No nie powiem, zaskoczyła mnie. Mała dziewczynka ma pazurki... W dodatku to córka samego Awisina. Tak, znam gościa, a raczej znałem. Jeśli mnie pamięć nie myli, kopnął w kalendarz. Nawet wiem, kto mu w tym pomógł. I teraz wiem, kim jest ta „urocza” osóbka. Ariana... Jest taka młoda. Myśli, że jak wypowie imię tatusia to wszyscy będą się przed nią kłaniać. Nie. Co jak co, ale Awisin to był pikuś przy świętej pamięci Saronie Dreyarze. Ten gość napawał strachem nawet mnie..!
Kiedy mnie powaliła udałem zszokowanego, a jak wspomniała imię jednego z mych idoli, na moją twarz wkradła się trwoga. Oczywiście, wszystko to odegrałem, tak jak zwykle po mistrzowsku. Tak właśnie się gromadzi potrzebne fakty. Niech potencjalni wrogowie sami wyjawiają o sobie informacje. Jest to o wiele szybsze i nie trzeba sobie przy tym brudzić rąk, na przykład krwią. Poza tym, widać na pierwszy rzut oka, że nikt nie nauczył tej małej samokontroli. To się kiedyś na niej zemści. Mam tylko nadzieję, że będę mógł to zobaczyć. Ariana patrzyła na mnie z tą swoją chęcią mordu, pewnie myśli, że trzęsę się teraz ze strachu, ha! Niech tak sobie dziewczynka myśli...
– Amator – dodała na sam koniec, będąc już odwrócona do mnie tyłem. Powiedziała to cicho, ale na tyle głośno, bym mógł ją usłyszeć. Ja? Amatorem?! Dla ciebie, dziewczynko, Panem
Amatorem. Kiedy zniknęła za rogiem, ja wstałem z podłogi, otrzepałem się z kurzu i ruszyłem za nią. Jak tylko się do niej zbliżyłem, zobaczyłem jak drogę zagrodził jej mój wierny towarzysz, Vihar. Wilk warczał ostrzegawczo na nią, pokazując przy tym śnieżnobiałe, ostre kły. Jego czarno-białe furto oraz skrzydła nastroszyły się, niedobrze. Chyba miał zamiar zaatakować Arianę wyładowaniem elektrycznym. Chciałem go powstrzymać, już unosiłem rękę, ale wtedy zobaczyłem, jak brunetka sięga po swoje sztylety. O nie. Nie tym razem dziewczynko. Nikt nie będzie podnosić ręki na mojego czworonożnego przyjaciela, nikt! W mgnieniu oka znalazłem się za dziewczyną, wykręciłem jej rękę, dzięki czemu nóż wypadł jej z ręki i upadł na posadzkę. Z półobrotu, jednocześnie drugą ręką chwytając Arianę za szyję, przyszpiliłem ją do najbliższej ściany. Chwyciła mnie swoimi dłońmi, chciała się uwolnić, ale nic z tego. Nie wygra ze mną. Nie tym razem. Posłała mi oburzone spojrzenie, lecz ja zdominowałem ją swoim. Teraz miała przed sobą zupełnie innego człowieka. Obok mnie pojawił się Vihar. Popatrzył na unieruchomioną dziewczynę z wyższością niemal dorównującej mojej.
– Jeszcze raz podniesiesz na niego rękę dziewczynko, a przysięgam, że ci ją wyrwę. – Wysyczałem wściekle. Otworzyła usta, chciała coś powiedzieć, ale nie dałem jej dojść do słowa. – Nawet nie próbuj mnie straszyć swoim tatusiem. Po świecie chodzą mendy gorsze od niego, i wiesz co? – zbliżyłem swoją twarz do jej, która z braku tleny zaczęła powoli sinieć. – Właśnie masz jedną przed sobą. – Puściłem ją, a ona osunęła się po ścianie. Nie przestawała mordować mnie swoim nienawistnym spojrzeniem. Odpłaciłem się jej tym samym, z drobną różnicą. Ona nadal patrzyła jak zła na cały świat nastolatka. To powodowało, że nie brało się jej na poważnie. Była taka przewidywalna. Moje spojrzenie, wyćwiczone przez kilkanaście lat, niemal wbiło ją w podłogę.
– Na przyszłość pamiętaj, żeby nie wyzywać nieznajomych od amatorów, zwłaszcza takich, którzy są lepsi od ciebie. Vihar... - na koniec zwróciłem się do swojego towarzysza, byśmy razem mogli udać się pod salę, gdzie odbyć się miała moja Próba Przejścia. Zostawiając tak Arianę czułem lekkie wyrzuty sumienia, ale tylko lekkie. Ktoś powinien utrzeć nosa córce Awisina. Wyjdzie jej to na dobre, mam nadzieję.
Drake czeka na odpowiedz. :D
OdpowiedzUsuń