22 kwietnia 2017

Od Sorayi CD Orion / Winry




Ten facet jakoś mi nie podszedł. Pojawił się tak zupełnie znikąd. Może się mylę, ale na początek zachowam wobec niego dystans. Bagno, w jakim się obecnie znajdujemy, jest doskonałym dowodem na to, że nie wolno ufać nikomu. O Winry byłam spokojna. Blondynka za bardzo przypomina mi mojego zmarłego brata, dlatego będę mieć ją ciągle na oku. Nie pozwolę jej skrzywdzić. Nikt nie zrani już bliskich mi osób. Zaczęłam kierować się w stronę dziewczyny, kiedy nagle wylądował przede mną Vihar. Wilczur tego idioty. Skrzydlaty spojrzał na mnie tymi swoimi wielkimi oczami. Jego spojrzenie mówiło jedno. Został tu wysłany, by być blisko mnie... Że niby co?! Po co? Dlaczego? Teraz zebrało mu się na sentymenty..? Pf.... Gdzie był, kiedy mnie złapali, przesłuchiwali i torturowali? Nie potrzebuję jego troski, czy ochrony. Mam go gdzieś. Niech spada na drzewo..!
Ale, w jednym futrzak może mi teraz pomóc. 
-- Vihar -- rzekłam do niego, kiedy uporałam się z kolejnym przeciwnikiem. Wilk popatrzył na mnie, co oznaczało, że słucha. -- Widzisz tamtą blond dziewczynę? Leć do niej, jeśli możesz. Jest poparzona w lewą rękę, potrzebuje pomocy... -- nie dokończyłam, ponieważ coś zaatakowało mnie od tyłu. Poczułam silne uderzenie w plecy. Upadłam na kolana. Normalnie zaprało mi dech. Podparłam się swoimi mieczami, lecz nie dane mi było odpocząć. Musiałam rzucić się na glebę i przeturlać się kilka metrów dalej, by nie zostać zmiażdżoną przez kolejnego potwora, tym razem z maczugą. No pięknie... Dobra Soraya. Skup się na walce. Nie możesz dać się tu zabić. Nie dokończyłaś swojej zemsty. 
Tak.
Moja zemsta.
Moja rodzina.
To dla niej to wszystko. 
Dla królestwa, które wydało na mnie i moją rodzinę wyrok śmierci. 
Obiecałam, że pokonamy Ciernia, że przywrócimy pokój. Że prawowity dziedzic powróci do Dragoso. Mój przyspieszony oddech powodował, że moja klatka piersiowa unosiła się w górę szybko i równie prędko opadała. Nie zginę. Nie dzisiaj. Nie tak i nie z rąk nic nieznaczących pionków. Wstałam na równe nogi. Popatrzyłam na obleśnego stwora, który ośmielił się podnieść na mnie rękę. Zaczęłam biec w jego stronę, a kiedy byłam już na tyle blisko by mógł mnie złapać, wykonałam ślizg między jego nogami. Niczym błyskawica wyjęłam zza paska moją broń awaryjną. Pistolet od Oktaya to wysoce zaawansowana technologia. Strzeliłam w głowę prawie trzymetrowego monstrum przede mną. W lewej ręce nadal miałam miecz, więc zadałam sile cięcie w łydki przeciwnika. Rany były głębokie i spowodowały, iż potwór runął niczym świeżo ścięte drzewo. Wskoczyłam na niego i przez plecy, przebiłam mu serce, kończąc jego marny żywot. Mrocznych żołnierzy było coraz mniej. Teraz należy działać rozsądnie. Plecy bolały mnie niemiłosiernie, ale nie dałam tego po sobie poznać. Kątem oka cały czas obserwowałam, jak radzi sobie Winry i ten nowy gościu. Zeskoczyłam na dół zabijając w powietrzu dwa pomioty. Musimy zagonić te kreatury w jedno miejsce. Nie wolno nam pozwolić by ruszyły w głąb miasta. 
-- Winry, jak twoja ręka? -- Spytałam, kiedy już do niej podeszłam. W zdrowej ręce trzymała jakiś woreczek. Otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia. -- Skąd ty to masz? -- spytałam lekko zaskoczona.
-- Ja jej to dałem. -- Nowy odpowiedział na moje pytanie. Zwróciłam na niego swoje spojrzenie. Opanowałam swoje emocje, a szczur na moich ramionach zasyczał wściekle. Szybko się schyliłam, by nie oberwać lecącym w moją stronę ostrzem. Udało mi się złapać je w locie. -- Zamknęłam bramę, teraz wystarczy wybić pomioty i wrócić do Akademii. Winry, pozwól Viharowi uleczyć twoją rękę, a ja będę was w tym czasie ubezpieczać. Nie wybaczę sobie, jak coś ci się stanie.. -- rzekłam. Popatrzyłam jeszcze na naszego nowego towarzysza broni. Tym razem moje oczy już nie pałały chęcią mordu. Były raczej zaniepokojone. Poparzenie blondynki okazało się być poważniejszym, niż mi się wydawało.


< Winry? Orion? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz