14 kwietnia 2017

Od Sorayi

        


Chciałam, zaraz za Drake'em skierować się do wyjścia, lecz głos dyrektora mnie zatrzymał.
        – Proszę poczekać, chciałbym z panienką jeszcze porozmawiać. – Niechętnie odwróciłam się w stronę starca, czekając aż zacznie mówić. – W panienki aktach nie ma prawie żadnych danych osobowych, jest tylko imię i pochodzenie.
        – Tak, to prawda. – Przyznałam mu rację. – Uznałam, że tak będzie lepiej.
        – Przypominasz mi kogoś... – rzekł nagle, a ja spięłam się mimo woli. Doskonale zdawałam sobie sprawę kogo mam przed sobą. Euros to nie byle kto, nie tak łatwo wyprowadzić go w pole. Muszę to dobrze rozegrać..
        – Tak? – spytałam, po czym splotłam ręce na biuście. – A kogo, jeśli wolno spytać?
        – Mojego dobrego przyjaciela, którego nie ma już wśród nas –  rzekł i westchnął, tym razem z nieudawanym smutkiem.
        – Współczuję – szepnęłam cicho, ponieważ nie byłam w stanie wypowiedzieć tego na głos. Słowa ugrzęzły mi w krtani, wiedząc, że rozmawiamy o moim nieżyjącym ojcu.
        – Soraya... – Starzec wypowiedział moje imię głośno, przez co spojrzałam na niego. – Soraya Dreyar. – Na dźwięk mojego nazwiska czułam, jak coś we mnie pęka, lecz to nic w porównaniu do tego, co spowodowały kolejne słowa dyrektora. – Witaj w domu.
        Uśmiechnęłam się do Eurosa lekko, przymykając na chwilę oczy. Domyślił się, pewnie już od samego początku wiedział kim jestem, tylko grał, by inni nie mieli podejrzeń. Cały Euros... Podeszłam do niego, wiedząc, że to jedna z nielicznych osób, którym mogę zaufać. Dyrektor uścisnął mnie serdecznie, ale równie szybko puścił.
        – Gdzie twoi bracia?
        – Robią to, co do nich należy.
        – Pozdrów Tobirayę i resztę, jak będziesz mogła, ode mnie – Euros uśmiechnął się delikatnie.
        – Oczywiście.
        – Dlaczego nie zatrzymałaś się w Akademii, jest tu tyle wolnych pokoi..
        – Wolałam wrócić na stare śmieci.
        – Rozumiem. – Euros westchnął niepocieszony. – Uważaj na siebie, wróg jest blisko.
        – Wiem o tym. Dlatego tu jestem. – Moje słowa spowodowały, że starzeć spojrzał na mnie wnikliwie. – Jeśli to wszystko, będę się już zbierać.
        – Tak, na razie to wszystko. Sorayo.. – zawołał jeszcze, kiedy miałam już dłoń na klamce. – Miej na wszystkich oko.
        – Taki mam zamiar – odpowiedziałam i wyszłam.
        Wychodząc z Akademii myślałam o mojej rozmowie z Eurosem. Posiadanie go po swojej stronie jest niezwykle korzystne i kiedyś z pewnością się ta znajomość na coś przyda.

        Nastał wieczór, dzisiaj odbyły się pierwsze zajęcia z opieki nad smokami. Matko, ale nuda. Całe szczęście, że nie kazano nam robić notatek, zresztą i tak bym ich nie robiła. Mam świetną pamięć, dużo zapamiętuję ze słuchu. Postanowiłam pobiegać po kolacji, tak dla relaksu. Przebrałam się więc w coś wygodniejszego, sprawdziłam, czy z moim pisklakiem wszystko w porządku, a było ok, i wyszłam z domu, zamykając go na cztery spusty. W kieszeni mojej czarnej bluzy był odtwarzać ze słuchawkami. Ubrałam je, wybrałam coś co jeszcze bardziej nastroiłoby mnie do biegania, a kiedy moje uszy zalały pierwsze dźwięki mojej ulubionej piosenki, ruszyłam truchtem na plażę.
        Biegłam już jakiś czas. Zapadła noc, przez co w oddali zapaliły się uliczne latarnie, lecz ich światło było za słabe, by dotrzeć aż nad piaszczystą plażę. Pogrążona we własnym świecie biegłam swoim tempem, kiedy zauważyłam, jak jakiś podejrzany facet, na pewno to był facet ( rozpoznałam to po jego ruchach ) gonił jakąś dziewczynę. Byłam za daleko, by zobaczyć kim była. Przyspieszyłam, lecz tamten zbir zdążył coś zrobić tej biedaczce. Nie miałam wyjścia, musiałam pognać za tym typem. Musiał mnie usłyszeć, ponieważ rzucił dziewczynę na piach, uderzył ją ostatni raz i zaczął uciekać. O nie, nie uciekniesz mi, sukinsynie..! Popędziłam za nim. Obejrzałam się raz za siebie, i kiedy zobaczyłam jak tamta dziewczyna się podnosi odetchnęłam z ulgą, jednak nawet to nie złagodziło rosnącej we mnie złości. W między czasie o mało co, a bym wpadła po drodze na Adris. Ta jedynie krzyknęła, że mam uważać.
        – Przepraszam! – rzuciłam przez ramię i niczym wiatr pognałam dalej. Moje bystre oko zaobserwowało, jak Palant zaatakował idącego brzegiem chłopaka, lecz ten potrafił się obronić, nawet go zranił, jednak pozwolił temu gnojkowi uciec. Usłyszałam jedynie jak ktoś woła „Tsu, Tsu!”, pewnie to jego imię.., ale mniejsza z tym. Minęłam jak burza tego chłopaka, chyba nawet mnie nie zauważył. Przede mną, mój cel oddalał się coraz bardziej. Uśmiechnęłam się, kiedy w od środka wypełniło mnie to cudowne, znane mi uczucie. Już ja pokaże temu palantowi. Jestem łowcą, on może uciekać choćby w nieskończoność, lecz i tak nic z tego. I tak go dopadnę.
        Zaczęłam go doganiać, lecz tamten nagle skręcił w jakąś uliczkę. Dobiegliśmy do zatłoczonej ulicy ha!, myślał, że mnie zgubi, ale nie ze mną takie numery. Czym prędzej wskoczyłam na jakiś śmietnik i na niski, parterowy dom. Po dachu dostałam się na wyższe budynki. Bieganie po nich nie sprawiało mi żadnych trudności. Dzięki swojej wytrenowanej zwinności i gibkości, pokonywałam przeszkody szybko i sprawnie. Z góry miałam widok na moją przyszłą ofiarę. Skręcił w jakąś boczną uliczkę i tam czekała na niego niemiła niespodzianka. Uliczka kończyła się wysokim murem, także nie miał już jak mi uciec. Zadowolona zeskoczyłam z dachu piętrowego budynku, tuż za plecami tego fagasa. Zaskoczony odwrócił się w moją stronę, lecz nie zdążył zrobić nic więcej, ponieważ zafundowałam mu mocne uderzenie z półobrotu prawą nogą w szczękę. Jak długi poleciał na ścianę. Z prędkością światła znalazłam się przy nim i zadałam jeszcze jeden cios, tym razem z pięści. Jego głowa, nie dość, że zaliczyła spotkanie z moją pięścią, to jeszcze odbiła się od ceglastej ściany. Z jego ust trysnęła krew. Nie czekając, przyszpiliłam go za szyję wyprostowaną nogą, wgniatając go w zimne cegły.
        – A teraz sobie pogadamy...

<No, to kto chce dołączyć do przesłuchania? :D>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz