29 sierpnia 2018

Konkurs!

Konkurs!
Napiszcie wakacyjne opowiadanie! Jak wasza postać/postacie mogły spędzać czas? Co zrobiły, co nowego poznały? Można wszystko zmyślić, bowiem nie łączy się to z naszą główną fabułą ;)
Opowiadanko powinno mieć min.450 słów.
Każdy zostanie nagrodzony za swą pracę.
Główną nagrodę dostanie opo z największą ilością głosów. 

Czas wysyłania prac- do 9 Września

23 sierpnia 2018

Od Simon'a CD Soraya

Soraya robiła się coraz to bardziej poirytowana, co nie sprzyjało kontroli nad energią, a tym bardziej poprawą umiejętności. Dałem jej spróbować raz jeszcze, jednak jak dotychczas, po prostu nie wyszło. Czarnowłosa mruknęła coś pod nosem i tupnęła nogą, była zrezygnowana.
-Hej, spokojnie. Nic nie udaje się od razu. To pierwszy dzień treningu, nie ma się co denerwować.-powiedziałem. Soraya nawet nie spojrzała, była na siebie i na to zła. Odwróciłem się do jednej z altanek, w tej znajdywały się akurat dwa miecze, wziąłem je więc i wróciłem do Sor, przed tym jednak zabezpieczyłem miecze by nas nie skrzywdziły.
-Walczmy!-zawołałem. Musiałem jakoś rozładować jej złość. Dziewczyna popatrzyła na mnie chwilę, po czym zrezygnowana chwyciła miecz. Stanąłem naprzeciwko niej i ustawiłem się do walki, ta zrobiła to samo. Pierwsza zaczęła mnie atakować, oczywiście że każdy cios blokowałem, Sorayi to nie przeszkadzało, że nie mogła mnie trafić, teraz chodziło o wyładowanie się. Po kilku minutach zauważyłem, że uspokoiła się, cieszyło mnie to. Kiedy próbowała mi zadać cios, nagle obkręciłem się tak, że złapałem ją od tyłu za jej dłonie i upuściła miecz.
-Dobrze się dziś spisałaś-pochwaliłem.
-Ale nie wyszło przecież..-wtrąciła.
-Mówiłem ci, że nie wyjdzie od razu. W końcu któregoś dnia ci się uda-powiedziałem. 
~Simon'ie wróciłem, twój skarbiec został wzbogacony-usłyszałem głos Risara. 
~Dobrze, dziękuję Ci. Na pewno się nam to przyda-podziękowałem smokowi i wróciłem do rzeczywistości.
-Chodź pokażę ci coś-rzekłem i podałem jej dłoń, złapała ją i poszła za mną. 
Trafiliśmy do mojego gabinetu, gdzie zwykle Soraya się nie kręciła, tak na prawdę nie wie co tu się kryje. Podeszliśmy do regału, puściłem w tedy Sor i dłonią przesunąłem jedną z ksiąg, wtedy jedna z półek zniknęła i pojawiła się skrzynia. Otworzyłem ją i wyjąłem księgę, zaniosłem ją na biurko.
-Ta księga pomoże ci zrozumieć trochę twoją energię. Przeczytasz to co możesz wiedzieć, reszty nie ujrzysz.-wyjaśniłem.
<Soraya?>

21 sierpnia 2018

Od Sorayi CD Simon


     Nie spodziewałam się nawet, że ta sztuczka wyjdzie mi za pierwszym razem. Miałam obawy co do przekazywania swojej energii. Zwłaszcza Simonowi. Nie chciałam, by stała mu się krzywda. Całe szczęście udało mi się nie za wiele przelać mu mojej energii. Nigdy nie zgłębiałam informacji o tym, co we mnie siedzi, a raczej czym jestem. Najprościej można by było powiedzieć, że jestem akumulatorem, który nie potrzebuje własnych baterii. Chodząca ładowarka... Ćwiczyłam dalej, starałam się skupić należycie, nie myśleć o tym jak cudownie jest czuć gołą skórę Simona na mojej. Jak jego dotyk przyprawia mnie o ciarki... Nie. Muszę się skoncentrować. Robię to dla niego. Dla nas.
    Mijały godziny. Ani razu nie udało mi się zrobić tego, co wcześniej Simonowi. Moja energia jak na złość nie chciała się mnie słuchać. Byłam już mocno poirytowana. Lubię się uczyć nowych rzeczy, wręcz uwielbiam, ale... Kiedy coś mi nie wychodziło, jak w tym przypadku, zaczynały brać mnie nerwy.
       - Zaraz mnie tu szlak jasny trafi! - krzyknęłam wkurzona, po czym z impetem usiadłam na tyłku z naburmuszoną miną. - Nie wychodzi mi to.. - mruknęłam pod nosem. - Nie ma do tego jakiejś instrukcji czy czegoś...? Dobra, jeszcze raz! - Tym razem z podłogi spróbowałam, chyba po raz milionowy. - Simon, nie pomagaj mi! - Upomniałam go. Wyczułam jak anioł próbował mi pomóc.


< Simon? > 
Co dalej..?

20 sierpnia 2018

Od Simon'a CD Soraya

Wkładałem brudne naczynia do zmywarki, gdy nagle usłyszałem wołanie Sorayi. Włożyłem na szybko ostatnie talerze, po czym od razu udałem się do sypialni. Moim oczom ukazała się cała naga, nagusienka Soraya. 
-Jasne, że mogę podejść-rzuciłem tylko podchodząc do niej i kładąc swoje ręce na jej biodrach, ta od razu się uśmiechnęła i spojrzała na mnie można by powiedzieć poważnie, a może tak próbowała ale jej to uniemożliwiałem swoim spojrzeniem i dotykiem? Musnąłem ustami jej kark, a po jej skórze przeszedł dreszcz, kochałem to jak na mnie reaguje.. za każdym razem.
-To, w czym ci mogę pomóc?-zapytałem między pocałunkami jej szyi. Soraya przechyliła głowę w bok by dać mi do siebie lepszy dostęp, oczywiście wykorzystałem to. Próbowała coś wyjęczeć, ale nie wychodziło.
-T..trening. Co mam założyć?-w końcu wydusiła. Uśmiechnąłem się i okręciłem ją w ten sposób, że miałem ją do siebie przodem. 
-Jak dla mnie możesz nic-odpowiedziałem.
-Simon!-zaczerwieniła się lekko, a po chwili zaczęła cicho chihotać kiedy ucisnąłem palcami jej boki, miała łaskotki, właśnie to odkryłem.
-Zacznijmy od rozgrzewki-powiedziałem patrząc na nią.
-Czyli ?-zapytała nie spuszczając ze mnie wzroku. W dłoni trzymała jakąś koszulkę, chwyciłem ją i odłożyłem z powrotem do szuflady. 
-Czyli to-powiedziałem i podniosłem ją. Zaniosłem na łóżko, gdzie ją położyłem. Soraya patrzyła na mnie jak bym był jakiś magiczny. 
-----
Po naszej małej rozgrzewce opuściłem łoże i ubrałem się, jednak koszuli postanowiłem nie zakładać do naszego "normalniejszego" treningu. 
-Ubierz się tak by było Ci wygodnie kochana-poleciłem. -Czekam na środkowym tarasie-powiedziałem i wyszedłem z domku. 
Czekając na Sor zacząłem skupiać w sobie całą energię. Gdy usłyszałem jej kroki otwarłem oczy i zwróciłem się w jej stronę. Na jej szyi mogłem podziwiać malinki, które niespecjalnie, a może i tak zrobiłem w czasie rozgrzewki. Chciała coś powiedzieć, lecz przerwałem jej, wiedziałem dobrze, że chce się dowiedzieć wszystkiego.
-Nauczę cię jak masz się posługiwać energią,siłą w sobie, jak masz ją kontrolować tak by nie rozsadziła cię od środka. Nauczę Cię tego co w tobie siedzi.-powiedziałem. Podszedłem do niej i położyłem dłonie na jej ramionach.
-Wszystko będzie dobrze-rzekłem posyłając jej uśmiech. Cofnąłem się o kilka kroków i stanąłem naprzeciwko niej. Wyciągnąłem jedną dłoń przed siebie.
-Musisz się uspokoić, poskromić energię która w tobie siedzi. Pomyśleć i uwierzyć w to, że masz nad nią kontrolę, że możesz zrobić z nią wszystko co zapragniesz. Zaufać sobie i tej energii, tej potędze.-mówiłem i zamknąłem oczy. Po chwili je otwarłem, a na mojej dłoni stwarzała się kula mojej mocy.
Some more fun with particles :D Hit 'Z' for 2x and 'L' to show some love. Thanks for watching. Stay tuned!
Soraya patrzyła zafascynowana. Zamknąłem dłoń i "bańka" mej energii zniknęła, ponownie otwierając znowuż się pojawiała. W końcu jednak kazałem jej zniknąć na dobre.
-Poćwiczymy najpierw właśnie nad tym.-powiedziałem.
Soraya wydawała się nie być przekonana, wiedziałem, że się boi, i że przed nią dużo nauki, ale poradzi sobie ona świetnie. Podszedłem do niej i stanąłem bardziej z tyłu.
-Zamknij oczy, zrób tak jak kazałem.-rzekłem. -A teraz wyciągnij rękę przed siebie-dodałem po kilku minutach. Z dłoni Sor nie wyjawiło się nic i nie byłem tym zdziwiony było to normalne. Otworzyła oczy i machnęła ręką.
-Hej hej, spokojnie, to nie takie proste jak widać, ale dasz radę-powiedziałem.
-Swoją energię ćwiczysz od kilku lat, ja mam w sobie..burzę..-rzekła. W tedy do głowy przyszedł mi pomysł.
-Daj mi swoją dłoń i spróbuj mnie porazić-powiedziałem. Soraya spojrzała na mnie jak na jakiegoś niemyślącego.
-Dalej-poleciłem nie dając jej nic powiedzieć.-Pomyśl o czymś czym sprawiłem, że byłaś radosna, skup się na pozytywnym uczuciu.-wyjaśniłem.
Po chwili poczułem jak jej energia lekko mnie podrażniła, w tedy zabrałem swoją dłoń.
-Zrobię to teraz z twoją energią-rzekłem.
Skupiłem się, kilka sekund minęło a nas spowił cień, wokoło były chmury, zacząłem działać.
Gifs e Mimos
Czułem jak po moim ciele przebiegają błyskawice, jak mną szarpią, jednak byłem dla nich za silny.
Przestałem i świat wokół wrócił do normalności.
-Pierwszy raz miałem taką energię w ręku, dałem radę ją poskromić, więc i ty dasz radę bo w ciebie wierzę..skarbie-powiedziałem i pogładziłem ją po policzku.
-Ćwicz dalej, a kiedyś przejdziemy do czegoś takiego.
<Soraya?>

Od Sorayi CD Simon


     Zapewnienia Simona nieco mnie uspokoiły. Myśli nie dręczyły mnie już, aczkolwiek niepokój pozostał. Kiedyś brak dzieci nas poróżni. Byłam tego niemal pewna... Odkleiłam się od anioła, pogłaskałam go po twarzy. Był taki czuły i wyrozumiały.
         - Przepraszam za moje zachowanie. Ja... ja nie wiem jak mam się zachować. Dla mnie to wszystko jest nowe. Bycie z tobą i w ogóle... To takie inne. Myślę teraz o zupełnie innych rzeczach. Dawne priorytety odeszły na bok. Wcześniej liczyło się jedynie pokonanie Cierna, a teraz... Ty... - spojrzałam mu głęboko w oczy - .. teraz to ty jesteś priorytetem.
    Po tych słowach posiedzieliśmy jeszcze trochę, po czym wróciliśmy do kuchni, aby dokończyć obiad. Po posiłku udałam się do łazienki. Żeby się wykąpać. Czułam, że prysznic dobrze by mi zrobił, dlatego jeszcze przed wejściem do łazienki zostawiłam resztę swojego i tak już skąpego ubrania przed drzwiami. Nago weszłam pod prysznic, nie martwiąc się tym, że zostawiłam otwarte na oścież drzwi. Mając kojący zabieg wodny za sobą, jeszcze ociekając wodą, weszłam do pokoju po jakieś ubrania. Coś, co nadałoby się do treningu. Potem jednak pomyślałam, iż nawet nie wiem jak przygotować się na ten trening. Dlatego postanowiłam spytać Simona.
      - Simon? Możesz tu podejść na chwilę? - zawołałam go. Był w kuchni, pewnie kończył sprzątać po obiedzie...


< Simon? >

Od Mirajane CD Avena


Spojrzałam na siedzącego obok Bianaida tygrysa. Uśmiechnęłam się i podeszłam do niego, po czym pogłaskałam łeb mojego zmiennokształtnego chłopaka. Pocałowałam go w czoło, drapiąc go za uchem i patrząc mu bez końca w oczy.
- Lecisz ze mną. Nie ma opcji, że będzie inaczej. - powiedziałam cicho.
Mój smok pomógł wsiąść dla Avena, a ja z kolei weszłam również na smoka, który radośnie mruknął. Widać, że cieszył się z tego powodu, że jestem cała i się uśmiecham. Duża jaszczurka machnęła skrzydłami, a wówczas powstał diabelsko zimny wiatr od którego zadrżałam i kichnęłam. Pogładziłam białe łuski, kiedy lecieliśmy w stronę Akademii. Uśmiechnęłam się, widząc budynki z daleka. Były mi tak bliskie, więc tęskniłam za nimi. To była szczera tęsknota za ciepłym łóżkiem. Po chwili wylądowaliśmy, a kiedy ja oraz Aven zeskoczyliśmy z Bianaida, ten odleciał w swoją stronę. Wiedziałam, że zjawi się w razie czego na czas. Wraz z moim ukochanym weszliśmy do szkoły. Było w niej jak zawsze bezpiecznie i przytulnie. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam tygrysa po głowie.
- Idziemy na spacer czy do pokoju...? - zapytałam cichutko i pochyliłam się, aby pocałować zwierzę w czoło.
Czułam, że jestem bezpieczna nie tylko przez to, że byłam w akademii. Wszystko było tak ciepłe, ale... To dzięki Avenowi czułam się najbezpieczniej i nikt nie był w stanie mi go zastąpić...
<Avenek?>

Od Avena CD Mirajane

Objąłem Mirę i pozwoliłem na to by się we mnie wtuliła, ale kiedy zaczęła mówić o tym, jaka ona głupia i prosić bym jej nie zostawiał nie mogłem już. Odsunąłem od siebie dziewczynę na taką odległość by bez trudu spojrzeć jej w oczy, byłem zdenerwowany, ale ze spokojem działałem.
-Kurwa kruszyno, przestań. Nie mów nigdy, że mogę kiedykolwiek Cię zostawić! Dobrze wiesz, że nie mógłbym tego zrobić. Więc przestań.-powiedziałem po czym przysunąłem ją z powrotem do siebie i zamknąłem w uścisku.
-Powiedz tylko, jak się czujesz?-poprosiłem po chwili.
-Lepiej-rzekła lekko ochrypłym głosem, przez płacz.
-Cieszę się.. księżniczko, musisz mnie już puścić..-powiedziałem, a kiedy to uczyniła stanąłem na środku pokoju i zmieniłem się w tygrysa, mój czas się skończył.
Usiadłem i spojrzałem na dziewczynę moimi tygrysimi oczyma. Ta po chwili wstała i uklęknęła przy mnie i wtuliła się we mnie drapiąc tym samym mnie po karku.
Musieliśmy już wracać do domu, odsunąłem się więc od Miry i poszedłem w kierunku drzwi.
Niebieskowłosa zrozumiała o co chodzi, pościeliła łóżko na którym leżała i poszła za mną.
Podziękowała Adris za opiekę i wyszliśmy. Elfka była lekko zaskoczona moją postacią, ale to już trudno. Podbiegłem do smoka Miry i usiadłem przy nim, ma lecieć nim, ja wrócę sam.
<Mirajane?>

Od Simon'a CD Soraya

Kiedy Soraya wyszła z kuchni z zełzawionymi oczami, przez chwilę stałem w bezruchu. Słysząc szloch dobiegający z sypialni bez namysłu po prostu do niej poszedłem.
Kiedy ją objąłem ta wtuliła się we mnie, moja głupiutka diablica.
-Za nic Cię nie zostawię. Jesteś dla mnie najważniejsza rozumiesz? To, że nie możemy mieć dzieci.. przebolejemy to, jesteśmy razem. Nie odwrócę się od Ciebie tylko dlatego, że nie dasz mi potomka.-powiedziałem. Sor jednak nadal wtulona we mnie nie odezwała się słowem, ale czułem że jest spokojniejsza.
-Nie płacz i nie myśl nigdy o tym, że mogłabyś mnie do siebie jakkolwiek zniechęcić. Soraya to dzięki tobie zobaczyłem co to prawdziwe szczęście.. Bo ty właśnie mi je dajesz-powiedziałem po czym wstałem i ukucnąłem przed nią, chwyciłem za dłoń, którą po chwili pocałowałem i położyłem ją na mojej klatce piersiowej, tak by poczuła bicie mojego serca.
Spojrzałem w jej oczy i lekko się uśmiechnąłem.
-To dla Ciebie tylko bije-rzekłem. Taka była prawda, dla niej biło moje serce.. Moja misja została ukończona, a ostatnie zadanie nie będzie wykonane, postaram się by zawsze przy niej trwać.
<Soraya?>

Od Sorayi CD Simon


   Puściłam jego dłonie szybko. Najwidoczniej Simon nie zrozumiał mnie. Westchnęłam ciężko, obracając się do niego bokiem, jednocześnie opierając się biodrem o szafkę. Uniosłam dłoń, by poprawić sobie rozpuszczone, długie włosy. Przejechałam palcami po nich. Były już naprawdę długie, może to najwyższa pora na ich ścięcie?
      - Ty... ech... nie zrozumiałeś mnie, wcale mnie nie zrozumiałeś, Simon. - Objęłam się ramieniem. - Wiem o czym teraz pomyślałeś. Rozczaruję cię. Nie jestem w ciąży, nie mogę w niej być. - Zerknęłam na niego smutno. - Nie mogę, rozumiesz? Nie mogę mieć dzieci. Nie, dopóki biorę leki, a nawet bez nich... jest to raczej niemożliwe. Simon... - czułam jak powoli zbiera mi się na płacz. - Nigdy nie dam ci potomka... - wydusiłam z siebie, po czym wyszłam. Zostawiłam go w tej kuchni, w środku gotowania i pociągając nosem poszłam do sypialni. Tam, usiadłam na łóżku, ukrywając twarz w dłoniach. Szczęście, które wcześniej mnie całą ogarniało wyparowało w kilka sekund. Moim ciałem wstrząsnął pojedynczy szloch. Potem kolejny i kolejny... Starałam się jakoś uspokoić, zebrać do kupy, ale nie umiałam. Zawiodłam Simona. Czułam to głęboko w sercu. Zawiodłam go, byłam o tym święcie przekonana.
      - Przepraszam, pewnie ci narobiłam nadziei niepotrzebnie. Jestem głupia... - mruknęłam do siebie, bowiem wiedziałam, że Simon nie usłyszy mnie aż z kuchni. Po chwili poczułam, jak anioł przytula mnie do siebie. Automatycznie się w niego wtuliłam. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam Simona. Uzależniłam się od jego ciepła, ciała, zapachu. On wszystkiemu nadawał sens. To Ten Jedyny. Teraz już wiedziałam, jak czuł się Tobiraya. Co on czuje do Any. To samo ja czułam do Upadłego. Jednakże wieść, iż nigdy nie urodzę mu dzieci może nas oddalić od siebie. Wiem, że tak będzie. Z czasem na pewno...


 < Simon? >
      

Od Simon'a CD Soraya

Stałem przed moją boginią w niemałym szoku.. W pierwszej chwili do głowy przychodziły mi tysiące myśli i nie byłem w stanie rzec choćby słowa. Milczałem więc bijąc się z myślami, ale widziałem, że Soraya się niecierpliwi, martwi moją reakcją. A ja po prostu nie wiem co mam myśleć.. po dawnym wypadku nie chciałem nigdy sprowadzić na świat nikogo więcej mojej krwi, a tu moja diablica..moja królowa..Soraya jest brzemienna.
Zlustrowałem ją całą, dłużej patrząc na jej brzuch po czym dotarłem do jej czarnych, smolistych oczu i chwyciłem ją za dłoń.
-Jestem z Tobą, jesteś ze mną.. Oczywiście, że jesteśmy razem. Kocham Cię Soraya i nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej, by mogło cię tu nie być. Cokolwiek się stanie nie zmieni się to. Jestem Twój po kres-powiedziałem z pełnym przekonaniem i radością w głosie. Czułem, że moje oczy zmieniły barwę, zapewne ponownie stały się niebieskie, ale nie musiałem tego ukrywać. Nie musiałem niczego przed nią ukrywać, bo akceptowała to kim jestem.
<Soraya?>

Od Sorayi CD Simon


      Skupiłam się na gotowaniu. Chciałam, by moje danie, jedyne jakie potrafię przyrządzić, smakowało Simonowi. Lasagne, bo to właśnie zamierzałam przygotować, jest jedyną zjadliwą rzeczą, którą potrafię, serio. Jako beztalencie kulinarne jest to moją ujmą na honorze kobiety. Jak można nie umieć gotować? A można, wystarczy być mną. To w zupełności wystarczy.
      Zajęłam się pracą, a fakt, iż stałam w samej bieliźnie w ogóle mi nie przeszkadzał, a wręcz przeciwnie. Odczuwałam pełną swobodę. Nie czułam żadnego skrępowania. Nawet, gdy anioł za mną nieprzerwanie obserwował co robię. Doskonale wyczuwałam jego spojrzenie na sobie. Lecz nagle zastygłam na moment. Simon podszedł do mnie bezszelestnie i oplótł ramionami w pasie. Szybko się rozluźniłam. Z moich ust wymsknął się cichy chichot. Bardzo rzadko mi się to zdarza, lecz przy Simonie czuję się wolnym człowiekiem. Po prostu sobą, ale także i pełnoprawną kobietą. Jeszcze nigdy tak nie miałam. To cudowne, naprawdę. Przestałam mieszać sos beszamelowy w garnku, wtuliłam się plecami w anioła. Zaciągnęłam się jego zapachem, który jak zwykle zawładnął mną bez reszty. Na Bogów, ja serio go kocham. Kocham..! Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak tym momencie...
      - Simon, ogromnie się cieszę, nawet nie masz pojęcia, że cię poznałam. Że stanąłeś na mojej drodze wtedy, na plaży - szepnęłam do niego. Przypomniałam sobie tamten moment. Jak się okazało był to przełom mojego życia. Wspaniały początek czegoś... pięknego, ale i niebezpiecznego. - Naprawdę się cieszę..., ale... - Posmutniałam nieco, gdyż jedna rzecz blokowała moje pełne poczucie spełnienia. - Musisz coś wiedzieć. Nie powiedziałam ci... czegoś... - Zestawiłam gotowy już sos na bok, aby się nie przypalił, a potem wyplątałam się z objęć Simona, który to popatrzył na mnie marszcząc brwi.
      - Co się stało? O czym chcesz mi powiedzieć?
    - Bo... posłuchaj, ja... - zaczęłam się jąkać. - Już wcześniej chciałam ci powiedzieć, że.. - Tak chciałam mu powiedzieć jeszcze przed balem.
      - No wykrztuś to z siebie, Sor.. - Anioł uśmiechnął się do mnie, zachęcając do mówienia, jednakże w jego spojrzeniu dostrzegłam, że się zmartwił.     
      - Chodzi o to, że... - złapałam się odruchowo za brzuch. Simon od razu zwrócił na to uwagę. Ze zdziwienia otworzył aż szerzej oczy. Chciał coś powiedzieć, ale weszłam mu w słowo. - Przepraszam, że ci tego przed naszą pierwszą wspólną nocom nie powiedziałam. Nie myślałam wtedy, że... że my... Że będziemy razem... - spojrzałam na niego poważnym wzrokiem. - Bo chyba jesteśmy razem, tak..? - Czekałam na to co mi odpowie. Nasza "sytuacja" może i była dość skomplikowana, doskonale to rozumiałam. Nie wiem jakie konsekwencje wyniknął potem. Przecież Simon to rodzony syn Oromisa, a ja jestem córką Dreyara. Oboje jesteśmy z boskiej krwi. Nie wiadomo, co z tego wyniknie. Czy nam w ogóle wolno być razem? Co, jeśli istnieją jakieś przeciwwskazania? Co wtedy? 


< Simon..? >

18 sierpnia 2018

Od Simon'a CD Soraya

Mając ją w ramionach nadal nie mogłem uwierzyć w znaczenie tych dwóch słów "Kocham Cię", powiedziała to i to pewnie, bez zająknięcia i z pełnym przekonaniem. Czyżby Soraya pokochała upadłego anioła? Pokochała mnie? Nie zasłużyłem na to, bo niby czym? Tacy jak ja nie zasługują na miłość czy nawet zaufanie, ale Ona mnie tym obdarzyła, a ja nie chcę i nie pozwolę tego zepsuć.
Dźwięk burczenia wydobywający się z brzucha Sor odepchnął mnie od myśli o tym wszystkim. Uśmiechnąłem się do niej patrząc jej prosto w oczy.
-To ja powinienem Ci za wszystko dziękować. Pokazałaś upadłemu, że można inaczej.. zmieniłaś mnie na lepsze. Dziękuję.-powiedziałem, a po chwili rękoma powędrowałem do odpięcia sukni balowej. Pomogłem jej się pozbyć sukni, a gdy stała tak w samej bieliźnie prze de mną.. Dostawałem szału. Odwróciłem głowę patrząc w kierunku kuchni i westchnąłem, już sekundę później poczułem jej dłonie na mojej twarzy, zmusiła mnie bym na nią popatrzył. Widok jej ciała, ta woń, to uczucie jej energii.. wszystko działało na mnie tak niezwykle.
-Jesteś piękna-rzekłem tak nagle. Czarnowłosa przygryzła wargę i spojrzała w dół, po chwili jednak ponownie popatrzyła na mnie. Chwyciłem ją w pasie i pociągnąłem do siebie szybko podnosząc, nie miała czasu na reakcję i pocałowałem ją.
Noble my love  Webtoon
-Kocham Cię-powiedziałem przerywając pocałunek. Cmoknąłem ją jeszcze w czoło, a następnie nadal mając ją na rękach, zaniosłem do kuchni gdzie dopiero wtedy postawiłem ją na ziemi.
-Na co masz ochotę?-zapytałem, a jej oczy błądziły po mnie. Uśmiechnąłem się i ująłem dłonią jej brodę i lekko ją pogładziłem.
-I na to przyjdzie pora-szepnąłem patrząc Sor w oczy, momentalnie na jej polikach powstały czerwone okręgi, wyglądała uroczo.
-To.. ponawiam pytanie. Na co masz ochotę, co byś zjadła?-zapytałem. Czarnowłosa nie odpowiedziała, ominęła mnie tylko i wyciągnęła z szafki naczynia oraz garnki.
-No dobrze-rzekłem tylko. W sumie podobało mi się, że będę mógł patrzeć na to jak moja ukochana gotuje. Usiadłem więc na jednym z krzeseł i pozwoliłem jej działać.
Po kilku minutach jednak wstałem, podszedłem do niej od tyłu kiedy akurat coś przyrządzała i trochę ją zaskoczyłem bowiem pojawiłem się przy niej bezszelestnie.
This could be us but I haven't found you yet
<Soraya?>

16 sierpnia 2018

Od Sorayi Cd Simon (początki treningu - przygotowanie)


To, co powiedział do mnie Simon wstrząsnęło mną. Jak mogłam tego nie pamiętać? Jak..? Czułam, jak coraz mocniej drżały mi dłonie. Teraz już wiedziałam skąd to dziwne uczucie no i ta obca siła we mnie. To sprawka Simona. Oddał mi część siebie, aby mnie ratować, ale... Zapłacił za wysoką cenę. Chłopak głaskał moje plecy. Robił to delikatnie, zmysłowo. W pewnym sensie to mnie koiło. Dawało poczucie bezpieczeństwa. Lecz z drugiej stron y zaczęłam się bać. Bać o to, że ze mną może być faktycznie źle.
I co ja teraz powiem braciom?
Wtuliłam się w anioła mocno. Jakby to miał być jeden z naszych ostatnich takich momentów. Świadomość tego, że mogę nawet umrzeć zaczynała do mnie docierać z coraz większą siłą.
– To nie twoja wina, Simon. Tylko moja – wyszeptałam mu do ucha. – Muszę wreszcie ściągnąć z siebie tę suknię. Nie wygodnie mi w niej... Pomożesz mi się rozebrać? – spytałam z nadzieją w głosie. Moje ciało marzyło wręcz o tym, by przebrać się w coś o wiele wygodniejszego. Albo w ogóle to ściągnąć i nie zakładać na siebie nic.  – Od dzisiaj bierzemy się za trening. Wezmę się w garść. Obiecuję.
Miałam ochotę na odrobinę czułości, pieszczot. Tak mnie jakoś naszło. Patrząc w niemal czarne oczy Simona tonęłam w jego spojrzeniu. Było takie głębokie... Obecnie bardzo zmartwione, a powodem byłam ja.
– To ja przepraszam. Za wszystko. Simon... – Ujęłam rękoma jego bladą twarz, po czym delikatnie go pocałowałam prosto w usta. Na koniec zetknęłam swoje czoło z jego. – Kocham cię... 
Musiałam to powiedzieć. Po prostu musiałam. Byłam już pewna tych słów. Simon to mężczyzna, z którym chciałabym spędzić resztę swojego życia. Gdybym miała go stracić to by było dla mnie równoznaczne z wyrokiem śmierci. 
– Kocham cię  – powtórzyłam drugi raz. Po chwili pocałowałam go znowu, jednak tym razem intensywniej, z miłością. Chciałam, by poczuł to, co ja. By wiedział, że od teraz liczyć się będzie zawsze tylko on. On i nikt więcej... – Dziękuję za to, co dla mnie robisz. Jesteś wspaniały. Nie wiem jak ja ci się odwdzięczę za to wszystko. Ale... – oderwałam się od niego na kilka centymetrów. – Bardzo dziwnie się czuję. Ciągle kręci mi się w głowie... – po raz kolejny się do niego przytuliłam. Było mi tak ciepło, wygodnie, wprost idealnie. Lecz jak zwykle mój organizm musiał w takich cudownych momentach popsuć cały nastrój. Na cały gabinet rozległo się burczenie w moim brzuchu. Ze wstydu to myślałam, że się pod ziemię schowam...



< Simon? >

Od Awisina CD Drake/Zula/Reszta

Patrzyłem na tego faceta z rozbawieniem, którego nie ukazywałem oczywiście, co jak co maniery jakieś muszę stosować w końcu bal. Podobało mi się to jak starał się bronić Zuli, która w tej chwili całą swoją buźkę miała zapłakaną, jej brązowozłote oczy nie odklejały się ze mnie nawet na moment.
Wystąpiła na przód łapiąc faceta za dłoń i lekko się do niego uśmiechając. Typ był zdezorientowany, było to widać jednym rzutem oka.
-Spokojnie, nie mógłbym jej skrzywdzić-powiedziałem i skierowałem wzrok wprost na moją cudowną córeczkę.
-T..Tato..-powiedziała i rzuciła mi się w objęcia, objąłem ją mocno. Czułem jak moje serce przepełnia w tym momencie radość.. Miałem swe dziecko w ramionach, całe i bezpieczne.
-Tato?-odezwał się towarzysz Zuli. Oderwała się ode mnie z trudem i odwróciła się w jego stronę.
-To mój ojciec..on żyje. Drake, to mój ojciec Awisin-mówiła ze łzami w oczach.
-Tato, to Drake mój narzeczony-ostatnie zdanie utkwiło mi w głowie i odbijało się echem w jej wnętrzu. Narzeczony? Zula ma narzeczonego?
-Miło mi poznać, jako Axall zapewne wiesz kim jestem i co mogę zrobić jeśli mej córce spadnie chodź włos z głowy przez ciebie.-powiedziałem poważnym tonem, Zula patrzyła na mnie zszokowana lekko.
-Żartuję przecież. Widzę jak o nią dbasz i podoba mi się to-rzekłem.
-T..-zaczęła Zulka, lecz jej przerwałem.
-Udajemy się na naszą wyspę, musisz znaleźć Arianę. Ale nie mów jej nic o mnie. To rodzinna sprawa tak jej powiedz.-powiedziałem. -Widzimy się w porcie za godzinę-dokończyłem.
Nie dałem im szansy na powiedzenie czegokolwiek i zniknąłem w tłumie.
Miałem bowiem coś do załatwienia przed wyjazdem.
<Drake? Zula? Reszta?>

Od Logana Cd Eshia

Postanowiłem, że urwę się z miasta. Długie wędrówki, życie na raty... Za bardzo byłem do tego przyzwyczajony. Tak spędziłem niemal całe moje dotychczasowe życie. Zmieniała się w nim jedynie sceneria, towarzysze i dziewki w łożu. Takie to już życie włóczęgi i wyrzutka. Do tego zbiega oraz zdrajcy. Jestem ciekaw, czy sługa Ciernia wyśle po mnie swoich ludzi aż tu, na Eter...
Po kilku dniach wreszcie nadszedł ten moment, w którym wsiałem na swojego konia, po czym galopem pognałem poza mury miasta. Potem, po dobrych kilku godzinach jazdy, odpoczynku, wydostałem się z Eter. Pech chciał, że zaczęło lać. Niech to, przeklęta pogoda. Akurat teraz, gdy mnie zebrało się na wyprawę musiało lać? Serio?! Ach, no tak. akie wyrzutki jak ja nie mają zwykle szczęścia. Dlaczego o tym wiecznie zapominam..?
Wraz z moim wierzchowcem przemierzaliśmy odległe tereny, w które mało kto się zapuszczał. Zwłaszcza w taką pogodę. Tu przynajmniej miałem chwile dla siebie. Ostatnio coraz więcej myślałem nad znalezieniem sobie jakieś porządniejszej roboty. W ręce wpadła mi ostatnio oferta pracy jako barman. Cóż, nigdy nie próbowałem swoich sił w takiej dziedzinie, ale co takiego miałem do stracenia? Jestem zręczny, przystojny jak cholera, inteligentny... Czego chcieć więcej?
Zagłębiłem się w puszczę, głuchą i nieprzyjazną już tak dla człowieka. Fakt, że ściemniło się jedynie potęgował efekt grozy lasu, który właśnie przemierzałem. Deszcz ani na sekundę nie przestawał padać, psia krew... Nienawidzę takiej parszywej pogody... Choć i tak byłem już przemoczony do cna postanowiłem znaleźć sobie jakieś schronienie. I tym razem szczęście mi dopisało, gdyż po jakiś dwudziestu minutach wyczułem w  powietrzy zapach pieczonego mięsa. Poza tym wyczułem coś jeszcze ogromnie silną aurę. Taka nie mogła należeć do zwykłego człowieka, oj nie.. Pytanie więc brzmiało: czym jest to skupisko tak potwornej sił? Po upływie minut Zagadka ta została rozwiązana. Do tego dostałem bonus! Znalazłem grotę, z której wydobywał się zapach mięsa, a także dotarłem do źródła tej niezrównoważonej energii... Tam był autentyczny smok! A obok niego, właściwie to wtulona w ciało bestii była jakaś młoda kobieta. W samej halce. Aż się prosiła by ją wziąć. Zwróciłem, choć z wielkim trudem, spojrzenie na dogasający ogień. Ogień... Mój stary, jedyny przyjacielu... Postanowiłem o niego zadbać. Nie minęła chwila, a ognisko zapłonęło z nową siłą. Było duże, dawało ciepło i można było sobie przy nim wysuszyć łachy. Rozebrałem się więc, ściągnąłem kurtkę, koszulę odsłaniając tym samym swoją imponującą klatkę piersiową. Spodnie jak i buty pozostały na mnie. Zaraz i tak by wyschły, więc... Co za różnica? Poza tym, młoda dama pewnie za niedługo się obudzi. Ciekawe jaką będzie mieć minę, jak mnie, nieznajomego, ujrzy w swojej kryjówce....


< Eshia? >
Wybacz, za taki miszmasz :( 

Od Yuny CD Winry

Po ukończeniu występu ludzie klaskali i nawoływali radośnie, ukłoniłam się i pomachałam dłonią na pożegnanie. Zeszłam ze sceny pełna uśmiechu i energii, a to wszystko dzięki nim, kochałam napawać innych radością dzięki muzyce i sobie, to było moim zadaniem.
-Yuna, jak zwykle wspaniała!-zawołał Gregorio, właściciel gospody i objął mnie swoimi silnymi ramionami. Kiedy już mnie puścił wyjął zza pleców małą sakiewkę i podał mi ją prosto do rąk, tak bym nie mogła odmówić, bo wiedział jaka jestem. Nie robiłam tego za pieniądze, ale Greg i tak dawał mi wynagrodzenie, to taki dobry starszy człowiek. Dzięki tym pieniądzom dostanę się na wyspę Eter, mam tylko nadzieję że starczy mi oszczędności.
-Będzie nam ciebie brakowało kochana-powiedziała Sierra, żona gospodarza, i ta objęła mnie i ucałowała. Pożegnania z tak dobrymi ludźmi nie należały do moich ulubionych..w ogóle nie lubiłam pożegnań, ale te chociaż są wiadome..
W mojej głowie po raz kolejny pojawił się obraz Eiji'ego, który konał na moich kolanach.. Najgorsze pożegnanie..
----
Sprawę z transportem na Eter załatwiłam bardzo szybko. Wraz z Moro płynęliśmy statkiem i podziwialiśmy te piękne, zapierające dech w piersiach widoki.
-Kotwica w dół!-usłyszałam wołanie. Wiedziałam, że dotarliśmy na miejsce i nie mogłam się tylko doczekać aż poznam Librę, siostrę Sierry, u której mam przenocować przez jakiś czas, póki nie stanę na własne nogi i nie znajdę sobie czegoś.
Wyskoczyłam wprost na ciepły piach, który łagodnie podrażniał moje stopy.
Puściłam się pędem przez plażę w kierunku miasteczka.
Wszystkie domki bez wyjątku, były wspaniałe, każdy różnił się od innych, były niepowtarzalne.
Stanęłam przed małym jasnożółtym domkiem ozdobionym pięknymi różami. Zastukałam w drzwi dwa razy i czekałam na odzew. Po chwili zza drzwi wyszła drobna postać, niższa ode mnie z piętnaście centymetrów, czuć było woń delikatnych kwiecistych perfum.
-Witaj, ty musisz być Yuna zgadza się?-zapytała.
Po wstępnej rozmowie wiedziałam już to i owo, oraz dostałam przydzielony pokój, okazało się, że nie tylko ja jestem gościem, bowiem nocuje tu również ktoś inny, jednakże nie pojawił się bym go poznała. Wiadomość o balu w akademii była dla mnie jak prezent, dawno nie byłam na balu i teraz miałam okazję by to zmienić.
----
Kręciłam się po sali balowej w pięknej błękitnej sukni uszytej przez Librę. Nie znałam tu praktycznie nikogo, ale nie uważałam tego za coś złego, raczej normalne, skoro nie było mnie tu nigdy.
Moją ciekawość zwróciła na siebie pewna blondwłosa dziewczyna, wyglądała na całkiem miłą osóbkę, postanowiłam więc do niej podejść i się z nią zapoznać.
-Witaj-rzekłam, a kiedy ta na mnie spojrzała uśmiechnęła się, odwzajemniłam uśmiech.
-Witaj-odpowiedziała.
-Mam na imię Yuna Lily Rodden, przybyłam na tę wyspę o świcie-powiedziałam.
<Winry?>

Od Mirajane CD Avena


Kiedy nazwał mnie nieodpowiedzialną, wiedziałam, że ma rację. Nie kłamał, taka byłam i nie mogłam tego ukryć. Dla mnie dobro każdej innej osoby lub istoty było ważniejsze od mojego własnego. Zdolna byłam poświęcić życie najmniejszemu stworzeniu, myszce. Taka byłam... 
- P-Przepraszam... A-Avenku, p-przepraszam... - wyszeptałam, po czym zalałam się łzami.
Uniosłam dłonie i zaczęłam nimi wycierać swoje blade oraz zimne, jak lód, policzki. Czułam się winna, że mój kochany chłopak tak się o mnie martwił. Nadal zalewałam się mocno łzami, nie wiedziałam, co innego mogę zrobić. Jak mogę odpokutować swoje winy...? Aven nagle zabrał dłonie z mojej twarzy i lekko pocałował mnie w czoło. Sam, swoimi ciepłymi dłońmi, otarł moje policzki, a potem gładził je delikatnie.


- Już... Nie płacz. Wszystko jest dobrze, ale zadbaj następnym razem o siebie, a nie o innych. To źle się dla ciebie skończy. Nie chcę, aby cokolwiek ci się stało, Mirajane... - szepnął, patrząc mi w oczy.
Z trudem uniosłam się, aby następnie przytulić się do mojego ukochanego. Tak bardzo się bałam. Tamto miejsce, ta wizja... Nie chciałam jej. Wolałam być tutaj, przy moim tygrysie.
- A-Aven... W-Wybacz... J-Jestem g-głupia... N-Nie umiem dbać o siebie, b-bo życie innych jest dla mnie w-ważniejsze od mojego własnego... Chcę żyć, ale nie umiem o to dbać... - szepnęłam. - P-Proszę, n-nie zostawiaj mnie... N-Nie chcę być sama... C-Chcę być zawsze przy tobie... - dodałam.
<Avenku?>

Od Drake'a Cd Zula / Reszta


Zula zgodziła się. Ona na serio się zgodziła! To był jeden z najbardziej niezapomnianych momentów w moim życiu! Ale pora ochłonąć. Wrócić na ziemię. Czeka nas jeszcze reszta balu, a potem długie harce w sypialni...

Wprowadziłem moją Zuzu z powrotem do środka, gdyż na zewnątrz zrobiło się dość chłodno. Nie chciałem by moja przyszła żona się pochorowała. Co to, to nie! Uśmiechnięci i zadowoleni wbiliśmy ponownie na parkiet, na którym wciąż roiło się od tańczących par. W tłumie jednak nigdzie nie wychwyciłem czarnowłosej dziewczyny, w czerwonej sukni balowej. Tak samo jej partnera. Czyżby zwiali z imprezy, aby udać się w bardziej ustronne miejsce? Na samą myśl przeszły mnie ciarki. Bądź co bądź nadal coś czuję do Sor. Była dla mnie bardzo ważna. Wspólna przeszłość oraz wspomnienia o niej nigdy nie znikną z mojej pamięci. Na zawsze będzie dla mnie kimś ważnym. Mimo tego co jej zrobiłem...

– Drake, coś się stało? Posmutniałeś nagle... – Zula mocniej ścisnęła moje ramię, przywołując mnie tym samym do rzeczywistości. Najwidoczniej rozpamiętywanie tego co było nadal miało na mnie ogromny wpływ. Dawne błędy nie dają o sobie zapomnieć. Za chiny.

– Nic, kochanie. To nic takiego. Nie musisz sobie tym zaprzątać swojej złotowłosej główki – powiedziawszy to ucałowałem ją w czoło. Chwilę jeszcze potańczyliśmy. Dopiero gdy któraś piosenka z kolei ucichła, do naszej dwójki podszedł jakiś mężczyzna. Patrzył na Zulę, jakby... z utęsknieniem...? Co to za gościu? Na wszelki wypadek postanowiłem zachować czujność. Jeśli to znowu podstęp by ją uprowadzić to, jak Bogów kocham, nie ręczę za siebie...

– Słucham pana. W czymś pomóc? – spytałem jego mościa.

– Zula... – rzekł nieznajomy. On ewidentnie znał moją Zulitę. Zaczynało mnie to już poważnie denerwować. Spojrzałem na narzeczoną, która wpatrywała się w tego gacha szeroko otwartymi oczyma. Ujrzałem, jak łzy zaczynały się w nich zbierać. Co tu, do jasnej ciasnej, się odprawia?!

– Coś za jeden i skąd znasz moją kobietę?! – Podniosłem głos. Odruchowo już schowałem nieco blondynę za siebie, w celu ochrony jej przed tym oprychem. Ukradkiem rzuciłem też spojrzeniem po bawiących się gościach wokół. Niektórzy zaczęli się nam przyglądać. Jeszcze inni, i była to zdecydowana większość gości, ignorowała nas najzwyczajniej w świecie. – Odpowiadaj albo cię do tego zmuszę, nie żartuję...



< Zula? Reszta? >

Od Avena CD Mirajane

Kiedy dotarłem do chatki Adris, one były już w środku. Zmieniłem się i zapukałem w drzwi, już po chwili zjawiła się elfka i pozwoliła mi wejść do środka prowadząc mnie od razu do pokoiku, w którym leżała Mirajane.
-Jak ona się czuje?-zapytałem.
-Jej stan jest stabilny, jednak jeśli nadal będzie nieuważna może się doprowadzić do śmierci..-wyjaśniła mi blondynka. Usiadłem przy łóżku, na którym była Mira i wziąłem jej dłoń w swoje. Była taka ciepła.. Powinienem być na nią wściekły, ale nie umiałem, a już na pewno nie teraz.
---
Nie wiem ile czasu minęło, musiałem zasnąć przy niej, kiedy otworzyłem oczy zastałem nadal nieprzytomną Mirę. Wyprostowałem się i rozejrzałem wokół. Światło zachodzącego słońca odbijało się na ścianach, kielichach i miksturach. Pogładziłem niebieskowłosą po poliku, a kiedy Adris weszła do pokoju odwróciłem się w jej stronę.
-Dlaczego jeszcze się nie budzi?-zapytałem. W swojej głowie czułem coraz potężniejszy dziwny ból, moje oczy ciągle żądały zamknięcia powiek.. Ale byłem silny.
-To było dla jej organizmu bardzo niebezpieczne, teraz walczy z tym by odbudować siły-wyjaśniła, nie spuszczała ze mnie wzroku, po czym podeszła do mnie bliżej i bez żadnych ale położyła swoją dłoń na moim czole.
-Z tobą też nie jest najlepiej. Masz gorączkę-rzekła. Mruknąłem coś pod nosem.. wcale nie chciałem jej pomocy. Gdy spojrzałem na moją księżniczkę, zobaczyłem że jej oczy otwierają się.
Zaczęła mnie przepraszać, ale jak dla mnie nie rozumiała powagi sytuacji, miała za nic swoje życie.
-Przestań płakać-rzekłem. Ta spojrzała na mnie swoimi mokrymi oczyma i wstrzymywała płacz.
-To co zrobiłaś było głupie, nieodpowiedzialne i niebezpieczne. I wcale nie interesuje mnie to, że zrobiłaś to po to by pomóc Tieli. Pomożesz jeśli nie będziesz się wplątywać w kłopoty.-powiedziałem z pełną powagą, ale i spokojem. Byłem wściekły na to co zrobiła, ale nie umiałem też tego pokazać, nie umiałem się na nią złościć.
<Mirajane?>

15 sierpnia 2018

Od Mirajane CD Avena

Byłam nieprzytomna. Moja głowa pokazywała mi piękne wizje, że jestem... w miejscu wręcz pięknym, zapierającym dech w piersiach. Było tutaj wiele drzew z jakich opadały płatki wiśni. Inne drzewa były białe, a spadały z nich złote liście. Trawa miała soczyście zielony kolor, a nad nią unosiła się mgła z pięknymi drobinkami w kolorach tęczy. Niebo było w odcieniach błękitu, a na nim leciały białe jak śnieg obłoki. Wtedy otworzyłam mocniej oczy, bo poczułam, że ktoś łapie mnie w pasie od tyłu i przytula do siebie. Był to... Aven. Tak, to był on. Przytulał mnie mocno, nie chcąc, abym uciekła z jego objęć. Nie zrobiłam tego, nie chciałam tego robić. Dobrze mi było, kiedy czułam jego ciepłe ciało, zawsze byłam i czułam, że jestem właśnie wtedy w stu procentach bezpieczna. On zawsze wiedział, co dla mnie jest najlepsze i ja też chciałam wiedzieć, co jest najlepsze dla niego. Nagle poczułam czyjś inny dotyk, ale nie wystraszyłam się, nadal przecież byłam w objęciach mojego Avena. Po chwili, dotyk mojego ukochanego zniknął, byłam sama w tym pięknym raju. Zrobiło się tak okropnie zimno, bałam się, drżałam. Chciałam się przytulić znowu do mojego chłopaka, którego tak mocno kochałam. Czułam, jakbym lekko się unosiła nad ziemią, ale nadal na niej byłam. Dlaczego wydawało mi się, że wisiałam w tej przestrzeni tak długi czas, a potem nagle stanęłam na ziemi z powrotem. Zostałam ułożona w trawie, a moją dłoń zaciskała męska dłoń Avena. Chciałam już wyjść z tego miejsca... Chcę spojrzeć w oczy mojemu ukochanemu.
---

Obudziłam się. Wszystko było zamazane, ale po chwili wracała mi ostrość widzenia. Zamrugałam kilka razy, po czym odwróciłam wzrok od sufitu, rozglądając się, co dzieje się wokół mnie. Od razu rzucił mi się na oczy Aven, który z opiekuńczym spojrzeniem patrzył mi w oczy.
- Mira! Mira, słyszysz mnie? - zapytał, lekko zaciskając moją dłoń, a swoją drugą, wolną ręką pogładził mój policzek.
- T-Tak... C-Co się stało? - szepnęłam zdezorientowana.
- Zemdlałaś, bo nadużyłaś Minimum. Tak się martwiłem, to było nieodpowiedzialne, Mira... 
Zmartwiłam się, nie chciałam go martwić...
- P-Przepraszam, A-Aven... N-Nie chciałam... P-Po prostu m-musiałam pomóc Tieli... P-Przepraszam... - szepnęłam, a po moich policzkach popłynęły łzy.
<Avenku?>

Od Simon'a CD Soraya

Stan Sor był zdecydowanie lepszy, jednak czuła się tak dziwnie przez to, iż oddałem jej małą cząstkę mojej mocy..małą cząstkę mnie. Złapałem ją za dłonie, które jej się trzęsły i lekko pociągnąłem ją w swoją stronę. Zeszła z blatu i usiadła okrakiem na moich kolanach zwrócona w moją stronę. Moje dłonie oplotły jej pas i złączyły się trzymając ją. Ponownie spojrzałem w jej czarne oczy, które miały w sobie nową siłę.
-Nigdy nie pozwoliłbym ci na to byś za dużo wypiła..-zacząłem.
-Więc co jest ze mną? Co się dzieje?-zapytywała. Westchnąłem i zacząłem palcami gładzić jej plecy w miejscu gdzie ją trzymałem.
-Pamiętasz, że zabrałem cię w chmury?-zapytałem, muszę wiedzieć od którego momentu nie wie co się z nią działo. Soraya przez chwilę wpatrywała się w jeden punkt, po czym spojrzała na mnie jakby wystraszona.
-Nie.. nie pamiętam tego..-wyszeptała w odpowiedzi.
-Spokojnie..to nic.-rzekłem szybko, widziałem jak zaczyna się denerwować tym że nic nie pamięta..zwłaszcza jeśli nic nie piła, nie wiedziała dlaczego tak się stało i rozumiałem jej lęk w pełni.
-Urwaliśmy się z balu, polecieliśmy nad akademię i byliśmy wśród chmur.. Bardzo ci się tam podobało, i obiecuję, że zabiorę cię tam raz jeszcze. Zaczęłaś się źle czuć.. sama nie mogłaś ustać na nogach, nie mogłaś zapanować nad sobą, w sekundę straciłaś wszelkie siły. To wszystko przez to, że nie ćwiczyliśmy twojej siły.. nie trenowaliśmy.. nie przypilnowałem tego, nie postawiłem na swoim, za co bardzo przepraszam.-wyjaśniłem. -Czujesz się jak pijana.. czujesz w sobie nową siłę, ponieważ by ci pomóc oddałem ci cząstkę swojej mocy, oddałem ci małą cząstkę siebie co uczyniło cię silniejszą i odporniejszą na to wszystko co się z tobą dzieje.-zakończyłem. Czekałem tylko na reakcję czarnowłosej, na jej odpowiedź.
<Soraya?>

Wyprawa łup (Risar)

Smok napotykając na różne przeszkody, pokonując wrogów oraz zwiedzając i odkrywając nowe miejsca zdobył następujące łupy:
10 monet!

Od Avena CD Mirajane

Nie zdążyłem powstrzymać Miry przed użyciem minimum.. Ona jest nie odpowiedzialna.. Jak może narażać swoje życie?! Kurwa! Kopnąłem kamień przy swojej nodze i obróciłem się w kierunku Tieli, która w tej chwili przeżywała katusze, od razu moje nerwy przeminęły zamieniając się w lęk o smoczycę. Jej cierpienie czułem również ja, oto właśnie połączenie jeźdźców i ich smoków. Uklęknąłem przy jej łbie i ująłem go w dłonie kładąc na swoich kolanach, gładziłem ją i próbowałem zrobić cokolwiek by lepiej się poczuła. 
-Będzie dobrze, rozumiesz?-powiedziałem.
~Jestem silna, dam radę, a potem pomogę tobie-odpowiedziała. Gładziłem ją dalej, ale po chwili jakby dotarło do mnie to co powiedziała.. Jak to mnie pomoże? Kiedy miałem jej się zapytać, nagle usłyszałem smoka. Zobaczyłem na nim Mirę, która od razu wydała mi się nie taka..coś jej jest.. to przez minimum, zobaczyłem także Adris, elfkę która zajmuje się smokami. Zsiadła z Bianaida i skierowała się w naszą stonę, jednak to co zobaczyłem potem sprawiło, że serce miałem w gardle. Mira upadła na ziemię, krwawiła.. Jej oczy zamknęły się. Natychmiast pojawiłem się przy niej, nie myśląc o niczym innym. 
-Pomogę im obu-rzekła blondwłosa elfka. Westchnąłem i pokiwałem głową na znak zgody. 
~Tiela pozwól się wyleczyć Adris-powiedziałem. Ta w tedy pozwoliła sobie by elfka do niej podeszła i się nią zajęła. Adris podała jej jakiś płyn, po czym odwróciła się do nas. Trzymałem niebieskowłosą w ramionach, wstałem i podszedłem do elfki po czym położyłem ukochaną na trawie. Czułem w sobie, że Tieli robi się lepiej, powoli ale dochodzi do siebie, cieszyło mnie to, ale nie długo.. ponieważ życie Miry może wisieć na włosku. 
-Wiem co jej pomoże, ale proszę, musimy znaleźć się u mnie, tam zrobię wszystko co w mojej mocy.-wyjaśniła Adris. Pogładziłem księżniczkę po policzku, była taka spokojna.. potrzebowała pomocy. Tiela mogła jeszcze nie dać rady nas tam wszystkich przenieść.. Wstałem i podszedłem do lodowego smoka, po czym pokłoniłem się mu patrząc w jego lodowate błękitne oczy.
-Bianaid potrzebujemy twojej pomocy, Mirajane potrzebuje twojej pomocy. Proszę zanieś je do chatki Adris.-poprosiłem, po chwili wstałem i wyprostowałem się. Smok patrzył na mnie przez chwilę, a następnie poszedł do dziewczyn. Pomogłem położyć Mirajane na jego grzbiecie. Poleciały, a ja zostałem tu. Zmieniłem się w tygrysa i ruszyłem za nimi. W głowie czułem dziwny ucisk, ale zignorowałem to. Najważniejsza jest Mira.
<Mirajane?>

9 sierpnia 2018

Od Mirajane CD Avena

Trucizna?! Ktoś chciał go otruć?! W moich oczach pojawił się strach o ukochanego oraz złość na tego, kto próbował go zabić. Spojrzałam na Bianaida, który podszedł do mnie i swoim pyskiem zbliżył się do mojej twarzy. Pogładziłam go po jego ogromnym nosie i przytuliłam się do mojej kochanej jaszczurki.
~ Bianaid... Proszę, obiecaj mi, że zajmiesz się nami. Nie pozwól, aby ktokolwiek nieznajomy i ktokolwiek o dziwnym zapachu się tutaj zbliżył. Gdyby coś się działo, powiedz mi. -rzekłam w myślach do ukochanego smoka.
Lodowa jaszczurka uniosła się, rozłożyła skrzydła, po czym Bianaid uniósł się, pozostawiając na ziemi chłód oraz szron na trawie, który do czasu ocieplenia miejsca na pewno się utrzyma. Podeszłam do Avena i przytuliłam się do niego mocno z dwóch powodów. Było mi zimno i tak bardzo byłam przerażona faktem, że był on otruty. Chłopak objął mnie, gładząc mnie po głowie. Po chwili pocałowałam go i podeszłam do smoczycy ukochanego, która od razu ulokowała spojrzenie we mnie. Pokrzepiająco się do niej uśmiechnęłam, po czym pogładziłam ją po jej pysku, aby dać jej otuchy do walki z trucizną. Nic innego przecież nie mogłam zrobić. Czułam się bezsilna.
-Tiela, nie martw się. Pomożemy ci. -szepnęła, po czym spojrzałam na Avena, nadal głaszcząc smoczycę. -Myślę, kto mógłby nam pomóc i chyba nawet już wiem. Pobiegnę po nią.
Po tym stwierdzeniu wstałam, podeszłam do Avena i pocałowałam go. Wiedziałam, że to co teraz robię będzie ogromną głupotą, ale liczy się czas. Potem miałam zamiar poprosić Bianaida, aby przeniósł mnie i Adris do Tieli. Taki miałam plan. Ale aby szybko dostać się do kobiety, miałam zamiar użyć mojej mocy. Nałożyłam na uszy słuchawki, po czym pstryknęłam, a czas zwolnił. Widziałam, że Aven był w trakcie mówienia czegoś, ale nic nie mogłam zrobić. Uśmiechnęłam się i pobiegłam po Adris. Nie minęło dużo czasu, a ja stanęłam przed kobietą.
-Smok Avena potrzebuje pomocy! -krzyknęłam.
~*~
Wraz z Adris wróciłam do Tieli. Kiedy kobieta zeszła ze smoka, ja z niego spadłam, uderzając w ziemię. Z mojego nosa i kącika ust płynęła krew, a po upadku moja skroń również zaczęła uwalniać szkarłatną ciecz. Spojrzałam pustym wzrokiem na Avena, a potem zamknęłam zmęczone oczy.
- Ona... Uratuje Tielę... -szepnęłam, a potem zaczęłam czuć się gorzej.
Moje Minimum było w nie najlepszym stanie. Ja sama też czułam się źle, a na dodatek coś jakby mnie rozsadzało w środku. Nie umrę, ale... Ale... Co jak nie będę mogła się ruszyć...
<Avenku? >

Od Antonia CD Ariana

Zatrzymaliśmy się w porcie, gdzie miałem rozstać się z moją Arianą. Staliśmy do siebie twarzą w twarz, wpatrywaliśmy się sobie głęboko w oczy i trzymaliśmy się za ręce. Puściłem jedna jej dłoń i sięgnąłem go kieszeni.
- wystaw rękę przed siebie - powiedziałem, a ona bez wahania to zrobiła.


Ułożyłem na jej dłoni nie duży przedmiot, tak by jeszcze nie widziała co to. Ponownie spojrzałem jej w oczy.
- niech to będzie obietnica - uśmiechnąłem się wypowiadając te słowa - ty wrócisz tu by mi to oddać, a ja będę czekał na ciebie - widok jej lekko zaczerwienionych policzków bardzo mnie cieszył. Wyglądała tak uroczo - To dla mnie bardzo ważne, gdyż ten przedmiot to wszystko co pozostało mi po rodzinie. Jest to mój skarb od zawsze, a ty jesteś moim skarbem na zawsze, pragnę abyście oboje do mnie wrócili. - po tych słowach zabrałem rękę odsłaniając na jej dłoni nieduży zegarek.

  

 Dziewczyna przyglądała mu się przez chwilę, a ja przyglądałem się jej z nadzieją, że zaakceptuje me słowa. 

<Ariana?>

Od Avena CD Mirajane

Gdybym miał cofnąć się w czasie i tak skradłbym jej serce, a ona skradłaby moje, nie wyobrażam sobie inaczej. Miałem w ramionach teraz swoją ukochaną, i kto mógłby to przewidzieć, iż ja się zakocham? Pokocham kogoś tak prawdziwie jak ją?
Nasze pocałunki stawały się bardziej namiętne, pobudzała mnie każdym dotknięciem, każdym podmuchem jej oddechu, które czułem na swoim policzku. Rękoma rozpocząłem wędrówkę po jej ciele, które tak bardzo chciałbym zobaczyć.. tak bardzo chciałbym rozpalić ją do szaleństwa.
Kiedy jej dłonie błądziły po moim torsie i wsunęły się pod materiał mojej koszuli wiedziałem co się święci.. Pragnąłem jej odkąd tylko ją poznałem, ale nie mam zamiaru się spieszyć. Nie chciałbym by prze ze mnie cierpiała w jakikolwiek sposób. Zaczęła ciągnąć nas w stronę łóżka, lecz ja zatrzymałem się, chwyciłem ją za dłonie splatając nasze palce razem i oderwałem się od jej ust.
-Nie zrobię nic czego byś nie chciała-powiedziałem patrząc w jej przepiękne niebieskie oczy.
-Ja..-rzekła ale jej przerwałem.
-W niczym się nie spieszmy kruszynko-rzekłem. Ta uśmiechnęła się dosyć nieśmiało po czym zarzuciła swoje dłonie na moją szyję. Podniosłem ją, pocałowałem i okręciłem nas, postawiłem ją na ziemi kiedy usłyszałem głos Tieli.
~Aven, wybacz że przerywam, ale potrzebuję Cię-powiedziała. Czułem w sobie, że coś jest nie tak jak powinno. Popatrzyłem na Mirę i poprawiłem swoją koszulę.
-Moja smoczyca ma kłopoty-wyjaśniłem. Od razu oboje wyruszyliśmy do miejsca, w którym była smoczyca. Kiedy dotarliśmy do polany, zauważyłem Tielę, leżała przy wielkim drzewie, które w porównaniu z nią było tylko troszkę większe od niej. Smok Miry Bianaid siedział przy niej i obserwował ją z uwagą, kiedy podeszliśmy bliżej dopiero w tedy na nas spojrzał.
-Co się dzieje?-zapytałem zwracając się do smoków.
~Trucizna-odparła Tiela.
-Kurwa.. nie. To ja ją zażyłem nie Ty..-powiedziałem. Byłem w szoku.. nie wiedziałem co robić..
-Co zażyłeś?-zapytała Mira. Mać!.. Nie umiem trzymać języka za zębami.
-Na balu ktoś podał mi w kieliszku truciznę. Mój organizm jakoś sobie poradził, ale Tiela inaczej reaguje.-wytłumaczyłem.
<Mirajane?>

Od Ariany CD Antonio/reszta

Kiedy tylko zamknęłam za sobą drzwi od mojego pokoju, dotarło do mnie to co się dzieje. Nie rozumiałam dlaczego musiałam wyjechać.. Przecież, ja i Zula to rodzina tylko tyle nam zostało, nie licząc odnalezionej siostry mamy. Po co miałybyśmy opuszczać wyspę? Eh.. ale nie mam wyboru, skoro tak trzeba to muszę, w końcu chodzi o rodzinę. Pospiesznie spakowałam swoje najpotrzebniejsze rzeczy do torby którą mogę zamocować na siodle Spire'a. Gotowa do wyjścia jeszcze raz spojrzałam na pokój, po chwili poczułam miękką sierść na poliku, była to Avia, która przytuliła się do mnie. Pogładziłam maleńką i położyłam ją na torbie, gdzie bez problemu mogła spać dalej.
-czeka nas podróż mała-szepnęłam. Odetchnęłam głęboko, po czym wyszłam z pokoju i zakluczyłam go, chowając klucz zauważyłam przy ścianie znajomą osobę. Podeszłam do bruneta i tak po prostu go przytuliłam, może i nie poznawałam siebie przez to wszystko co ze mną wyczyniał, ale nie zamierzam tego zmieniać.
-Mógłbyś mnie odprowadzić?-zapytałam po chwili. Antonio spojrzał na mnie i z uśmiechem się zgodził, jednak widziałam w jego oczach, że tak samo jak ja, nie cieszy się z tego że muszę wyjechać.
---
Przez całą drogę trzymaliśmy się za ręce, nie zważałam na to, że ktoś mógłby nas zobaczyć, miałam to w nosie. Gdy dotarliśmy do portu, nadszedł czas rozstania.
<Antonio? Reszta?>

3 sierpnia 2018

Od Antonia CD Ariana\reszta

Stałem w milczeniu z niedowierzaniem wpatrując się w ukochaną. Czemu tak nagle? Czemu akurat teraz musi wyjeżdżać?
- Do kąd jedziesz, chętnie zabiorę się z tobą - powiedziałem w końcu. Ari popatrzyła z wyraźnym smutkiem.
- wybacz, ale tak jak mówiła Zula, to ważna rodzinna sprawa, nie.. nie możesz - miała opuszczoną głowę, przez co nie widziałem jej twarzy, ale po głosie słyszałem, że równie bardzo jak ja nie chce się rozstawać. Nie powiedziała nic więcej i odwróciła się w stronę wyjścia. Zanim jednak zdążyła chwycić za klamkę, ja chwyciłem ją za rękę i przyciągnąłem ją do siebie.
- wiem, że masz mało czasu, ale proszę, kiedy sjończysz się pakować, spotkajmy się na korytarzu, proszę - powiedziałem przytulajac ją do siebie. Ari w odpowiedzi kiwnęła głową i wyszła. Stałem chwilę wpatrując się w drzwi z nadzieją, że za raz otworzą się i stanie w nich moja ukochana i powie, że to jednak pomyłka, że nie nusi nigdzie wyjeżdżać. Tak się jednak nie stało i nie stanie. Ubrałem się i wsunąłem rękę do kieszeni. To czego szukałem nadal tam było, teraz tylko wyjść na korytarz i czekać na Arianę.

<Ariana?>

Od Ariany CD Antonio/reszta

Obudziłam się za sprawą hałasu, który rozchodził się po pomieszczeniu. Ktoś pukał w drzwi, tyle udało mi się dowiedzieć. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Antonia, który wyglądał jakby nie chciał podchodzić do pukającego, chciałby byśmy zostali tutaj jak najdłużej.. Och..ja też bym chciała.
Jednak podniosłam się i siedząc pogładziłam lekko dłoń bruneta.
-Wiesz kto to mógłby być?-zapytałam. Zielonooki chwilkę myślał po czym powiedział, że najpierw ten "ktoś" pukał do mojego pokoju. Wstałam więc i podeszłam do drzwi, lekko je uchyliłam i spostrzegłam blond włosy.
-Zula?-rzekłam.
-A.. Ariana?-zapytała zdezorientowana. Zula patrzyła na mnie oszołomiona moim wyglądem, cóż mówić..miałam na sobie jedynie koszulę..i to nie moją. Wyszłam do niej na korytarz zamykając drzwi, tak by nie mogła zobaczyć Antonia.
-Coś się stało?-zapytałam po chwili ciszy, która trwała chwilkę lecz wydawała się wiecznością.
-Może ty mi powiesz..?-odparła na co tylko westchnęłam.
-Nieważne. Musimy się zbierać, to ważne..rodzinna sprawa. Lecimy poza Eter, daję ci dziesięć minut na uszykowanie się i dotarcie do portu gdzie się spotykamy.-wyjaśniła mi po czym pobiegła korytarzem, zapewne do swojego pokoju. Nie wiedziałam co się dzieje.. dlaczego wylatujemy? Gdzie i po co? Opuszczenie Eter i akademii wiąże się z tym, że zostawiam tu również Antonia..
Weszłam z powrotem do pokoju, zastałam tam stojącego bruneta, który zapewne słyszał słowa Zuli.
-Muszę opuścić Eter-rzekłam.
<Antonio?Reszta?>

10 Rozdanie Monet (KWIECIEŃ, MAJ, CZERWIEC,LIPIEC)

ROZDANIE MONET ZA MIESIĄC: KWIECIEŃ, MAJ, CZERWIEC,LIPIEC

Oto wykaz rozdawania:
Postać, która napisze powyżej(ilość op) dostaje (ilość monet)
pow.1-5 monet
pow.10- 15 monet
pow.20- 30 monet
pow.30- 40 monet
pow.40- 55 monet
pow.50- 80 monet
pow.60- 100 monet
pow.70- 120 monet
pow.80- 160 monet
Nie zapominajcie, że monety można zdobyć poprzez wykonywanie Quizów i Zadań!
Ten kto napisze najwięcej opowiadań dostaje premię w wysokości 15 monet! (nie liczy się admin)
*

Soraya (162)(4)- 5 monet
Drake (158)(2)- 5 monet
Akira (104)(3)- 5 monet
Ariana (103)(13)- 15 monet
Zula (82)(3)- 5 monet
Simon Samuel Black (81)(5)- 5 monet
Mirajane (70)(6)- 5 monet
Tsuyoshi (69)(0)- 0 monet
Oktay (45)(0)- 0 monet
Antonio (42)(13)- 15 monet
Black Arrow (42)(1)- 5 monet
Aven (35)(35)- 40 monet
Naxia (29)(2)- 5 monet
Winry (29)(0)- 0 monet
K.Orion (24)(0)- 0 monet
Eshia (18)(2)- 5 monet
Kishan (9)(1)- 5 monet
Shurima (7)(0)- 0 monet
Akane (3)(0)- 0 monet
Hoshiko (3)(0)- 0 monet
Leonard (3)(0)- 0 monet
Nyx (3)(0)- 0 monet
Viktor (3)(0)- 0 monet
Ryōko (2)(0)- 0 monet
Ryuunosuke(2)(2)- 5 monet
Yuna Lily Rodden (1)(1)- 5 monet