Stałem przed moją boginią w niemałym szoku.. W pierwszej chwili do głowy przychodziły mi tysiące myśli i nie byłem w stanie rzec choćby słowa. Milczałem więc bijąc się z myślami, ale widziałem, że Soraya się niecierpliwi, martwi moją reakcją. A ja po prostu nie wiem co mam myśleć.. po dawnym wypadku nie chciałem nigdy sprowadzić na świat nikogo więcej mojej krwi, a tu moja diablica..moja królowa..Soraya jest brzemienna.
Zlustrowałem ją całą, dłużej patrząc na jej brzuch po czym dotarłem do jej czarnych, smolistych oczu i chwyciłem ją za dłoń.
-Jestem z Tobą, jesteś ze mną.. Oczywiście, że jesteśmy razem. Kocham Cię Soraya i nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej, by mogło cię tu nie być. Cokolwiek się stanie nie zmieni się to. Jestem Twój po kres-powiedziałem z pełnym przekonaniem i radością w głosie. Czułem, że moje oczy zmieniły barwę, zapewne ponownie stały się niebieskie, ale nie musiałem tego ukrywać. Nie musiałem niczego przed nią ukrywać, bo akceptowała to kim jestem.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz