Blondynka była cały czas obok mnie. Nie spuszczałam z niej oka. W głowie przeklinałam dzisiejszy dzień. Dlaczego ja nic nie wiedziałam o tym atak?. Jak do tego doszło?! Tamten gościu, którego zabiłam kilka dni temu miał rację. Akademia nie jest już bezpieczna, a to znaczy, że wśród nas jest kret. Bez wątpienia zajmuje wysokie stanowisko. Wściekłość się we mnie zagotowała.
-- Winry, jesteś cała? -- spytam dziewczynę po mojej lewej stronie.
-- Nic mi nie jest -- odpowiedziała mi szybko. Skoncentrowana patrzyła przed siebie, nie spuszczając oku z pomiotów Ciernia.
-- Rin? Adris? Jak z wami?
-- Ok -- odpowiedzieli zgodnie.
-- Dobra, plan jest taki. Jest ich coraz więcej, więc którędyś się przedostają. Trzeba przedrzeć się przez ich chordy do głównej bramy i ją zamknąć. Ja pójdę przodem. Rin ! -- Spojrzałam na chłopaka kątem oka. -- Znajdziesz siostrę, rodziców i weźmiecie waszego smoka, by utorował sobie drogę do Akademii. -- Rin chciał zaprotestować, lecz ja posłałam mu spojrzenie nie znoszące sprzeciwu. -- A ty Adris, pójdziesz z nimi. Tylko ciebie posłuchają inni uczniowie. Winry, ty pójdziesz ze mną. Czy wszyscy zrozumieli plan?! -- krzyknęłam niczym dowódca do swoich wiernych żołnierzy. Reszta pokiwała głowami, tak mi się zdaję. Nie mogłam ich wszystkich naraz zobaczyć. Czułam, że to się może udać. -- Dobra, to do dzieła! Widzimy się wszyscy w Akademii! -- Gotowa na śmierć, ruszyłam do bramy z Winry u boku.
Nie dam przejąć tego miasta. Po moim trupie!!!
< Kochani, kto chce, niech odpowie. Walczmy dla naszego królestwa..! >
< Kochani, kto chce, niech odpowie. Walczmy dla naszego królestwa..! >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz