Postanowiłem, że urwę się z miasta. Długie wędrówki, życie na raty... Za bardzo byłem do tego przyzwyczajony. Tak spędziłem niemal całe moje dotychczasowe życie. Zmieniała się w nim jedynie sceneria, towarzysze i dziewki w łożu. Takie to już życie włóczęgi i wyrzutka. Do tego zbiega oraz zdrajcy. Jestem ciekaw, czy sługa Ciernia wyśle po mnie swoich ludzi aż tu, na Eter...
Po kilku dniach wreszcie nadszedł ten moment, w którym wsiałem na swojego konia, po czym galopem pognałem poza mury miasta. Potem, po dobrych kilku godzinach jazdy, odpoczynku, wydostałem się z Eter. Pech chciał, że zaczęło lać. Niech to, przeklęta pogoda. Akurat teraz, gdy mnie zebrało się na wyprawę musiało lać? Serio?! Ach, no tak. akie wyrzutki jak ja nie mają zwykle szczęścia. Dlaczego o tym wiecznie zapominam..?
Wraz z moim wierzchowcem przemierzaliśmy odległe tereny, w które mało kto się zapuszczał. Zwłaszcza w taką pogodę. Tu przynajmniej miałem chwile dla siebie. Ostatnio coraz więcej myślałem nad znalezieniem sobie jakieś porządniejszej roboty. W ręce wpadła mi ostatnio oferta pracy jako barman. Cóż, nigdy nie próbowałem swoich sił w takiej dziedzinie, ale co takiego miałem do stracenia? Jestem zręczny, przystojny jak cholera, inteligentny... Czego chcieć więcej?
Zagłębiłem się w puszczę, głuchą i nieprzyjazną już tak dla człowieka. Fakt, że ściemniło się jedynie potęgował efekt grozy lasu, który właśnie przemierzałem. Deszcz ani na sekundę nie przestawał padać, psia krew... Nienawidzę takiej parszywej pogody... Choć i tak byłem już przemoczony do cna postanowiłem znaleźć sobie jakieś schronienie. I tym razem szczęście mi dopisało, gdyż po jakiś dwudziestu minutach wyczułem w powietrzy zapach pieczonego mięsa. Poza tym wyczułem coś jeszcze ogromnie silną aurę. Taka nie mogła należeć do zwykłego człowieka, oj nie.. Pytanie więc brzmiało: czym jest to skupisko tak potwornej sił? Po upływie minut Zagadka ta została rozwiązana. Do tego dostałem bonus! Znalazłem grotę, z której wydobywał się zapach mięsa, a także dotarłem do źródła tej niezrównoważonej energii... Tam był autentyczny smok! A obok niego, właściwie to wtulona w ciało bestii była jakaś młoda kobieta. W samej halce. Aż się prosiła by ją wziąć. Zwróciłem, choć z wielkim trudem, spojrzenie na dogasający ogień. Ogień... Mój stary, jedyny przyjacielu... Postanowiłem o niego zadbać. Nie minęła chwila, a ognisko zapłonęło z nową siłą. Było duże, dawało ciepło i można było sobie przy nim wysuszyć łachy. Rozebrałem się więc, ściągnąłem kurtkę, koszulę odsłaniając tym samym swoją imponującą klatkę piersiową. Spodnie jak i buty pozostały na mnie. Zaraz i tak by wyschły, więc... Co za różnica? Poza tym, młoda dama pewnie za niedługo się obudzi. Ciekawe jaką będzie mieć minę, jak mnie, nieznajomego, ujrzy w swojej kryjówce....
Po kilku dniach wreszcie nadszedł ten moment, w którym wsiałem na swojego konia, po czym galopem pognałem poza mury miasta. Potem, po dobrych kilku godzinach jazdy, odpoczynku, wydostałem się z Eter. Pech chciał, że zaczęło lać. Niech to, przeklęta pogoda. Akurat teraz, gdy mnie zebrało się na wyprawę musiało lać? Serio?! Ach, no tak. akie wyrzutki jak ja nie mają zwykle szczęścia. Dlaczego o tym wiecznie zapominam..?
Wraz z moim wierzchowcem przemierzaliśmy odległe tereny, w które mało kto się zapuszczał. Zwłaszcza w taką pogodę. Tu przynajmniej miałem chwile dla siebie. Ostatnio coraz więcej myślałem nad znalezieniem sobie jakieś porządniejszej roboty. W ręce wpadła mi ostatnio oferta pracy jako barman. Cóż, nigdy nie próbowałem swoich sił w takiej dziedzinie, ale co takiego miałem do stracenia? Jestem zręczny, przystojny jak cholera, inteligentny... Czego chcieć więcej?
Zagłębiłem się w puszczę, głuchą i nieprzyjazną już tak dla człowieka. Fakt, że ściemniło się jedynie potęgował efekt grozy lasu, który właśnie przemierzałem. Deszcz ani na sekundę nie przestawał padać, psia krew... Nienawidzę takiej parszywej pogody... Choć i tak byłem już przemoczony do cna postanowiłem znaleźć sobie jakieś schronienie. I tym razem szczęście mi dopisało, gdyż po jakiś dwudziestu minutach wyczułem w powietrzy zapach pieczonego mięsa. Poza tym wyczułem coś jeszcze ogromnie silną aurę. Taka nie mogła należeć do zwykłego człowieka, oj nie.. Pytanie więc brzmiało: czym jest to skupisko tak potwornej sił? Po upływie minut Zagadka ta została rozwiązana. Do tego dostałem bonus! Znalazłem grotę, z której wydobywał się zapach mięsa, a także dotarłem do źródła tej niezrównoważonej energii... Tam był autentyczny smok! A obok niego, właściwie to wtulona w ciało bestii była jakaś młoda kobieta. W samej halce. Aż się prosiła by ją wziąć. Zwróciłem, choć z wielkim trudem, spojrzenie na dogasający ogień. Ogień... Mój stary, jedyny przyjacielu... Postanowiłem o niego zadbać. Nie minęła chwila, a ognisko zapłonęło z nową siłą. Było duże, dawało ciepło i można było sobie przy nim wysuszyć łachy. Rozebrałem się więc, ściągnąłem kurtkę, koszulę odsłaniając tym samym swoją imponującą klatkę piersiową. Spodnie jak i buty pozostały na mnie. Zaraz i tak by wyschły, więc... Co za różnica? Poza tym, młoda dama pewnie za niedługo się obudzi. Ciekawe jaką będzie mieć minę, jak mnie, nieznajomego, ujrzy w swojej kryjówce....
< Eshia? >
Wybacz, za taki miszmasz :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz