20 sierpnia 2018

Od Sorayi CD Simon


   Puściłam jego dłonie szybko. Najwidoczniej Simon nie zrozumiał mnie. Westchnęłam ciężko, obracając się do niego bokiem, jednocześnie opierając się biodrem o szafkę. Uniosłam dłoń, by poprawić sobie rozpuszczone, długie włosy. Przejechałam palcami po nich. Były już naprawdę długie, może to najwyższa pora na ich ścięcie?
      - Ty... ech... nie zrozumiałeś mnie, wcale mnie nie zrozumiałeś, Simon. - Objęłam się ramieniem. - Wiem o czym teraz pomyślałeś. Rozczaruję cię. Nie jestem w ciąży, nie mogę w niej być. - Zerknęłam na niego smutno. - Nie mogę, rozumiesz? Nie mogę mieć dzieci. Nie, dopóki biorę leki, a nawet bez nich... jest to raczej niemożliwe. Simon... - czułam jak powoli zbiera mi się na płacz. - Nigdy nie dam ci potomka... - wydusiłam z siebie, po czym wyszłam. Zostawiłam go w tej kuchni, w środku gotowania i pociągając nosem poszłam do sypialni. Tam, usiadłam na łóżku, ukrywając twarz w dłoniach. Szczęście, które wcześniej mnie całą ogarniało wyparowało w kilka sekund. Moim ciałem wstrząsnął pojedynczy szloch. Potem kolejny i kolejny... Starałam się jakoś uspokoić, zebrać do kupy, ale nie umiałam. Zawiodłam Simona. Czułam to głęboko w sercu. Zawiodłam go, byłam o tym święcie przekonana.
      - Przepraszam, pewnie ci narobiłam nadziei niepotrzebnie. Jestem głupia... - mruknęłam do siebie, bowiem wiedziałam, że Simon nie usłyszy mnie aż z kuchni. Po chwili poczułam, jak anioł przytula mnie do siebie. Automatycznie się w niego wtuliłam. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam Simona. Uzależniłam się od jego ciepła, ciała, zapachu. On wszystkiemu nadawał sens. To Ten Jedyny. Teraz już wiedziałam, jak czuł się Tobiraya. Co on czuje do Any. To samo ja czułam do Upadłego. Jednakże wieść, iż nigdy nie urodzę mu dzieci może nas oddalić od siebie. Wiem, że tak będzie. Z czasem na pewno...


 < Simon? >
      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz