Pomachałem Sorayi na pożegnanie.
- To ja idę na próbę. Wy byłyście, a ja nie. Nie chcę być gorszy. - powiedziałem i poszłem w stronę Akademii. Może trafi mi się zagrożony gatunek? Weszłem do środka i skierowałem się na piętro. Skacząc co dwa schodki weszłem na piętro. W podskokach poszłem do tego pokoju. Nie pukając weszłem do środka. Euros z powodu mojego wychowania nie był zadowolony.
- Wiem, wiem. Nie trzeba mi mówić. Przechodzić obok każdego z jajek.- nie dałem dojść Eurosowi do słowa.
- Czyli możemy zaczynać? - spytał. Pokręciłem głową.
- Tak... - westchnąłem.
- Dobrze.
Podszedłem do zaciemnionego miejsca. Bo przecież nigdy nie widać rzeczy wspaniałych. Są one tam gdzie najmniej się spodziewamy. Na razie tylko chodziłem. Adris i Euros patrzyli na mnie zainteresowani. Pewnie inni uczniowie kładli dłoń na każdym jajku dopóki nie usłyszeli swojego imienia.
- Rin Kagamine.- usłyszałem. Odwróciłem się zdziwiony.
- Rin - powtórzył. Głos był... tajemniczy... Co to było za jajo? Zmrużyłem oczy. Może to było te czerwone, pokryte łuskami i kolcami? Położyłem ostrożnie na nim dłoń. Nie... To było te jajko obok. Położyłem na nim dłoń. Błękitne jajo... Również pokryte łuską...
<Adris?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz