Mój otumaniony umysł dopuszczał niewiele rzeczy. Wzrok miałem zamglony. Co się działo? Czy umarłem? Wielki wilk... czyżby mój kapturek? Rzuca się... na nią... Polifamia... Służąca Cienia. Nie Ciernia, jak nazywają go inni, tylko Cienia. Ja i moi bracia nazywamy go tak ponieważ...
***
Nagłe rozjaśnienie umysłu było raczej bolesnym doświadczeniem. Wszystko zacząłem widzieć wyraźnie. Nawet chyba ostrzej niż przed walką.. Błękitne niebo nad wyspą Eter, ani jednej chmurki. Tylko co jakiś czas czarne kruki przelatywały. Czułem jak mnie pieką oczy. Zaraz... Co się właśnie działo?
Spróbowałem się ruszyć. Z wielkim jękiem, ale usiadłem.
Poczułem pod palcami miękkie futro. Leżałem na grzbiecie wielkiego wilka...
-Naxio?- szepnąłem. Czemu nie byłem w stanie mówić głośniej?
Dostałem nagłe przypomnienie dlaczego. Poczułem przeraźliwy ból w okolicy brzucha. Ano tak, przecież Polifamia przebiła mnie mieczem.
-Naxio trzeba jak najszybciej kogoś znaleźć- powiedziałem cicho zamykając oczy. Nadal mnie piekły. Nawet nie chciałem wiedzieć dlaczego.
<Mój kapturku? Chyba nie mam za wiele czasu>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz