękoma rozpocząłem wędrówkę po jej ciele, które tak bardzo chciałbym zobaczyć.. tak bardzo chciałbym rozpalić ją do szaleństwa.
Kiedy jej dłonie błądziły po moim torsie i wsunęły się pod materiał mojej koszuli wiedziałem co się święci.. Pragnąłem jej odkąd tylko ją poznałem, ale nie mam zamiaru się spieszyć. Nie chciałbym by prze ze mnie cierpiała w jakikolwiek sposób. Zaczęła ciągnąć nas w stronę łóżka, lecz ja zatrzymałem się, chwyciłem ją za dłonie splatając nasze palce razem i oderwałem się od jej ust.
-Nie zrobię nic czego byś nie chciała-powiedziałem patrząc w jej przepiękne niebieskie oczy.
-Ja..-rzekła ale jej przerwałem.
-W niczym się nie spieszmy kruszynko-rzekłem. Ta uśmiechnęła się dosyć nieśmiało po czym zarzuciła swoje dłonie na moją szyję. Podniosłem ją, pocałowałem i okręciłem nas, postawiłem ją na ziemi kiedy usłyszałem głos Tieli.
~Aven, wybacz że przerywam, ale potrzebuję Cię-powiedziała. Czułem w sobie, że coś jest nie tak jak powinno. Popatrzyłem na Mirę i poprawiłem swoją koszulę.
-Moja smoczyca ma kłopoty-wyjaśniłem. Od razu oboje wyruszyliśmy do miejsca, w którym była smoczyca. Kiedy dotarliśmy do polany, zauważyłem Tielę, leżała przy wielkim drzewie, które w porównaniu z nią było tylko troszkę większe od niej. Smok Miry Bianaid siedział przy niej i obserwował ją z uwagą, kiedy podeszliśmy bliżej dopiero w tedy na nas spojrzał.
-Co się dzieje?-zapytałem zwracając się do smoków.
~Trucizna-odparła Tiela.
-Kurwa.. nie. To ja ją zażyłem nie Ty..-powiedziałem. Byłem w szoku.. nie wiedziałem co robić..
-Co zażyłeś?-zapytała Mira. Mać!.. Nie umiem trzymać języka za zębami.
-Na balu ktoś podał mi w kieliszku truciznę. Mój organizm jakoś sobie poradził, ale Tiela inaczej reaguje.-wytłumaczyłem.
<Mirajane?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz