Ciemnowłosy chłopak o imieniu Kuro wyszedł z domu zostawiając mnie samą w jego siedzibie.
Nie mam zupełnie nic przeciwko temu by pozabijał tych, którzy mnie ścigają, wyręczy mnie. Ba! Zrobi to z przyjemnością, to jego praca..stety i niestety ahh.
Poczęłam rozglądać się po jego mieszkanku, było dobrze urządzone, widać jednak było iż jest łowcą, gdzieniegdzie walały się różne pułapki, narzędzia, bronie, kołki a nawet w jednej z doniczek była roślina dobrze mi znana i tak bardzo znienawidzona..werbena. Narzędzia i broń wykonane ze srebra, pięknie szkoda tylko, że dla mnie nic to nie znaczy, tak mi przykro, nawet czosnek ci nie pomoże.
Wyczułam, iż łowca wraca, kiedy tylko zamknął drzwi zjawiłam się w korytarzu.
W dłoni trzymał zakrwawioną broń, przeszedł obok mnie a kiedy zaczął ją czyścić dopiero odzyskał język w gębie. Przyglądałam mu się bacznie, nigdy nie byłam długo tak blisko śmiertelnego, zwykle po kilku minutach stawał on się martwym..no chyba że chodziło mi jeszcze o zabawę.
- mówiłem, że w lesie jest wampir.. zabiłem go, jednak lepiej będzie, jeśli nie będziesz więcej się szwędać o tej porze po lesie -rzucił ostrzegawczo. Aż chciałam prychnąć i zacząć się śmiać, jednak opanowałam się. Gra to gra.
-Jestem ci wdzięczna, zapewne nie znalazłabym drogi gdybym nie spotkała ciebie.-powiedziałam. Usiadłam na krześle przodem do niego i zaczęłam bawić się kosmykiem włosów, po czym schowałam go za ucho. Oj trudno było mi tu siedzieć, moje kły chciały wyjść i zakosztować krwi pulsującej w jego tętnicy.
-Mogę zapytać kim jesteś? Czym się zajmujesz?-zapytałam.
<Kuro?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz