Koleś imieniem, którego..., jakoś nie spamiętałem, bo było przydługie, pozegnał się i odszedł. Widziałem jak Ariana odetchnęła z ulgą, a ja uśmiechnąłem się do niej, pokazując swoje bielsze od śniegu zęby.
-- Nie ma za co, Ariś.. Dobra, to chodź, jak chcesz. Coś czuję, że się tam przydasz..
<Ariana? Antonio?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz