Było gorzej niż myślałem. Stworów o wiele więcej przybywało niż ubywało. Ledwo dawaliśmy radę. Ucinałem głowy sługusów Cienia raz po raz. Niemal rytmicznie. Szybki zamach, cięcie, potwór pokonany. Szybki zamach, cięcie, kolejny pokonany. I tak cały czas. Nie miałem czasu na strach czy trwogę. Musiałem pomóc blondwłosej nastolatce. Poparzenie z pewnością było poważne, a wróg napierał. Czarnowłosa radziła sobie świetnie. O nią martwić się nie musiałem. Obie przeżyją. Byłem tego pewny. Ja miałem tylko kilka nic nieznaczących ran na plecach.
W pewnym momencie tuż przed małym diabłem, jak zacząłem określać wojowniczkę z katanami, wylądował skrzydlaty wilczur. Już go kiedyś widziałem. Tylko skąd go kojarzyłem? Nie byłem do końca pewien.
-Vihar...- usłyszałem tylko początek tego co czarnowłosa zaczęła mówić do wilka. Widziałem, że nie w smak jej obecność skrzydlatego. A więc tak miał na imię futrzak... Już się domyśliłem do kogo należy owo stworzenie. Szemrany typ...
Nieważne, każda pomoc się przyda.
Nagle little devil upadła na kolana uderzona w plecy przez jednego stwora. Jednak szybko oparła się na swoim mieczu. Nie minęła nawet sekunda kiedy by uniknąć kolejnego ataku przeturlała się po ziemi. Ledwo uniknęła zgniecenia przez maczugę. Ślizgiem mignęła pod nogami napastnika i szybkim, płynnym ruchem wyciągnęła zza paska pistolet. Strzeliła w sam środek głowy potwora i dokończyła dzieła trzymanym w drugiej ręce mieczem, przebijając serce sługusa Cienia.
Nie miałem zamiaru jej pomagać. Radziła sobie bez zbędnej pomocy. Moim priorytetem była blondynka i umożliwienie jej rzutu woreczkiem. Był w nim pewien pył, który choć na chwilę powinien zatrzymać te paskudztwa dając nam kilka sekund na ucieczkę. Ich liczba zaczęła spadać, co nie zmieniało faktu, że dziewczyna musiała jak najszybciej zostać opatrzona.
Zbliżyłem się do dziewczyn, które znalazły się niedaleko siebie. Zauważyłem dziwny wzrok jaki posłała little devil na woreczek, który wcześniej rzuciłem blondynce.
-Ja jej to dałem- wyjaśniłem. W tym samym momencie szczur będący na jej ramieniu zasyczał wściekle.
Zabiłem kolejnego stwora gdy czarnowłosa uchyliła się przed nadlatującym ostrzem i złapała je w locie. Kolejny raz byłem pod wrażeniem.
-Zamknęłam bramę, teraz wystarczy wybić pomioty i wrócić do Akademii.
Winry, pozwól Viharowi uleczyć twoją rękę, a ja będę was w tym czasie
ubezpieczać. Nie wybaczę sobie, jak coś ci się stanie- zwróciła się do koleżanki. Już nie miała tak hardego wzroku jak tuż po moim przybyciu. Wyglądała na mocno zaniepokojoną.
-Pomogę ci. Jeżeli zajdą komplikacje twoja przyjaciółka nich rzuci woreczkiem w naszych przeciwników. To powinno dać nam kilka sekund na ucieczkę- wyjaśniłem szykując się do ataku na następne stworzenia zła.
<Winry? Little Devil?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz