Kolejne strużki potu przyozdobiły moje skronie. Nie wiedzieć czemu, ale zaczęłam tracić coraz więcej sił. Czyżby ostrze, które mnie raniło na plecach było zatrute..? Dzięki Bogom, mój organizm jako tako radzi sobie z truciznami, ale do czasu. Jeśli za mocno krwawię, lub czuję ogromne zmęczenie, trutki szybciej pokonują mnie od środka.
-- Dasz radę little devil? Tak poza tym zwą mnie Orionem.
Orion...
Gdzieś słyszałam to imię, lecz nie zaprzątałam sobie tą informacją dłużej głowy. Musimy się stąd ewakuować. Akademia jest jedynym miejscem, gdzie będziemy mogli odpocząć, uleczyć rany i zastanowić się, co dalej. Jednak to, jak mnie nazwał sprawiło, że spojrzałam na niego. Jeszcze nikt tak do mnie nie powiedział. Podeszłam do Oriona. Dopiero teraz miałam okazję przyjrzeć mu się z bliska. Starszy ode mnie, wyższy, opanowany jak nikt, niesamowicie przystojny.. Zaraz, o czym ja myślę, do cholery?!
-- A czy mam inne wyjście? Nie ma opcji, bym nie dała rady, za wiele ode mnie zależy. Nie mogę zawieść moich braci. -- Schowałam jedną z moich katan do kabury na plecach, po czym podam mu dłoń. Mieliśmy teraz chwilę wytchnienia. Sługusy Ciernia zaczęły się cofać... -- Soraya... -- i zastanowiłam się przez chwilę. Przygryzłam dolną wargę, zawsze to robię jak nad czymś główkuję. -- ...Dreyar. Soraya Dreyar.
< Winry? Orion? Skąd ten mały diabeł..? :D >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz