23 kwietnia 2017

Od Reo CD Naxia


 Wirując w eleganckim tańcu na polu walki nie myślałem wcale. Żadnego strachu. Zatopiony w zabójczym, krwawym tangu wirowałem wraz ze swoją kataną wokół obrzydliwych stworów Cienia. Nie liczyło się dla mnie nic poza eleganckimi ruchami, płynnymi cięciami. Nie miałem za dużo siły, ale wynagradzałem to niesamowitą zwinnością i szybkością. Adrenalina we mnie buzowała. Szaleństwo pojawiło się na twarzy w postaci szerokiego uśmiechu. Oooo tak, byłem w swoim żywiole. Krew, więcej krwi.
Nawet nie zauważyłem jak przez chwilę nieuwagi mój mały kapturek został zraniony. Jednak po chwili kiedy liczba wrogów wokół mnie drastycznie spadła zobaczyłem to... Malutka Naxia była ranna. Widziałem grymas bólu na jej uroczej, drobnej twarzyczce. Starała się bronić. Nawet dawała sobie radę. Ale na jak długo? Musiałem ją stąd jakoś zabrać. Ale gdzie?
Przez moje rozproszenie dałem się zaskoczyć i zranić. Poczułem potworny ból. Z mojego brzucha wystawało przeraźliwe, znajome, czarne ostrze. Zaszokowany uniosłem wzrok w kierunku napastnika.... A właściwie napastniczki. 
-Nie żeby mi było przykro młody- usłyszałem JEJ uwodzicielski głos. To nie mogła być ONA. 
-Widzę niedowierzanie malujące się na twojej twarzy. Jednak możesz być pewien. Wróciłam!- czarna postać zaśmiała się złowieszczo. Aż mnie ciarki przeszyły.

Lyall or one of Shikira's assassins could wear something like this.:

Kątem oka zobaczyłem jak wrogie istoty oddalają się od mojego kapturka. No tak, teraz mieliśmy większe kłopoty.
Spojrzałem na kobietę stojącą przede mną. Okuta w czarną zbroję oraz hełm, z płaszczem narzuconym leniwie na ramiona była zupełnie nie do poznania. ale jednak wiedziałem. To była ONA. Bez cienia wątpliwości.
Znieruchomiałem. Wykorzystała to i podeszła do mnie chwytając mnie jeną ręką za podbródek. Była niższa, ale przez swoje wysokie buty dała radę mnie dosięgnąć. Drugą ręką musnęła mój policzek.
-Nadal uważam, że byłbyś doskonałym chłopcem na usługach- wymruczała mi do ucha- Te boskie ciało i twarzyczka.
-Reo...- nagle rozległ się cichy szept Naxi, który w mojej sytuacji wydawał mi się krzykiem.
-No, no, no. Co my tutaj mamy... Słodziusia wilkokrwista. Myślę, że powieszę sobie twoją skórę na kominkiem. Będziesz doskonałą ozdobą - kobieta szybkim ruchem wyciągnęła ze mnie miecz. Aż się zwinąłem z bólu.
-Chodź no tu maleńki psie!- syknęła jadowicie na Naxie wroga zołza. Zaczęła zbliżać się do mojego słodziaka. Białowłosa wilkokrwista stała sparaliżowana strachem.
-Nie...- próbowałem coś wydusić z siebie pomiędzy spazmami bólu. W miejscu przebicia musiałem mocno przycisnąć rękę. Jak dłużej tu zostanę to się wykrwawię. Nie będę w stanie ostrzec Kayo.
-O! Piękniś chciał coś powiedzieć?- zaśmiała się złowieszczo ONA. Nadal nie dowierzałem jak mogła stać się... taka. Jednak nie miałem czasu na rozmyślanie nad tym. Zasłoniłem własnym ciałem moją małą Naxie.
-Nie... dotykaj... mojego... kapturka... zdziro...-zakaszlałem krwią. Rozległ się szyderczy śmiech.
-Myślisz, że dasz mi radę? I tak niedługo umrzesz. Nie dacie rady mi uciec!

Zignorowałem wyraźną zaczepkę. Skupiłem się chwilę w celu wymyślenia planu. ONA miała rację. Niechybnie jeżeli podejmę walkę umrę, a wtedy Naxia razem ze mną.  Miała tylko mój sztylet, który nie zadziała na tego typu kreaturę.
-Kapturku posłuchaj mnie uważnie. Kiedy dam ci znak rusz wgłąb akademii. Najlepiej znajdź dyrektora. Postaram się za chwilę do ciebie dołączyć. Rozumiesz? - zwróciłem się do młodej damy.

<Kapturku?>



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz