15 maja 2018

Od Mirajane CD Avena

Zastanawiałam się, dlaczego i czym zasłużyłam sobie na Avena. Mężczyzna pełen miłości, pełen idealnego zachowania... No i najważniejsze... Nie pokochał mnie za mój wygląd, ale za wnętrze. Ja też go bardzo kochałam i nie chciałam go opuszczać już nigdy, nigdy. Chciałam, aby zawsze mnie chronił, chciałam być z nim szczęśliwa, chciałam móc codziennie budzić się u jego boku, chciałam... Chciałam tak wiele. Chciałam mieć z nim dom, rodzinę... Dlaczego moja wyobraźnia jest taka bujna? Nie wiedziałam, ale w pewnym sensie podobało mi się wyobrażenie takich dwóch małych dzieci, jakie krzyczały do mnie per mama, a do Avena per tata. Na moją twarz wstąpił rumieniec i uśmiech. Odwróciłam głowę, aby sprawdzić co tak długo chłopak robi przy stole. Jednak wtedy właśnie usłyszałam trzask tłuczonych kieliszków oraz uderzenie. Patrzyłam na to co się stało i wręcz pobladłam.
-A-Aven!-wrzasnęłam, podbiegając do niego.
Opadłam obok na kolana, łapiąc jego twarz w dłonie. Po moich policzkach zaczęły płynąć wręcz potoki łez, a dłonie okropnie mi drżały. Ledwo co nimi panowałam. Dlaczego... Dlaczego on upadł? Dlaczego to się dzieje? Dlaczego Aven... Nie. Nie. Nie. To sen. To koszmar. To musi być koszmar.
-AVEN!-krzyknęłam, kiedy ten mi nie odpowiadał.
Na twarz mojego ukochanego spadły moje słone łzy, a ludzie wokół stworzyli koło. Dlaczego! Dlaczego nikt mu nie pomoże! Dlaczego oni tylko stoją! Dlaczego! Patrzyłam w oczy chłopaka, czując, że coraz mocniej blednę, a moje usta są coraz chłodniejsze i bardziej sine. Cholernie się o niego bałam. Dlaczego... Dlaczego jestem bezsilna...
<Aven?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz