16 sierpnia 2018

Od Sorayi Cd Simon (początki treningu - przygotowanie)


To, co powiedział do mnie Simon wstrząsnęło mną. Jak mogłam tego nie pamiętać? Jak..? Czułam, jak coraz mocniej drżały mi dłonie. Teraz już wiedziałam skąd to dziwne uczucie no i ta obca siła we mnie. To sprawka Simona. Oddał mi część siebie, aby mnie ratować, ale... Zapłacił za wysoką cenę. Chłopak głaskał moje plecy. Robił to delikatnie, zmysłowo. W pewnym sensie to mnie koiło. Dawało poczucie bezpieczeństwa. Lecz z drugiej stron y zaczęłam się bać. Bać o to, że ze mną może być faktycznie źle.
I co ja teraz powiem braciom?
Wtuliłam się w anioła mocno. Jakby to miał być jeden z naszych ostatnich takich momentów. Świadomość tego, że mogę nawet umrzeć zaczynała do mnie docierać z coraz większą siłą.
– To nie twoja wina, Simon. Tylko moja – wyszeptałam mu do ucha. – Muszę wreszcie ściągnąć z siebie tę suknię. Nie wygodnie mi w niej... Pomożesz mi się rozebrać? – spytałam z nadzieją w głosie. Moje ciało marzyło wręcz o tym, by przebrać się w coś o wiele wygodniejszego. Albo w ogóle to ściągnąć i nie zakładać na siebie nic.  – Od dzisiaj bierzemy się za trening. Wezmę się w garść. Obiecuję.
Miałam ochotę na odrobinę czułości, pieszczot. Tak mnie jakoś naszło. Patrząc w niemal czarne oczy Simona tonęłam w jego spojrzeniu. Było takie głębokie... Obecnie bardzo zmartwione, a powodem byłam ja.
– To ja przepraszam. Za wszystko. Simon... – Ujęłam rękoma jego bladą twarz, po czym delikatnie go pocałowałam prosto w usta. Na koniec zetknęłam swoje czoło z jego. – Kocham cię... 
Musiałam to powiedzieć. Po prostu musiałam. Byłam już pewna tych słów. Simon to mężczyzna, z którym chciałabym spędzić resztę swojego życia. Gdybym miała go stracić to by było dla mnie równoznaczne z wyrokiem śmierci. 
– Kocham cię  – powtórzyłam drugi raz. Po chwili pocałowałam go znowu, jednak tym razem intensywniej, z miłością. Chciałam, by poczuł to, co ja. By wiedział, że od teraz liczyć się będzie zawsze tylko on. On i nikt więcej... – Dziękuję za to, co dla mnie robisz. Jesteś wspaniały. Nie wiem jak ja ci się odwdzięczę za to wszystko. Ale... – oderwałam się od niego na kilka centymetrów. – Bardzo dziwnie się czuję. Ciągle kręci mi się w głowie... – po raz kolejny się do niego przytuliłam. Było mi tak ciepło, wygodnie, wprost idealnie. Lecz jak zwykle mój organizm musiał w takich cudownych momentach popsuć cały nastrój. Na cały gabinet rozległo się burczenie w moim brzuchu. Ze wstydu to myślałam, że się pod ziemię schowam...



< Simon? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz